Podpisanie rozporządzenia, wprowadzającego m.in. od przyszłego roku obowiązek posługiwania się Książeczką Zdrowia Dziecka, było jedną z ostatnich decyzji b. ministra zdrowia Mariana Zembali. Podjął ją na kilka dni przed odejściem ze stanowiska – zdaniem Porozumienia Zielonogórskiego minister podjął tę decyzję nie zważając na głosy sprzeciwu środowiska lekarzy, które krytykowało głównie archaizm tej formy dokumentacji.
Porozumienie Zielonogórskie w opublikowanym komunikacie krytykują decyzje byłego ministra zdrowia: – To przejaw klasycznego myślenia życzeniowego – uważa Wojciech Perekitko, lekarz Porozumienia Zielonogórskiego z wieloletnim doświadczeniem w pracy POZ. - Przecież żaden lekarz nie wyprosi rodziców z gabinetu, jeśli nie będą mieli ze sobą książeczki, co na pewno będzie się zdarzać. Z doświadczenia wiemy, że pacjenci nagminnie zapominają dokumentów, gubią je lub niszczą. Kolejna ważna kwestia to wiarygodność dokumentów przynoszonych przez pacjentów. Lekarz nie powinien się tylko na nich opierać. Pierwszy z brzegu przykład: przychodzi matka z dzieckiem na szczepienie, w książeczce rzeczywiście nie ma wpisu o podaniu szczepionki. Ale czy to oznacza, że dziecko nie zostało wcześniej zaszczepione? Według mnie tak nie jest, bo zdarza się, że podczas wcześniejszego szczepienia matka właśnie zapomniała książeczki. Nie zaszczepię w takiej sytuacji dziecka, dopóki nie sprawdzę tego w karcie szczepień, która jest dokumentem prowadzonym przez uprawniony personel medyczny. Ustalam to tylko w ten sposób, nawet gdy pacjent należy do innej przychodni i wymaga to ode mnie prowadzenia korespondencji. Książeczka Zdrowia Dziecka nigdy nie będzie źródłem stuprocentowo wiarygodnych informacji.
Zdaniem Wojciecha Perekitki system obiegu dokumentacji medycznej powinien funkcjonować poza pacjentami. W przeciwnym razie nietrudno o pomyłki i błędy, które w przypadku opieki zdrowotnej mogą być tragiczne w skutkach. A w takich sytuacjach cała odpowiedzialność spadnie na lekarza. Dlatego zupełnie niezrozumiałym jest fakt, że wprowadza się kolejne „papierowe” rozwiązania zamiast umożliwiać wymianę danych w formie elektronicznej pomiędzy przychodniami i szpitalami na cyfrowej e-platformie.
Lekarze POZ przytaczają też słowa Teresy Jackowska, konsultanta krajowego w dziedzinie pediatrii opublikowane na stronach MZ: – „Książeczka Zdrowia Dziecka to niezwykle istotny element zewnętrznej dokumentacji medycznej każdego dziecka. Prawidłowo prowadzona Książeczka Zdrowia Dziecka daje możliwość wglądu rodzicowi lub opiekunowi w zakres niezbędnych informacji dotyczących stanu zdrowia dziecka, a także możliwość przekazania tych informacji pomiędzy placówkami medycznymi”
W komunikacie czytamy także: – Według konsultanta, „Książeczka Zdrowia Dziecka powinna być dokumentem wymaganym przy każdej wizycie w placówce medycznej, w której będzie odnotowywało się działania zarówno profilaktyczne (bilanse zdrowia, szczepienia, wizyty stomatologiczne) jak i lecznicze (w poradniach specjalistycznych, szpitalach).”
Porozumienie Zielonogórskie przypomina, że krytykowało pomysł resortu jeszcze na etapie projektu. Zwracało uwagę na archaiczną formę papierowego dokumentu, który w dobie postępującej informatyzacji jest – delikatnie mówiąc – nietrafiony. Zdaniem lekarzy PZ absurdalne jest także sztuczne mnożenie biurokracji, już teraz nadmiernie rozdmuchanej. Lekarz będzie miał podwojone biurokratyczne obowiązki, wpisując (ręcznie!) w Książeczce Zdrowia Dziecka to samo, co w swojej dokumentacji medycznej.
AG
Źródło: federacjapz.pl
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!