Rząd rozpaczliwie poszukuje medyków do szpitali tymczasowych i pracy przy zwalczaniu epidemii, a tymczasem kilka tysięcy lekarzy jest zablokowanych w pracy, bo czekają na ustne egzaminy specjalizacyjne. Choć ich koledzy w ubiegłym roku zostali z nich zwolnieni.
W wielu szpitalach w Polsce dyrektorzy dostali polecenie od wojewodów, aby ci wskazali, kto może być z ich placówki wydelegowany do pracy przy zwalczaniu epidemii. Wojewodowie prosili o podanie listy z nazwiskami lekarzy i pielęgniarek. Najbardziej poszukiwani są anestezjolodzy. Polecenie dostali m.in. szefowie warszawskich placówek. Wojewoda chciał, aby dyrektorzy wskazali medyków do pracy w Szpitalu Południowym.
Tylko jeden dzień na listę
Lekarze, w tym przedstawiciele samorządu zawodowego, oponują przeciwko takim rozwiązaniom, gdyż szpitale dostają dosłownie jeden dzień na przygotowanie listy medyków.
W okręgowych izbach lekarskich pojawiają się też głosy, że zamiast robić łapanki, rząd powinien dopuścić do pracy jak najszybciej lekarzy, którzy zdają obecnie Państwowy Egzamin Specjalizacyjny.
Chodzi o tą grupę zdających, która przeszła pozytywnie przez pisemny egzamin testowy, a przygotowuje się do części ustnej. Rok temu, z uwagi na stan pandemii, przyszli specjaliści zostali zwolnieni z egzaminu ustnego.
- W tej sesji mamy 4,4 tys. zdających. Egzaminy ustne potrwają jeszcze do końca maja i czeka na nie 2,7 tys. zdających. Musieliśmy powołać w samej internie 50 kilkuosobowych składów egzaminacyjnych - informuje Rafał Kubiak, wicedyrektor Centrum Egzaminów Medycznych w Łodzi. Zaznacza, że egzaminy potrwają do końca maja.
Dobra zdawalność LEK-u
Co ciekawe, ostatni Lekarski Egzamin Końcowy w ostatniej jesiennej sesji zdało aż 95 proc. osób. Młodym medykom poszło dobrze zapewne dlatego, że uzyskali po raz pierwszy uzyskali dostęp do pytań egzaminacyjnych z lat ubiegłych, a 70 proc. tych pytań powtarza się na egzaminie. To zagwarantowały im zmienione przepisy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!