Reklama

Personel pomocniczy zaniedbany w szpitalach

Polityka Zdrowotna
14/12/2021 11:52

Lekarzy nie przyciąga już do pracy w danym szpitalu tylko wysoka stawka za godzinę. Liczy się także to, czy będą mieli wsparcie asystentów lub specjalistów IT. O ile wynagrodzenia kadry medycznej są konkurencyjne, o tyle w przypadku pracowników stanowiących wsparcie, publiczne placówki medyczne przegrywają z prywatnym sektorem. 

Specjalistyczny Szpital im. dra Alfreda Sokołowskiego w Wałbrzychu wstrzymał przyjęcia na oddziale chirurgii ogólnej, a do ministra zdrowia Adama Niedzielskiego wpłynęła interpelacja poselska od posłanki Monika Wielichowskiej z Koalicji Obywatelskiej, wybranej z okręgu wyborczego w Wałbrzychu.

Z opisu sytuacji jaka zaistniała w placówce medycznej wynika, że na przestrzeni ostatnich dwóch miesięcy, ze względu na postępowanie dyrekcji, wypowiedzenia złożyło trzech lekarzy prowadzących Zakład Endoskopii Zabiegowej. Zwolniony został później z-ca ordynatora, a ordynator przesunięty na stanowisko zastępcy. 

Reklama

W interpelacji posłanka wskazała też, że do tej pory dyżury na chirurgii ogólnej były jednoosobowe z drugim chirurgiem „pod telefonem” (...). W dyżurowaniu od pewnego czasu pomagali chirurdzy onkolodzy. Pomimo tego wielokrotnie w pracy pozostawał jeden chirurg, obarczony ogromną ilością obowiązków, przekraczając jakiekolwiek normy czasu. W konsekwencji, na oddziale szpitalnym nie przeprowadzane są zabiegi planowe, a tylko ratujące życie.

 

Grupowe wypowiedzenia

Chirurgia ogólna w Szpitalu w Wałbrzychu odzwierciedla sytuację jaka ma miejsce w szeregu innych jednostek, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach. Lekarze odchodzą, czasem także i grupowo składają wypowiedzenia, i próżno szukać ich następców. Niemniej jednak, problem nie dotyka tylko tych mniejszych placówek. Ostatnio kraj obiegła wieść o sytuacji Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, w którym wypowiedzenia złożyło 26 lekarzy z różnych oddziałów, m.in pulmonologii, alergologii, endokrynologii, pediatrii.

Reklama

Lekarze bywają podkupywani przez sąsiednie jednostki, ale odchodzą nie tylko z powodu pieniędzy. - Bardzo ważne są też warunki pracy. W publicznym systemie wynagrodzenia są dobre, ale trudniej się tam pracuje, bo lekarze nie mają często wsparcia personelu pomocniczego czy IT.  Nas pokonuje często fakt, że nie możemy się zalogować do komputera, drukarka nie działa, a po godz. 15 nie ma szans, aby dodzwonić się do informatyka. I bez sprawnie działającego oprogramowania nie mogę  po południu zlecić badań gazometrycznych pacjentowi z obrzękiem płuc, który trafił na SOR - mówi dr n. med. Michał Florczak, specjalista chorób wewnętrznych, medycyny ratunkowej i dyrektor medyczny Jutro Medical. 

Dr M.Florczak dyżuruje na SOR w Szpitalu Wolskim w Warszawie i mówi, że to, co przyciąga lekarzy, to wsparcie asystenckie. Asystent medyczny dyżuruje przez 24 godziny.

Reklama

- Może zrobić triaż, a ja podbijam tylko zlecenia. Pacjent jest obsłużony szybciej. Normalnie musiałbym wrócić do komputera i pacjent z obrzękiem płuc musiałby czekać dłużej. To odciąża naszą pracę i takie warunki przyciągają tu inną kadrę medyczną. Czasami lepiej jest mieć mniejsze wynagrodzenie i dużo lepsze warunki pracy, bo w razie jakiejś pomyłki, co nie jest trudne przy dużej liczbie pacjentów, odpowiedzialność jest wysoka – zaznacza dr M.Florczak. 

 

140-170 zł za godzinę dyżuru

Obecnie w dużych miastach, w tym w Warszawie mediana wynagrodzenia za godzinę dyżuru internistycznego oscyluje wokół 140-170 zł za godzinę. W mniejszych miejscowościach, oddalonych ok. 20-40 km od metropolii można dostać i więcej, ale niektórzy lekarze z dystansem podchodzą do tak wysokich wynagrodzeń. Jeśli bowiem stawka za godzinę dyżuru sięga 250 zł, to widać - w ocenie lekarzy - że szpital za wszelką cenę chce przyciągnąć kadrę, ale i spada na nią ogromna odpowiedzialność, bo nie będzie miała wsparcia asystentów, sekretarek medycznych. 

Reklama

Co się w konsekwencji stanie, bo jeśli szpitale przeznaczają już nawet 90 proc. pieniędzy z NFZ na wynagrodzenia, w tym gross z tych pieniędzy idzie na wynagrodzenia personelu medycznego, to dla pozostałego nie zostaje wiele. Tymczasem dziś specjalista IT zarabia na ryku kilkanaście tysięcy złotych. Sprzątaczka może zarobić w sektorze prywatnym więcej niż minimalną krajową w szpitalu.

Problem z odejściami lekarzy jest jeszcze jeden. Z pracy w publicznych jednostkach odchodzą też emeryci, których pokonuje czasem technologia, ale też czasem nie czują się już na siłach, aby dyżurować w nocy i święta.

Reklama

- 2 tys. internistów w ciągu kilku lat osiągnie wiek emerytalny, a na wykształcenie nowego pokolenia lekarzy dzięki zwiększonym limitom przyjęć na studia medyczne, trzeba będzie poczekać jeszcze 5-6 lat. Nie ma wymiany pokoleniowej a młodzi medycy deklarują chęć wyjazdu z kraju. To jest problem do rozwiązania dla rządu - mówi dr Jerzy Gryglewicz, ekspert ds. ochrony zdrowia Uczelni Łazarskiego. 

Specjaliści rynku medycznego są jednak zgodni. Gdyby w szpitalach było więcej kadry asystenckiej, lekarzy odciążono by od wielu zadań związanych z wypełnianiem dokumentów i wtedy mogłoby się okazać, że wcale nie mamy tak mało specjalistów. 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości