Wiele badań naukowych stawia pielęgniarstwo na szczycie listy zawodów najbardziej zagrożonych depresją - podkreśla Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych. Niełatwy dla pielęgniarek czas pandemii sprawił, że statystyki te poszybowały w górę. Stąd reakcja samorządu zawodowego i możliwość skorzystania z bezpłatnej pomocy psychologa. Zainteresowanie jest spore, a spektrum problemów szerokie.
"Masz kłopot z zasypianiem? Brakuje Ci energii? Trudno Ci się skoncentrować? Zmuszasz się do wykonywania codziennych czynności? Straciłaś/eś zainteresowanie rzeczami, które do tej pory sprawiały Ci radość? Jesteś pielęgniarką, pielęgniarzem, położną, położnym – nie ignoruj objawów! Nie trać czasu, sięgnij po pomoc specjalisty z troski o siebie i swoich bliskich" - tak Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych zachęca do skorzystania z pomocy.
Izba już na początku pandemii uruchomiła linię wsparcia psychologicznego. Pielęgniarki, położne, pielęgniarze i położni mogą korzystać z bezpłatnej pomocy doświadczonego psychologa. Wystarczy napisać e-mail na adres – psycholog@nipip.pl podając imię i numer telefonu.
Doświadczona psycholog Dorota Uliasz kontaktuje się z osobami potrzebującymi wsparcia, aby ustalić dogodny termin rozmowy i czas trwania terapii.
Lęk przed nieznanym
D. Uliasz opowiada naszej redakcji z jakimi wyzwaniami stykają się przedstawicielki tego zawodu i z czego wynikają problemy, z którymi się do niej zgłaszają. Jak mówi w rozmowie z Polityką Zdrowotną, zgłoszeń nie brakuje, a problemy i wyzwania obciążające psychikę pielęgniarek zmieniają się w trakcie trwającej już blisko 1,5 roku pandemii.
- Na początku pandemii pojawiał się przede wszystkim lęk przed nieznanym, przed zakażeniem, przed brakiem jasnych odpowiedzi na wiele pytań związanych z przebiegiem COVID-19. Był to też lęk o zdrowie najbliższych, o to, że chorobę przeniesie się do domu. Pielęgniarki to przecież też córki, matki, żony - wyjaśnia D. Uliasz.
Potem doszły też problemy wynikające z pracy w zespołach, z przeciążenia pracą, które przed pandemią można było łatwiej rozwiązywać.
- To problemy, np. dlaczego ja zostałam skierowana do pracy tu, a ty – tam, dlaczego na ten odcinek, gdzie jest większe ryzyko zakażenia? - wyjaśnia. To również prowadzi do frustracji.
W związku z brakami kadrowymi i zmianami w organizacji pracy doszły też problemy nacisków ze strony kierownictwa części placówek, gdy brakowało personelu. Przełożeni dopytywali np. dlaczego ktoś jest tak długo na zwolnieniu lekarskim czy na zwolnieniu związanym z opieką na dziecko. To dodatkowo - jak mówi D. Uliasz - wzbudzało niepokój i stres oraz potęgowało problemy związane z organizacją życia tak, aby pogodzić pracę i rodzinę.
Problemy życia codziennego i stres pourazowy
Obecnie po ustaniu III fali zdarzają się też takie przypadki, że niektóre pielęgniarki nie potrafią się odnaleźć w nowej sytuacji. Po kilku miesiącach ciężkiej pracy przy pacjentach zakażonych COVID-19, gdy z powodu pracy nie było czasu na sprawy domowe, okazuje się, że w tej sferze wiele się zmieniło, np. dzieci, które dodatkowo były na nauce zdalnej, opuściły się w nauce.
Jak wyjaśnia D. Uliasz część pielęgniarek ma też problemy psychiczne wynikające ze stresu pourazowego.
- Mimo, że główne problemy minęły, to lęki i niepokoje pozostały, a emocje z nimi związane dopiero dochodzą do głosu – mówi psycholog.
Obciążenie cierpieniem i śmiercią
Ze swoimi problemami dzwoni też inna grupa pielęgniarek, które w trakcie pandemii nie były bezpośrednio zaangażowane w pracę przy COVID-19.
Chodzi o pielęgniarki z oddziałów onkologii, gdzie w trakcie pandemii pracy było mniej, bo mniej pacjentów się tam zgłaszało. Jednak obecnie tych pacjentów zgłasza się więcej i trafiają na leczenie często zbyt późno, w bardziej zaawansowanym stadium choroby. W związku z tym więcej jest pacjentów, którym nie udaje się pomóc i którzy umierają. To przekłada się na więcej negatywnych emocji i więcej stresu pielęgniarek, które opiekują się takimi pacjentami.
Czy to dobra droga?
Jak relacjonuje D. Uliasz, część pielęgniarek podczas pandemii z powodu dodatkowego obciążenia pracą jest skrajnie przemęczona i zaczyna tracić wiarę w to, czy wybrały dobry zawód. Taka refleksja pojawia się zwłaszcza u osób, które dopiero weszły do zawodu.
Psycholog ocenia, można znaleźć i pozytywną stronę tej sytuacji, bo "cześć telefonów jest samorozwojowa" - pielęgniarki próbują zrozumieć własne emocje i poukładać od nowa wartości.
- Pandemia COVID-19 skłania pielęgniarki do refleksji, czy ta praca nie dominuje całego ich życia. Pielęgniarki dostrzegły koszty tej pracy. W przypadku osób wchodzących do zawodu, to moment, aby ustalić priorytety i jasny podział między pracą i domem – mówi D. Uliasz.
Anonimowość pomaga w przyznaniu, że ma się problem
Po pomoc do D. Uliasz pielęgniarki zgłaszają się z różnych powodów. Niektóre osoby potrzebują jednej, dwóch rozmów, a z niektórymi - praca trwa regularnie już od kilku miesięcy.
- Jestem utożsamiana jako ktoś z zewnątrz, aby gdzieś powiedzieć o swoich problemach, podzielić się wątpliwościami i zrobić rachunek sumienia – mówi. Dodaje, że formuła infolinii pozwala na anonimowość, co jest dla niektórych bardzo istotne.
Według D. Uliasz, pielęgniarki jako grupa zawodowa mają większy dyskomfort, gdy trzeba przyznać się do potrzeby pomocy ze strony psychologa, psychiatry lub konieczności skorzystania z leków. Jak podkreśla psycholog, pielęgniarkom trudniej wejść w rolę pacjentów.
- Nie tylko słabsi , jak utrwala się to w stereotypach, korzystają z pomocy przy problemach z emocjami - podkreśla i dodaje, że w przypadku innych problemów zdrowotnych, po prostu idziemy do lekarza danej specjalności. Tymczasem w przypadku zaburzeń psychicznych, wielu pacjentów unika leków i porady, obawia się stygmatyzacji, mimo że to często jedyna skuteczna droga, aby poradzić sobie np. z depresją.
Jak przekonuje D. Uliasz, formuła pomocy psychologicznej w formie infolinii to bardzo dobre i potrzebne rozwiązanie, które powinno zostać wdrożone systemowo nie tylko w tak szczególnym czasie, jakim jest pandemia. Według psycholog, to zawód, który mocno wyczerpuje i w tej branży potrzeba zapewnienia wsparcia psychologicznego jest ewidentna.
Pielęgniarki żyją krócej
To właśnie stres i nadmierne obciążenie pracą przyczyniają się do tego, że statystyczna pielęgniarka, położna żyje krócej niż statystyczna Polka.
Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych, po analizie danych otrzymanych z Rejestru PESEL za okres ostatnich pięciu lat, wyliczyła, iż średnia ich wieku w chwili zgonu to tylko 61,5 roku. Są to dane znacznie poniżej średniej dla całej populacji. Średnia dla kobiet w Polsce wynosi bowiem o dwie dekady więcej i jest to - 81,8 lat.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!