- Będziemy w stanie jeszcze lepiej ocenić jak działają leki, na jakim etapie pacjenci najlepiej na nie odpowiadają. Zyska także innowacyjny przemysł farmaceutyczny, gdyż możliwe będzie wdrożenie mechanizmów podziału ryzyka opartych o wynik kliniczny - mówi o możliwych korzyściach z rejestrów medycznych Magdalena Lisiecka, dyrektor zarządzająca Janssen Polska.
PZ: Wczoraj 50 organizacji reprezentujących pacjentów onkologicznych zaapelowało do resortu zdrowia o budowę rejestrów medycznych. Jak wygląda dostęp do wiarygodnych danych medycznych w Polsce?
Magdalena Lisiecka: Dostępu do rejestrów medycznych w Polsce właściwie nie ma. Toczy się natomiast dyskusja w tej sprawie. Wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński przyznał, że konieczne jest śledzenie drogi pacjenta m.in. w kontekście tego jak odpowiada on na leczenie. Dostrzegam pełne zrozumienie decydentów co do konieczności powstania takich rejestrów.
PZ: Kto mógłby najbardziej na tym skorzystać? Płatnik, pacjenci, firmy?
Magdalena Lisiecka: Myślę, że każdy po kolei. Po pierwsze zyska na tym płatnik, dlatego że rejestry umożliwią płacenie za uzyskany efekt terapeutyczny. Zyskają na tym także pacjenci. Będziemy w stanie jeszcze lepiej ocenić jak działają leki, na jakim etapie pacjenci najlepiej na nie odpowiadają. Zyska także innowacyjny przemysł farmaceutyczny, gdyż możliwe będzie wdrożenie mechanizmów podziału ryzyka opartych o wynik kliniczny.
PZ: Z czego może wynikać to, że tych rejestrów w Polsce jest tak niewiele a jakościowo zastrzeżeń nie budzi tylko kilka, np. Krajowy Rejestr Operacji Kardiochirurgicznych. Brakowało woli politycznej czy pomysłu na kogo przerzucić odpowiedzialność za tworzenie rejestrów?
Magdalena Lisiecka: Na początku nie było w ogóle świadomości, czemu rejestry mają służyć. Powodem był też brak narzędzi, które umożliwiłyby skuteczne tworzenie rejestrów , a muszą to być rozwiązania sprawdzone - dane muszą być należycie chronione.Niezwykle istotny jest także czynnik ludzki. Musimy mieć jasno wytyczone standardy prowadzenia takich rejestrów - od tego trzeba będzie zacząć. W dalszej kolejności dostrzegam potrzebę edukacji środowiska medycznego. Niestety niedobory kadrowe wśród lekarzy czy pielęgniarek mają też w tym przypadku znaczenie, ponieważ ktoś te dane do systemu musi wprowadzać. To jest generalnie bardzo skomplikowany i wielowątkowy temat.
PZ: Czy jest kraj, od którego moglibyśmy się w tym względzie uczyć, który ma rozbudowany katalog tych rejestrów, albo wyróżnia się pod względem dobrej organizacji rejestrów i czerpie z nich korzyści m.in. przez podnoszenie efektywności leczenia?
Magdalena Lisiecka: Na pewno krajem, w którym dobrze te rejestry funkcjonują są Włochy., Dobre rejestry mają także kraje skandynawskie.
PZ: Gdyby to lekarze zajęli się sprawozdawczością, nie będą się oni obawiać przekazywać danych dotyczących np. błędów czy działań niepożądanych? Teraz zgłaszają je rzadko.
Magdalena Lisiecka: Lekarze maja ustawowy obowiązek raportować wszelkie działania niepożądane, a my mamy ustawowy obowiązek je gromadzić i informować zainteresowane strony. Rejestry medyczne bardzo wzmocnią segment, który mówi o skuteczności leczenia, ale także o jego bezpieczeństwie.
PZ: Prowadzenie rejestrów to też koszty. Krajowy Rejestr Operacji Kardiochirurgicznych rocznie kosztuje ok. 250 tys. zł. Czy to duża kwota biorąc pod uwagę korzyści?
Magdalena Lisiecka: Uważam, że nie. To drobna suma, w stosunku do korzyści, jakie mogą wiązać się z wdrożeniem rejestru.
PZ: Wiceminister Zbigniew Król zapowiedział, że rząd do końca roku pochyli się nad ustawą o jakości, która miałaby wprowadzać konieczność tworzenia rejestrów medycznych - to byłoby kolejne podejście, czy tym razem według Pani jest szansa na sukces?
Magdalena Lisiecka: Widzę dużo pozytywnych zmian, które zachodzą w ochronie zdrowia. Wierzę, że w tym roku dużo dobrego w sektorze jeszcze się wydarzy.
Rozmawiała Anna Grela
Polecamy również:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!