Z medycyny estetycznej należy korzystać rozsądnie, zwracając uwagę na to, kto, w jakich warunkach i czym poprawia nam urodę, przestrzega dr Barbara Walkiewicz-Cyrańska, jedna z najbardziej cenionych dermatolożek estetycznych w Polsce i prekursorka medycyny regeneracyjnej, właścicielka Instytutu Viva Derm. W rozmowie z politykazdrowotna.com pokazuje, na co zwracać uwagę, idąc do gabinetu medycyny estetycznej.
Statystycznie ilość powikłań jest mniej więcej na tym samym poziomie, natomiast jest większa liczba osób korzystających. Stąd też więcej tych powikłań, a raczej działań niepożądanych, a nie powikłań. Natomiast rzeczywiście, jeżeli myślimy o zabiegach medycyny estetycznej, a do takich zalicza się również preparaty z kwasem hialuronowym, to dane mówią, że 60% tych zabiegów wykonywana jest poza gabinetami medycznymi i nie przez lekarzy. Czyli większość tych zabiegów wykonuje nie środowisko, które z racji zawodu ma do tego uprawnienia. Chociaż to też jest źle powiedziane, bo brak odpowiednich regulacji prawnych powoduje, że nie możemy powiedzieć, że nieprofesjonaliści nie mają uprawnień. Nie ma właśnie takich regulacji i w tym jest problem. Generalnie 60% rynku wypełniaczy w Polsce jest wykonywana w gabinetach nie lekarskich, nie medycznych.
Tylko kwas hialuronowy.
Mamy jeszcze tzw. biostymulatory miękkie i twarde. Jeśli chodzi o miękkie, a są to przede wszystkim aminokwasy, nukleotydy, kolageny, natomiast twarde to kwas polimlekowy, hydroksyapatyt wapnia, polikapronolapton. Te preparaty, substancje rejestrowane są jako wyroby medyczne. Mamy jeszcze substancje, które są lekami, takie jak toksyna botulinowa i mogą je podawać tylko lekarze. Do zakupu toksyny botulinowej konieczne jest przejście weryfikacji, polegającej na podaniu numeru prawa wykonywania zawodu, warunków przechowywania itp. Osobną grupę stanowią nasze autologiczne tkanki tj. uzyskiwanie z krwi osocza bogatopłytkowego, a z tłuszczu mikro- i nano- fatów. Tego typu zabiegi mogą przeprowadzane w odpowiednio zarejestrowanych gabinetach medycznych – zabiegowych. Przez osoby mające uprawnienia medyczne.
Z racji rejestracji jako lek - są bezpieczne. Wprowadzenie ich na rynek poprzedzają wieloletnie badania kliniczne, mają dużo publikacji naukowych, a ich iniekcje mogą wykonywać tylko lekarze. Mamy też wyroby medyczne - ogromny rynek, począwszy od kwasu hialuronowego poprzez biostymulatory. Jako profesjonaliści (lekarze) nabywamy te produkty od firm które rejestrują je na terenie UE i spełniają wszystkie rygory bezpieczeństwa. Natomiast w Internecie dostępne są różnego rodzaju produkty, niewiadomego pochodzenia i bez możliwości weryfikacji ich oryginalności i pochodzenia.
Część tych produktów, np. nie może być przechowywana w temperaturze niższej niż 10-12 stopni, część nie może być w wyższej niż 24-28 stopni. Ważny jest odpowiedni czas przechowywania. Jeżeli to jest kupowane przez Internet, to my jako potencjalni nabywcy, nie mamy pojęcia, co tak naprawdę kupujemy, a przede wszystkim czy to, co kupujemy pod nazwą handlową, rzeczywiście tam jest. Gdy kupuję od dystrybutora na rynku polskim, to mam fakturę, dokument. Jeżeli produkt wywoła działania niepożądane czy powikłania, to ja to zgłaszam jako działanie pożądane, a firma sprawdza, co się wydarzyło. Każdy preparat ma „numer Lot”, więc jest jakaś uregulowana formalna droga. Przy kupowaniu przez internet, nie mam pojęcia, co tam naprawdę jest.
Podam przykład preparatu PRX na bazie kwasu TCA (trójchlorooctowego). TCA jest stosowany od lat do pilingów. Natomiast naukowczyni z Włoch zmodyfikowała tę formułę, wprowadzając do niej nadtlenek wodoru, co spowodowało, że preparat stosuje się jak piling, czyli nakładając na powierzchnię skóry, ale działanie ma znacznie głębsze – przynosi takie efekty jak mezoterapia. Aby ten preparat tak działał, musi być przechowywany w lodówce. Firma sprowadza preparat w specjalnych chłodniach, a ampułki są pakowane po kilka sztuk, by ułatwić transport. Pewnego dnia dzwoni do tej firmy pani kosmetolożka i mówi, że kupiła buteleczkę preparatu przez Internet i on nie działa. Otrzymała odpowiedź, że jeżeli kupiła jedną butelkę, to oznacza, że preparat został gdzieś przepakowany, a zatem nie był właściwie przechowywany. W związku z tym nie ma takiego efektu działania, jak się zapewnia. To jest przykład na to, jak istotne są pojedyncze etapy, począwszy od samej idei powstania czegoś, opatentowania, publikacji, zrobienia badań, dystrybucji na jakimś terenie, dostępności tego dla osoby uprawnionej i przeszkolonej. Dopiero na końcu jest zabieg, po którym możemy się spodziewać takich a nie innych efektów. To jest naprawdę długa droga. W końcu my te substancje stosujemy na ludziach.
Przede wszystkim to brak efektów. Mogą być też jakieś reakcje uczuleniowe. Problemem może być też sposób, w jaki zostanie podany preparat i kwalifikacja pacjenta. Może dojść do powstania stanu zapalnego, zakażenia, ziarniniaków. To wszystko na szczęście w większości jest odwracalne.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Szkoda że nie dodała Pani, że na uczelniach wyższych kosmetologów uczą rownież lekarze i dermatolodzy i Ci sami także szkolą właśnie z zakresu medycyny estetycznej, a tytułu magistra kosmetologii nie zdobywa się po kursie.
Szkoda że nie dodała Pani, że na uczelniach wyższych kosmetologów uczą rownież lekarze i dermatolodzy i Ci sami także szkolą właśnie z zakresu medycyny estetycznej, a tytułu magistra kosmetologii nie zdobywa się po kursie.