Kobiety i mężczyźni inaczej chorują na serce i trzeba to brać pod uwagę w projektowaniu profilaktyki oraz interwecji kardiologicznych - mówią kardiolodzy w dniu Konferencji „Prevention&Intervention”, podczas którego zostaną zaprezentowane aktualne kluczowe wyzwania związane z obszarem opieki kardiologicznej w Polsce i na świecie, z uwzględnieniem zagadnień takich jak: zdrowie kobiet oraz kobiety w kardiologii.
- Chorowanie kobiet i mężczyzn na serce jest trochę inne. Musimy o tym wiedzieć i pamiętać, bo tylko wówczas jesteśmy w stanie zwrócić uwagę na pewne szczególne czynniki chorób sercowo-naczyniowych, które są odmienne u obu płci - mówi dr hab. n. med. Bartosz Hudzik, kardiolog z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.
- Myślenie o tym, że kobiety chorują inaczej należy zacząć od tego, że ryzyko sercowo-naczyniowe u kobiet związane jest z tym, że one rozwijają chorobę serca, szczególnie na podłożu miażdżycy, jeśli myślimy o chorobie wieńcowej i o zawale mięśnia sercowego, o ok. 10-15 lat później niż mężczyźni. W okresie pomenopauzalnym u kobiety to ryzyko dramatycznie wzrasta - wyjaśnia prof. Marta Kałużna-Oleksy, kardiolożka, prezes Polskiego Stowarzyszenia Osób z Niewydolnością Serca. - W tym wcześniejszym okresie widzimy pewną ochronną rolę estrogenów, czyli żeńskich hormonów płciowych, które powodują, że to ryzyko sercowo-naczyniowe jest mniejsze niż u mężczyzny w tym samym wieku.
W młodszym wieku kobiety są chronione w pewien sposób przed chorobami sercowo-naczyniowymi. W taki protekcyjny sposób działają żeńskie hormony płciowe estrogeny. Jednak po menopauzie, gdy wygasa funkcja jajników i estrogeny już nie są produkowane przez organizm, kobiety tracą tę hormonalną ochronę. Wtedy ryzyko wystąpienia u nich chorób sercowo-naczyniowych gwałtownie wzrasta i zrównuje się z ryzykiem, jakie występuje u mężczyzn.
- Właśnie w tym okresie pomenopauzalnym, kiedy ten ochronny efekt estrogenów znika, ryzyko się mocno zwiększa - mówi prof. Kałużna-Oleksy. - To jest ten moment, kiedy kobiety są zagrożone chorobami sercowo-naczyniowymi znacznie bardziej niż mężczyźni w tym samym wieku. Mówiąc wprost sześciesięcioparoletnia czy siedemdziesięcioletnia kobieta będzie miała to ryzyko sercowo-naczyniowe znacznie wyższe niż wcześniej. To jest problem, który jest niedostatecznie dostrzegany i niedostatecznie rozpoznawany. Mierzymy się z takim stereotypem, że to mężczyźni chorują na serce, a kobiety na inne choroby i jeśli ta choroba serca występuje u pań, to raczej w mocno starszym wieku. A to nieprawda - precyzuje prof. Kałużna-Oleksy.
Drugą sprawą podkreślaną przez kardiologów jest to, że czynniki ryzyka chorób sercowo-naczyniowych są wspólne dla kobiet i mężczyzn. Wymieniają tu m.in. palenie papierosów, nadciśnienie tętnicze, hipercholesterolemia, czyli wysokie stężenie cholesterolu, pewne obciążenie genetyczne, jakim jesteśmy obciążeni z uwagi na naszych rodziców. Jednak niektóre czynniki przypisane są wyłącznie kobietom.
- Jest wiele czynników ryzyka bardzo specyficznych dla kobiet, ale o których bardzo często nie pamiętamy, że one mogą zwiększać ryzyko rozwoju chorób sercowo-naczyniowych, np. zespół policystycznych jajników, przedwczesna menopauza, różne problemy kardiologiczne czy metaboliczne w ciąży, które potem skutkują tym, że ta kobieta znacznie szybciej może rozwinąć chorobę sercowo-naczyniową - mówi prof. Bartosz Hudzik. Głównymi winowajcami są wtedy np. nadciśnienie w ciąży, cukrzyca ciężarnych. To są elementy obciążające dla kobiety.
Prof. Hudzik zwraca uwagę na to, że wiele pierwszych symptomów zwiększających ryzyko wystąpienia chorób sercowo-naczyniowych w przyszłości występuje w okresie ciąży, konieczne jest włączenie w profilaktykę chorób serca u kobiet także ginekologów.
- To oni pierwsi podczas prowadzenia ciąży lub w trakcie leczenia, np. policystycznych jajników, mogą zauważyć problem. Jeśli u kobiety w ciąży mamy nadciśnienie lub cukrzycę ciężarnych, to warto ją wysłać na dalszą diagnostykę, właśnie w kierunku chorób, które potem sprzyjają chorobom sercowo-naczyniowym - mówi prof. Hudzik.
Prof. Kałużna-Oleksy zauważa jeszcze jeden bardzo kobiecy czynnik ryzyka, związany z tym, jak funkcjonują kobiety w społeczeństwie.
- Jest też wiele czynników socjoekonomicznych, związanych z tym, że kobiety funkcjonują w życiu rodzinnym inaczej niż ich mężowie, ojcowie, partnerzy. Czasem jest to związane z większym stresem albo obarczeniem różnymi obowiązkami. To też jest jeden z elementów, który przekłada się na zwiększone ryzyko chorób sercowo-naczyniowych u kobiet. Jedno to jest to, że kobiety w innym wieku zaczynają chorować na choroby sercowo-naczyniowe. A drugie – mają wiele czynników ryzyka, które u mężczyzn nie występują - podkreśla prof. Kałużna-Oleksy.
Kobiety wchodzące w okres menopauzalny nie zawsze wiedzą, jak zadbać o właściwą profilaktykę sercowo-naczyniową. Tymczasem choroby serca występują aż siedmiokrotnie częściej niż najpopularniejszy kobiecy nowotwór, czyli rak piersi. Menopauza jest w kobiecym życiu bardzo ważnym okresem zdrowotnym. Te, które dbają o siebie przed tym czasem, mają zazwyczaj mniejsze ryzyko rozwinięcia niektórych chorób. Niestety z sercem to tak nie działa, jak mówią kardiolodzy. Oczywiście te panie, które przestrzegały zasad zdrowego stylu życia (m.in. aktywność fizyczna, odpowiednia dieta) nadal mają duże szanse uniknąć chorób serca, jednak w porównaniu z mężczyznami w tym samym wieku nie wypadają wcale dobrze, zwłaszcza gdy przestaje działać parasol ochronny estrogenów. Powtarzając za kardiologami, jeśli kobiety odpuszczą dbanie o serce, ryzyko, że będą mieć zawał lub udar po menopauzie jest takie samo jak u mężczyzn.
- Każda profilaktyka jest bardzo korzystna – mówi Marta Kałużna-Oleksy. – Jeżeli dbamy o serce, stosując odpowiednią dietę z małą ilością tłuszczów nasyconych i węglowodanów prostych, jeżeli uprawiamy częstą i regularną aktywność fizyczną, jeżeli dbamy o to, by leczyć to, co możemy leczyć, np. zmniejszamy stężenie cholesterolu skutecznymi lekami, jeżeli mamy inne choroby np. cukrzycę i nadciśnienie, które kontrolujemy lekami, to to ryzyko sercowo-naczyniowe zmniejszamy. To działa tak samo u kobiet, jak i u mężczyzn. Ale to nie jest tak, że jak to wszystko robimy to okresu menopauzy, to potem to ryzyko będzie jakoś szczególnie mniejsze. Oczywiście, przejście menopauzy nie powoduje, że musimy zachorować na serce, ale po menopauzie nie dość, że to ryzyko równa do ryzyka u mężczyzn w tym samym wieku, to czasem nawet jest wyższe. Pozytywne jest to, że jeśli kobieta po tym okresie nadal będzie dbała o stan serca, stosując tę profilaktykę, to zmniejsza u siebie ryzyko sercowo-naczyniowe. Profilaktyka dla kobiet po menopauzie jest taka sama jak dla mężczyzn – wyjaśnia prof. Kałużna-Oleksy.
Profilaktyka powinna trwać do ostatnich lat naszego życia. Kardiolodzy rozróżniają dwa jej rodzaje. Profilaktyka pierwotna polega na wdrożeniu takich zasad stylu życia, diety i badań kontrolnych oraz stosowania wskazanych leków o działaniu ochronnym, by nie dopuścić do pogorszenia się stanu serca i naczyń krwionośnych, nie dopuścić do pojawienia się choroby serca lub oddalić ją w czasie. Profilaktyka wtórna polega na niedopuszczeniu do dalszego rozwoju choroby lub do powtórnego incydentu sercowo-naczyniowego, czyli np. zawału lub udaru.
– Te nawyki dbania o swoje zdrowie powinniśmy mieć od dziecka, od przedszkola – mówi prof. Kałużna-Oleksy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze