Naczelna Izba Lekarska apeluje do ministra zdrowia o to aby termin przejścia na Elektroniczną Dokumentację Medyczną, został przesunięty bo większość placówek medycznych nie jest na to gotowa.
„Żadnego z tych obowiązków nie da się wykonać, jeśli w placówce medycznej, których – przypomnę - jest 180 tysięcy, nie wdroży się systemu informatycznego. Ministerstwo przeprowadzało wiosną br. ankietę wśród placówek medycznych dotyczącą ich stanu przygotowania. Ankietę zamknięto ostatecznie 11 maja a jej wyniki, choć obiecano ich opublikowanie w czerwcu - nie ujrzały jeszcze światła dziennego”- pisze prof. Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej (NRL) w liście do rządu.
Nie wszyscy będą gotowi
Prof. Matyja podważa też argumenty Ministerstwa Zdrowia, jakoby część placówek poradziła sobie i była gotowa aby przejść na EDM.
„Otóż, nie jest to prawda. Duża cześć placówek z wdrożonym rozwiązaniami cyfrowymi to podmioty na tyle duże, że racjonalne było zamówienie przez nich autorskich rozwiązań, niezależnych od oferty firm produkujących programy gabinetowe. Większość placówek to jednak podmioty, które będą korzystać z typowych, uniwersalnych programów. Według przeprowadzanych przez NRL badań duża część dostawców kończy w tej chwili dostosowywanie swych aplikacji do nowych wymagań”- wskazuje prof. Matyja.
Co ciekawe, największe stowarzyszenie zrzeszającego twórców oprogramowania, czyli STORM przekazało ministrowi zdrowia stanowisko 7 czerwca, z którego wynika, że w placówkach medycznych jest brak gotowości sporej części dostawców oprogramowania do zaplanowanego na 1 lipca wdrożenia wspomnianych powyżej dwóch obowiązków.
NRL podnosi także, że najważniejszą kwestią jest jednak bezpieczeństwo danych pacjentów. Założeniem wymiany dokumentacji medycznej jest to, aby móc deponować ją w specjalnych repozytoriach, czyli dostępnych w systemie 24/7 przestrzeniach dyskowych. Stamtąd upoważnieniu dokonanym przez pacjenta, podmiot przejmujący leczenie będzie mógł je pobrać.
Prof. Matyja wskazuje, że tworzy to pole do nadużyć, gdyż cyberprzestępcy są zawsze z reguły o krok przed sztabami zabezpieczającymi bezpieczeństwo danych. Pyta także ministra zdrowia o to, kto pokryje koszty rosnących zapewne w latach kosztów funkcjonowania rozproszonych repozytoriów, które to koszty będą musiały być coraz wyższe. Przez 20 lat liczba dokumentów będzie lawinowo narastać.
Brak finansów
Postulujemy przyjęcie, że placówki medyczne nie miały dostatecznej możliwości przygotowania się na termin 1 lipca br. To, że ogłoszono go ustawą przyjętą w roku 2019 nie oznacza, że adresaci tego przepisu mieli wszystkie wymagane dane pozwalające im wywiązać się z tego obowiązku. I fakt, że pewna grupa podmiotów, wsparta dotacjami, szkoleniami i pilotażami zgłasza wstępnie gotowość nie pozwala na wyciąganie uogólniających wniosków.
„Postulujemy, aby Ministerstwo Zdrowia zadeklarowało wywiązanie się z ustaleń dokonanych podczas prac (przełom 2020/2021) nad Strategią dla eZdrowia 2021-2025 i umożliwiło wszystkim chętnym usługodawcom skorzystanie z repozytoriów zbudowanych w oparciu o platformy regionalne”- wskazuje NRL
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!