Reforma Państwowej Inspekcji Pracy budzi coraz większe napięcie wśród firm i medyków pracujących na kontraktach. Choć projekt zmian został przyjęty przez Stały Komitet Rady Ministrów, jego ostateczny kształt wciąż pozostaje niejasny. Eksperci ostrzegają, że nowe przepisy PIP mogą doprowadzić do upadłości firm i rewolucji w umowach B2B w ochronie zdrowia.
Choć 4 grudnia Stały Komitet Rady Ministrów przyjął projekt zmian w ustawie o Państwowej Inspekcji Pracy, nadal nie wiadomo, jaka wersja dokumentu została ostatecznie zaakceptowana. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej nie ujawniło, czy w projekcie utrzymano np. rygor natychmiastowej wykonalności decyzji PIP, ani czy przepisy mają działać wstecz.
Jeszcze dzień przed decyzją resortu rodziny, Ministerstwo Zdrowia przekazało Komitetowi, że popiera koncepcję, według której skutki rozstrzygnięć PIP miałyby działać wyłącznie na przyszłość.
Wiceminister Katarzyna Kęcka napisała wprost:
Skutki rozstrzygnięć Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) i zakres tych skutków mają działać na przyszłość” oraz „skutkiem polecenia inspektora PIP nie było ustalenie istnienia stosunku pracy między stronami […] ale ustalenie zgodności tegoż innego stosunku prawnego z prawem.
To oznaczałoby, że np. lekarze i pielęgniarki pracujące w ramach działalności gospodarczej nadal mogłyby pracować na dotychczasowych kontraktach.
Według ekspertów to stanowisko Ministerstwa Zdrowia byłoby ogromnym zwrotem wobec wcześniejszych planów resortu pracy.
Doradca podatkowy Przemysław Hinc mówi wprost:
To byłaby prawdziwa kontrrewolucja w stosunku do projektu resortu pracy, ale tak naprawdę oznaczałaby powrót do tego stanu, który obecnie obowiązuje.
Dodaje, że wyrażona przez wiceminister Kęcką gotowość do pozostawienia kontraktów medycznych w obecnej formie sugeruje, że podobne podejście musiałoby dotyczyć także innych branż.
Co więcej, nawet gdyby projekt pozostał w wersji proponowanej przez MRPiPS, eksperci nie widzą szans, by PIP rzeczywiście zwiększyła swoją efektywność.
Jak podkreśla Przemysław Hinc, firmy mogłyby bronić się przed decyzjami inspekcji, składając wniosek o upadłość z powodu niewypłacalności już następnego dnia po otrzymaniu nakazu przekształcenia umowy cywilnoprawnej w etat.
Dodatkowo przedsiębiorcy oraz osoby pracujące w ramach umów B2B mogłyby łatwo obejść przepisy, zakładając spółkę z o.o. lub prostą spółkę akcyjną, co uniemożliwiłoby inspektorom PIP zakwestionowanie formy zatrudnienia.
Trudno uznać osobę prawną za pracownika – podkreśla ekspert.
Reklama
Niejasności w projekcie budzą też poważne obawy ekonomiczne.
Ekspertka prawa pracy prof. Grażyna Spytek-Bandurska ostrzega, że jeśli w projekcie pozostanie przepis o administracyjnym przekształcaniu umów, skutki mogą być dramatyczne:
Firmy mogłyby nie udźwignąć nagłych obciążeń kosztowych, co prowadziłoby do fali upadłości i likwidacji miejsc pracy. Dla wykonawców mogłoby to oznaczać ogromne ryzyko finansowe – od konieczności zwrotu świadczeń po problemy przy spłacie kredytów i leasingów, gdzie warunkiem było prowadzenie działalności gospodarczej.
Projekt nie prowadzi do uzdrowienia rynku pracy (…) tylko prowadzić będzie do karania podmiotów, które wybrały dopuszczoną prawnie formę współpracy – ocenia prof. Spytek-Bandurska.
Według Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE), proponowane zmiany mogą wręcz wzmocnić motywację podmiotów do przechodzenia do szarej strefy.
Szacunki są niepokojące:
– w wariancie niskim: 194 tys. umów
– w wariancie wysokim: aż 775 tys. umów
o wartości rocznej do 19,1 mld zł mogłoby zostać przeniesionych do zatrudnienia nieformalnego.
To pokazuje skalę ryzyka, jakie niesie reforma PIP.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze