Ministerstwo Zdrowia potwierdziło, że medycyna estetyczno-naprawcza jest świadczeniem zdrowotnym i może być wykonywana wyłącznie przez lekarzy. Resort jednoznacznie odciął te procedury od branży beauty, wskazując na realne ryzyko powikłań i zagrożenia zdrowia pacjentów. Decyzja kończy wieloletni spór i porządkuje rynek zabiegów estetycznych w Polsce.
Ministerstwo Zdrowia w opublikowanym komunikacie jasno wskazało, że procedury medycyny estetyczno-naprawczej są świadczeniami zdrowotnymi. Oznacza to, że nie mogą być traktowane jak usługi kosmetyczne, lecz podlegają tym samym zasadom co inne procedury medyczne.
W dokumencie podpisanym przez wiceminister zdrowia Katarzynę Kęcką podkreślono, że obszar ten został formalnie wpisany do systemu prawa jako certyfikowana umiejętność zawodowa lekarzy i lekarzy dentystów.
Resort zdrowia zwraca uwagę, że medycyna estetyczno-naprawcza wiąże się z ryzykiem poważnych powikłań. Mogą one prowadzić do ciężkich konsekwencji zdrowotnych, a w skrajnych przypadkach nawet do zagrożenia życia.
Dlatego zabiegi te wymagają badania pacjenta, oceny przeciwwskazań, prowadzenia dokumentacji medycznej oraz gotowości do leczenia powikłań. Są to kompetencje, które posiada wyłącznie lekarz.
Ministerstwo Zdrowia wskazuje, że zabiegi mogą wykonywać lekarze specjaliści dermatologii i wenerologii oraz chirurgii plastycznej. Uprawnienia mają także inni lekarze i lekarze dentyści, jeśli posiadają prawo wykonywania zawodu na czas nieokreślony oraz ukończyli dodatkowe szkolenia zakończone uzyskaniem certyfikatu.
Jednocześnie resort podkreśla, że kosmetolodzy, kosmetyczki oraz osoby bez wykształcenia lekarskiego nie mają prawa wykonywać tych procedur – nawet jeśli ukończyły kursy i posiadają certyfikaty. Takie dokumenty nie nadają uprawnień medycznych.
Certyfikat „medycyna estetyczno-naprawcza” (kod 028) obejmuje procedury od lat wykonywane w praktyce klinicznej przez lekarzy. W standardzie zatwierdzonym przez ministra zdrowia znalazły się m.in. zabiegi iniekcyjne z użyciem toksyny botulinowej oraz wypełniaczy na bazie usieciowanego kwasu hialuronowego.
Zakres obejmuje także procedury z użyciem kwasu polimlekowego, hydroksyapatytu wapnia, polikaprolaktonu, mezoterapię, osocze bogatopłytkowe, fibrynę oraz zabiegi medycyny naprawczej po urazach, chorobach i operacjach.
Na liście procedur objętych certyfikatem znalazły się również zabiegi z wykorzystaniem laserów wysokoenergetycznych, IPL, radiofrekwencji, HIFU, ultradźwięków, krioterapii i elektrochirurgii. Ujęto także peelingi medyczne średniogłębokie i głębokie.
Katalog zamykają procedury stricte lekarskie, takie jak podawanie hialuronidazy, glikokortykosteroidów, skleroterapia, lipotransfer oraz lipoliza iniekcyjna.
Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że głównym celem regulacji jest bezpieczeństwo pacjentów. Tylko lekarz posiada kompetencje do właściwej kwalifikacji pacjenta, bezpiecznego wykonania zabiegu i leczenia ewentualnych powikłań.
To stanowisko od lat prezentowały samorządy lekarskie, domagając się jednoznacznych zasad na rynku medycyny estetycznej. Decyzja resortu zamyka wieloletni spór i wprowadza jasne reguły.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Żadna nowość. To tylko komunikat, który powtarzają już od lat. Lekarze od 20 lat chą położyć łapę na zabiegach upiększających, jeszcze im mało kasy. A kolejki do leczenia będą się wydłużać. Dietetycy też im się nie podobają. Fizjoterapeuci również.
No i właśnie położyli łapę...
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Nareszcie. Mam dość leczenia cudzych powikłań.
MZ DAJE LEKARZOM FURTKE DO JESCZE WIEKSZEJ KASY ZAKLADAM ŻE W TLE JEST JAKIŚ SPÓR O KASE ŻEBY ZAMKĄĆ IM JADACZKI I KLEPNELI JAKIŚ MINISTERIALNY PROJEKT. Druga strona kosmetolodzy mogą pozywać do woli MZ i uczelnie kształcące za brak regulacji i standardów w zawodzie kosmetologa i odszkodowania za upadki boznesów
Bardziej dobrze bo ci co robią nie legalnie to przestaną zarabiać na poprawkach po swoich złych zabiegach. Zarabiali zbyt dużo pieniędzy i to nion stop na poprawkach. Po swoich błędach które nie raz popełnili na nie jednym zabiegu upiększania urody. Która psują a potem próbują naprawić za te sama cenę przed 1 zabiegiem. A prawdziwy lekarz ma dużo do poprawiania aby twarz miała wygląd przed zabiegami zrobionym w mniej legalny sposób.
Bardzo dobrze bo ci co robią nie legalnie te zabiegiem to przestaną zarabiać na poprawkach po swoich złych zabiegach. Zarabiali zbyt dużo pieniędzy i to nion stop na poprawkach. Po swoich błędach które nie raz popełnili na nie jednym zabiegu upiększania urody. Która psują a potem próbują naprawić za te sama cenę przed 1 zabiegiem. A prawdziwy lekarz ma dużo do poprawiania aby twarz miała wygląd przed zabiegami zrobionym w mniej legalny sposób.
I nareszcie, mniej będzie powikłań po kosmetyczkach i kosmetologach , bo to lekarze leczą potem powikłania
Żadna nowość. To tylko komunikat, który powtarzają już od lat. Lekarze od 20 lat chą położyć łapę na zabiegach upiększających, jeszcze im mało kasy. A kolejki do leczenia będą się wydłużać. Dietetycy też im się nie podobają. Fizjoterapeuci również.
No i właśnie położyli łapę...
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.