Reklama

NFZ zapłaci tylko 40 proc. za „nadlimitowych” pacjentów? Burza po słowach ministra

Czy w polskim systemie ochrony zdrowia zaczyna obowiązywać zasada: leczymy tylko do limitu? Najnowszy pomysł Narodowego Funduszu Zdrowia, by drastycznie obniżyć finansowanie świadczeń wykonywanych ponad kontrakt, wywołał ostrą reakcję lekarzy. Gdy politycy mówią o „uczciwości”, medycy odpowiadają wprost - za te oszczędności zapłacą pacjenci. I to nie tylko zdrowiem, ale w dłuższej perspektywie także pieniędzmi całego państwa.

Czy pacjenci stracą dostęp do świadczeń?

Planowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia cięcia finansowe wywołały falę oburzenia w środowisku medycznym. Chodzi o ograniczenie finansowania świadczeń wykonywanych ponad ustalone limity - w niektórych przypadkach nawet do 40 proc. dotychczasowej stawki.

Sprawa nabrała rozgłosu po wypowiedzi Macieja Berka na antenie Radio Zet, gdzie minister bronił proponowanych rozwiązań, stawiając pytanie: czy leczenie pacjentów ponad limit kontraktu jest w ogóle uczciwe?

System limitów kontra rzeczywistość pacjentów

Jak komentuje Porozumienie Rezydentów OZZL: mechanizm jest prosty i budzi ogromne kontrowersje. NFZ kontraktuje określoną liczbę świadczeń, np. 100 operacji. Problem pojawia się przy pacjencie numer 101. Do tej pory szpitale mogły liczyć na pełną lub zbliżoną refundację. Teraz mają otrzymać jedynie część środków.

Reklama

W praktyce oznacza to jedno: leczenie „nadlimitowe” przestaje się opłacać.

Eksperci i lekarze alarmują, że konsekwencją może być ograniczenie dostępności świadczeń. Szpitale działające już na granicy opłacalności - będą zmuszone do selekcji procedur lub wydłużania kolejek.

Minister: „to kwestia uczciwości”. Lekarze: „to uderza w pacjentów”

Minister Maciej Berek argumentował, że jeśli placówka zgodziła się na określoną liczbę świadczeń, wykonywanie większej ich liczby i oczekiwanie pełnej zapłaty trudno uznać za zasadne.

Tyle że środowisko medyczne widzi to inaczej.

Reklama

Zdaniem lekarzy i organizacji takich jak Porozumienie Rezydentów, prawdziwym problemem nie jest „uczciwość kontraktowa”, lecz ograniczanie dostępu pacjentów do leczenia. Bo pacjent nie trafia do szpitala „ponad limit” - trafia, bo jest chory.

Oszczędność dziś, koszt jutro

Krytycy pomysłu wskazują również na jego krótkowzroczność ekonomiczną. Nieleczone lub późno diagnozowane choroby postępują. Co więcej, wymagają bardziej kosztownego leczenia i często prowadzą do wykluczenia z rynku pracy.

To z kolei oznacza wyższe wydatki publiczne i niższe wpływy do budżetu państwa.

Reklama

Z perspektywy systemowej ograniczanie dostępu do świadczeń może więc przynieść efekt odwrotny do zamierzonego.

Spór o pieniądze i narrację

W trakcie dyskusji minister Berek odniósł się także do kosztów funkcjonowania szpitali, sugerując, że nawet 80–90 proc. ich budżetów pochłaniają wynagrodzenia.

Dane przytaczane przez środowisko medyczne temu przeczą. Analiza 321 szpitali za 2024 rok pokazuje, że: tylko 7 placówek osiągnęło taki poziom wydatków na pensje, średnia wynosi około 55 proc.

To kolejny punkt zapalny - nie tylko o pieniądze, ale o sposób przedstawiania sytuacji w ochronie zdrowia.

Reklama

Proponowane zmiany stawiają fundamentalne pytanie o przyszłość publicznej ochrony zdrowia w Polsce: czy system ma ograniczać koszty za wszelką cenę, czy jednak gwarantować realny dostęp do leczenia?

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło: Porozumienie Rezydentów OZZL Aktualizacja: 30/03/2026 12:30
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości