37 z 44 lekarzy zatrudnionych w szpitalu w małopolskich Proszowicach złożyło na ręce dyrekcji wypowiedzenia. To ponad 80 proc. załogi. Pracownicy od dawna uskarżali się na trudne warunki pracy, braki kadrowe, długie i częste dyżury oraz kiepskie uposażenie. Władzom placówki zarzucono źle zarządzanie szpitalem. Warunki w jakich musieli pracować lekarze stwarzały zagrożenie dla pacjentów - uważają pracownicy, którzy przedwczoraj zdecydowali się odejść z pracy.
To zbiorowy akt naszej bezsilności wobec działań władz placówki, decyzja trudna, ale konieczna - oceniają medycy. W szpitalu trwa sytuacja kryzysowa. W przeciągu najbliższych trzech miesięcy proszowicki szpital będzie musiał zadbać o nowy personel. W przeciwnym razie zdrowie i życie tamtejszych pacjentów może być zagrożone.
Ponad 80 proc. załogi wręczyło wypowiedzenia
Liczba lekarzy która zdecydowała się odejść z proszowickiego szpitala jest przytłaczająca, mimo to mówi się, że szpitalowi nie grozi zamknięcie. Decyzji o rezygnacji z pracy nie podjęli jedynie lekarze z oddziału pediatrii oraz kilku z intensywnej terapii.
„Niedostrzeganie bezpośredniego zagrożenia dla życia i zdrowia pacjentów. Ignorowanie bezpieczeństwa pracy lekarzy i przyczyn niedoborów kadr medycznych, a to wobec złych warunków ich pracy i zaproponowanej jednej z najniższych w Polsce płac podstawowych. Brak działań zmierzających do rozwoju Szpitala, jego informatyzacji i podniesienia jakości wyposażenia, nieuchronnie kierują ten Szpital w postępujące zacofanie. Upatrywanie winnych sytuacji w jakiej znajduje się Szpital i jego pacjenci w pracownikach - lekarzach tam pracujących. To jedne z wielu przyczyn, które jednoznacznie wskazują na brak jakiejkolwiek „nici porozumienia” z dotychczasową Dyrekcją Szpitala. Podejmowane w ostatnim czasie przez Dyrekcję działania mają tylko na celu ochronę zajmowanych stanowisk, a nie działania zmierzające realnie do poprawy bezpieczeństwa i jakości opieki medycznej” - piszą medycy w oświadczeniu skierowanym do starosty powiatowego odpowiadającego za funkcjonowanie podmiotu. Lekarze deklarują, iż z ubolewaniem podjęli decyzje o zwolnieniach. W swoim oświadczeniu specjaliści deklarują także wolę podjęcia rozmów z nowymi władzami szpitala.
Starosta zapowiedział przeprowadzenie audytu. Po nowym roku ma zostać przedstawiony raport na temat sytuacji szpitala.
Dyrektorka placówki nie chce komentować sprawy. Jak mówi, o wielu kwestiach dowiaduje się z mediów, jednak potwierdza doniesienia o masowych zwolnieniach.
Klauzula opt-out czy zwolnienia?
Za sprawą protestu młodych lekarzy oraz różnych grup pracowników zrzeszonych w Porozumieniu Zawodów Medycznych, o problemach sektora opieki zdrowotnej zaczęto wreszcie rozmawiać publicznie w kontekście rozwiązań systemowych. Mimo, iż protest głodowy dobiegł końca, lekarze nie składają broni i zapowiadają masowe wypowiadanie opt-outów. Lekarze z Proszowic to jednak pierwsi od dłuższego czasu, którzy zdecydowali się na masowe zwolnienia. Na warunki pracy i stan placówki skarżą się także pracownicy i pacjenci innych placówek - m.in. Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego w Warszawie, którego dyrektor przy okazji protestu głodowego lekarzy rezydentów deklarował w mediach, że nie ma chętnych do pracy na dyżurach nawet za 100 zł za godzinę. Jak się jednak okazało po publikacji "pasków" lekarzy, płaci o wiele mniej, a chętnych do pracy brakuje ze względu na złe warunki pracy.
Czy masowe zwolnienia mogą stać się powszechne?
Sytuacja do jakiej doszło przedwczoraj w proszowickim SPZOZ skłania do dyskusji, czy praktyka masowych zwolnień w polskich szpitalach może stać się bardziej powszechna. O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy Annę Prokop-Staszecką - dyrektor Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II w Krakowie.
- Wiedzieliśmy od jakiegoś czasu, że atmosfera tam jest trudna, uważam jednak, że nie będzie jakiegoś zbiorowego buntu, choć w wielu placówkach personel uskarża się na trudne warunki pracy i niezadowalające płace - komentuje dla Polityki Zdrowotnej Anna Prokop-Staszecka.
Dyrektor placówki odniosła się także do zapowiedzianych przez medyków cofnięć deklaracji na pracę w wymiarze przekraczającym 48-godzinny tygodniowy czas pracy. - Samo wypowiadanie opt-outów bije w pacjentów - nie zależy nam na tym, by wydłużać kolejki, które już i tak są koszmarne. Powszechne wprowadzenie takiej zasady oraz zakaz pracy lekarzom z nabytym prawem do emerytury spowodowałoby zamknięcie większości szpitali w Polsce. Niedobór personelu jest dotkliwy, ale trudno obarczać tym tylko władze ostatnich dwóch lat. W polskiej ochronie zdrowia brakuje działań profilaktycznych - ocenia dyrektor krakowskiego szpitala.
Anna Grela
Źródło: mat/pras
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!