Reklama

Kod C na L4: Alkohol coraz częściej „wyłącza” Polaków z pracy

Najnowsze dane Zakładu Ubezpieczeń Społecznych za 2025 rok nie pozostawiają złudzeń – rośnie liczba zwolnień lekarskich wystawianych z powodu nadużycia alkoholu. Choć w skali całej gospodarki to wciąż ułamek wszystkich absencji, dla wielu pracodawców niemal 100 tysięcy straconych dni roboczych to realny problem organizacyjny i finansowy.

W 2025 roku polscy lekarze wystawili blisko 10 tysięcy zaświadczeń z tzw. kodem C. To o ponad 5 proc. więcej niż w roku ubiegłym. Za każdym z tych dokumentów kryje się historia pracownika, którego stan zdrowia po spożyciu alkoholu uniemożliwił mu pojawienie się w firmie. Łącznie Polacy opuścili z tego powodu niemal 100 tysięcy dni pracy.

[nes:2250885]

Mapa „alkoholowej” absencji

Analiza regionalna pokazuje, że problem nie rozkłada się równomiernie. Najwięcej zwolnień z kodem C wystawiono w województwach: mazowieckim (1,3 tys.), śląskim (1,1 tys.) oraz wielkopolskim (1,1 tys.). Z kolei na przeciwległym biegunie znalazły się województwa lubuskie, opolskie i podlaskie, gdzie liczba ta oscylowała w okolicach 300 przypadków.

Reklama

Eksperci uspokajają jednak, że dane te należy interpretować z dużą ostrożnością.

– W Polsce rocznie wystawianych jest ponad 20 milionów zwolnień lekarskich. Te z kodem C stanowią więc bardzo niewielki odsetek wszystkich absencji chorobowych, ale nie można tych danych całkowicie bagatelizować. Mówimy bowiem o sytuacjach, w których nadużycie alkoholu wpłynęło na stan zdrowia pracownika na tyle, że konieczna była czasowa niezdolność do pracy – komentuje Michał Pajdak, wykładowca akademicki i ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.

Reklama

Krótki epizod czy poważny problem?

Struktura wystawianych zwolnień sugeruje, że w większości przypadków mamy do czynienia z tzw. „ostrymi skutkami” picia. Przeszło 35 proc. zwolnień wydano na okres od 1 do 5 dni. Często są to po prostu skutki silnego zatrucia organizmu, popularnie zwanego kacem, które uniemożliwia bezpieczne wykonywanie obowiązków.

Psycholog Michał Murgrabia z ePsycholodzy.pl zauważa jednak pozytywny aspekt rosnących statystyk:

– Sam wzrost rdr. liczby zaświadczeń z kodem C warto traktować poważnie. Jednocześnie te dane nie przesądzają, że mamy nagły wybuch uzależnień. Na liczbę zwolnień wpływa też to, czy lekarze częściej rozpoznają problem i czy pacjenci rzadziej ukrywają tło alkoholowe. Możliwy jest więc również efekt większej szczerości i świadomości.

Reklama

Z kolei dr n. o zdr. Katarzyna Sejbuk-Rozbicka z Uczelni Łazarskiego zwraca uwagę na mechanizm ochronny krótkiej absencji. Lepiej, by pracownik został w domu, niż gdyby miał pojawić się w firmie w obniżonej sprawności psychofizycznej, co drastycznie zwiększa ryzyko wypadków.

Rdzeń rynku pracy pod wpływem

Najbardziej niepokojący jest profil demograficzny osób korzystających z kodu C. Niemal połowa wszystkich zwolnień przypada na osoby w wieku 35–49 lat. To tzw. „peak” aktywności zawodowej – ludzie w sile wieku, często piastujący odpowiedzialne stanowiska.

Reklama

– Taki rozkład nie jest zaskakujący. To właśnie ta grupa wiekowa stanowi rdzeń rynku pracy. Statystycznie to w niej będzie występować najwięcej zwolnień – niezależnie od ich przyczyny. Badania epidemiologiczne wskazują, że właśnie w tej fazie życia ryzyko nadużywania alkoholu bywa podwyższone – podkreśla Michał Pajdak.

Mężczyźni dominują, kobiety „w ukryciu”

Statystyki ZUS wyraźnie pokazują różnicę płci: aż 77,5 proc. zwolnień z kodem C dotyczy mężczyzn. Choć kobiety stanowią mniejszą część tej grupy (2,2 tys. zaświadczeń), eksperci alarmują, że w ich przypadku problem może być poważniejszy ze względów biologicznych i społecznych.

Reklama

Kobiety często dłużej ukrywają nadużywanie alkoholu z powodu silniejszego stygmatyzowania i poczucia wstydu.

– Fakt, że panie gorzej tolerują alkohol i szybciej doświadczają skutków zdrowotnych, może oznaczać, że gdy już dochodzi do zwolnienia, problem bywa bardziej obciążający biologicznie i psychicznie – podsumowuje Michał Murgrabia.

Ile to kosztuje gospodarkę?

Choć 100 tysięcy dni absencji brzmi alarmująco, eksperci przeliczają to na chłodno. Michał Pajdak wskazuje, że odpowiada to około 400 etatom rocznie. Przy polskim PKB liczonym w bilionach złotych, strata rzędu 35 mln zł wydaje się marginalna. Jednak dla konkretnego pracodawcy, zwłaszcza w małej firmie, nagłe L4 kluczowego pracownika z kodem C to nie tylko koszt, ale przede wszystkim chaos organizacyjny i konieczność łatania dziur w grafiku.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło: Monday News
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości