Choć co dziesiąta apteka w Polsce bierze już udział w pilotażu dotyczącym zdrowia reprodukcyjnego, eksperci alarmują: to wciąż kropla w morzu potrzeb. Ponad 9 milionów kobiet w wieku rozrodczym mogłoby liczyć na szybszą pomoc, gdyby nie gąszcz biurokracji, który skutecznie zniechęca farmaceutów do oficjalnego przystąpienia do programu.
Rozpoczęty w 2024 roku pilotażowy program antykoncepcji awaryjnej w aptekach zostanie przedłużony w czerwca 2028 roku. Takie są już oficjalne zapewnienia Ministerstwa Zdrowia w sprawie tabletki dzień po.
Obecnie w pilotażu uczestniczy zaledwie 12,9% z 11,2 tys. placówek, co daje około 1,4 tys. aptek w skali całego kraju. Statystyki te bledną w obliczu realnych możliwości rynku. Branża nie ma wątpliwości – apteki są gotowe, by stać się fundamentem opieki reprodukcyjnej, ale narzekają, że system zamiast im pomagać, rzuca kłody pod nogi.
Głównym hamulcem rozwoju programu nie jest brak wiedzy kadr medycznych, lecz nadmierne obciążenia administracyjne. Procedury są żmudne, sprawozdawczość rozbudowana do granic możliwości, a systemy informatyczne często zawodzą w kluczowych momentach. W efekcie wiele placówek, choć merytorycznie przygotowanych, decyduje się pozostać poza formalnymi ramami pilotażu.
- Obecny model organizacyjny sprawia, że farmaceuci muszą wybierać pomiędzy realną pomocą pacjentce a czasochłonną procedurą administracyjną. System powinien wspierać pracę, a nie ją komplikować. Inaczej tracimy potencjał, który już dziś jest dostępny w aptekach – podkreśla dr hab. Piotr Merks, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Farmacji.
Reklama
Eksperci są zgodni: nie trzeba budować nowych struktur ani generować ogromnych kosztów. Wystarczy odblokować to, co już mamy. Uproszczenie zasad mogłoby niemal z dnia na dzień zwiększyć liczbę punktów oferujących wsparcie.
- Apteki są gotowe, by w większym stopniu włączyć się w realizację programu. Potrzebujemy jednak rozwiązań, które ułatwią pracę, a nie będą ją komplikować – dodaje dr hab. Piotr Merks.
Dla kobiet bariery systemowe to nie tylko kwestia dokumentów, ale przede wszystkim realny problem z dostępem do świadczeń. W mniejszych miejscowościach brak apteki w programie oznacza konieczność dalekich podróży i wydłużony czas oczekiwania, co w przypadku zdrowia reprodukcyjnego bywa kluczowe.
- Bez wprowadzenia niezbędnych zmian wiele pacjentek może nie uzyskać wsparcia w odpowiednim momencie. W przypadku antykoncepcji awaryjnej czas jest jednym z czynników decydujących o jej działaniu – alarmuje prof. dr hab. n. med. Ewa Wender‑Ożegowska, Konsultant Krajowa w dziedzinie położnictwa i ginekologii.
Problem pogłębia trudna sytuacja w publicznej służbie zdrowia, gdzie na wizytę u specjalisty czeka się tygodniami.
- W wielu regionach czas oczekiwania na wizytę u ginekologa w ramach NFZ wynosi kilka tygodni. Z perspektywy pacjentki bariera systemowa nie jest widoczna jako kwestia organizacyjna, ale jest bardzo realna w momencie potrzeby skorzystania ze świadczenia – zauważa prof. dr hab. n. med. Violetta Skrzypulec‑Plinta.
Reklama
Środowisko medyczne i farmaceutyczne nie tylko diagnozuje problem, ale podaje Ministerstwu Zdrowia gotowe rozwiązanie. Aby pilotaż objął większość aptek w Polsce, konieczne są trzy konkretne działania:
Uproszczenie procedur przystępowania do programu.
Radykalne ograniczenie obowiązków sprawozdawczych.
Usprawnienie systemów informatycznych, by działały intuicyjnie.
Apel skierowany do ministry zdrowia, Jolanty Sobierańskiej-Grendy podpisali m.in.:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze