Reklama

Kleszcze są zagrożeniem przez cały rok. Prof. Joanna Zajkowska: W tym roku zaczęły być aktywne dużo wcześniej

Kleszcze, choć kojarzone głównie z cieplejszymi miesiącami, są zagrożeniem przez cały rok. W ostatnich latach w Polsce zauważalny jest wzrost przypadków chorób przenoszonych przez te pajęczaki, w tym kleszczowego zapalenia mózgu i boreliozy. Co warto wiedzieć o tych chorobach i jak skutecznie się przed nimi chronić? Na te pytania odpowiedziała nam prof. dr hab. Joanna Zajkowska, specjalistka w zakresie chorób zakaźnych, epidemiologii i zdrowia publicznego z Kliniki Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcji Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

Kleszcze są groźne przez cały rok

Prof. Joanna Zajkowska opowiedziała nam o rosnącym zagrożeniu związanym z kleszczami, szczególnie w kontekście kleszczowego zapalenia mózgu. Wyjaśniła, dlaczego tak wiele osób bagatelizuje szczepienia, mimo ich bezpieczeństwa i skuteczności. Ponadto, poruszyła temat boreliozy, którą udało się opanować dzięki postępom w diagnostyce i leczeniu.

PolitykaZdrowotna.com: Podobno już od początku lutego trzeba było uważać na spacerach - zwłaszcza w parku czy lesie. Pojawiły się już kleszcze, choć zwykle problem z nimi zaczyna się dopiero na przełomie lutego i marca. 

Prof. Joanna Zajkowska: W tym roku kleszcze zaczęły być aktywne dużo wcześniej. Pierwszy chory z kleszczowym zapaleniem mózgu, pojawił się u nas w szpitalu w styczniu. Natomiast właściciele psów i kotów, cały czas obserwują te pajęczaki. Kleszcze wybudza wyższa temperatura, wyciąga je słońce. Ciepło nie pozwala im wchodzić w okres anabiozy. 

Reklama

PZ: Ciepło mieliśmy przez całą niemal zimę. Kleszcze więc żerowały cały czas? 

J.Z.: Tak. Zwykle sezon zaczynał się na początku marca i kończy się w listopadzie. W tej chwili możemy już mówić, że kleszcze są niebezpieczne jednak cały rok. 

PZ: Czyli ten pacjent, który trafił do szpitala z zapaleniem mózgu, ukąszony został zimą? 

J.Z.: Czas wylęgania choroby trwa maksymalnie do 28 dni. Objawy pojawiają się zwykle po około dwóch tygodniach od ukłucia przez kleszcza. W rzadkich wypadkach to maksymalnie do czterech tygodni. Czyli wychodzi, że pacjent został ukąszony w połowie stycznia. 

Jak chronić się przed kleszczami?

PZ: Rady odnośnie ochrony przed kleszczami wszyscy chyba znamy: uważać w lesie, nie chodzić po wysokich trawach, brać prysznic po każdej wycieczce do lasu czy do parku. Do takiego zachowania przyzwyczajeni jesteśmy jednak latem.  

J.Z.: Teraz musimy uważać cały rok. Pamiętajmy, że kleszcze mogą być na suchych, bezlistnych patykach, które zimą wystają z ziemi. Kleszcza do domu może przynieść nasz pies albo my sami na ubraniach, bo zgarniemy go, dotykając jakichś krzaków czy krzewów. Oczywiście, zimą mamy więcej warstw ubrania, więc trudniej im jest zaatakować, ale kleszcze dopiero w domu mogą szukać odpowiedniego żywiciela. Może to być nawet dzień później, mogą przejść z kurtki na kurtkę, która jest z powieszona na wieszaku. 

Reklama

PZ: A co, jeśli kleszcz już zdąży się wbić w skórę? Podobno możemy je usuwać samodzielnie, ale wiele osób boi się, że oderwie odwłok, a w skórze pozostanie główka owada. 

J.Z.: Kleszcz nazywa się Acari dlatego, że nie ma oddzielnej głowy - głowa jest w 100 proc. zrośnięta z tułowiem. Do skóry żywiciela kleszcz wprowadza tylko narząd ssąco-kłujący. Pozostawienie go w skórze, po usunięciu kleszcza, nie stanowi dużego zagrożenia. A samodzielnego usuwania kleszczy nie trzeba się bać. Są zresztą w aptekach urządzenia, które to ułatwiają, na przykład kleszcz-karta, którą można nosić w portfelu, nie zajmuje dużo miejsca i pozwala skutecznie usunąć pajęczaka w całości. Ale pamiętajmy też o dezynfekcji. Bo na skórze, nawet jak nie zostaniemy zakażeni, mamy cały kożuch naszych własnych bakterii, które wprowadzone w głąb skóry mogą dać poważne zakażenie. 

PZ: Podobno są różne rodzaje kleszczy. 

J.Z.: Ten, który jest dla nas groźny, to Ixodes ricinus, czyli tak zwany kleszcz pospolity, który transmituje groźne choroby. Natomiast wiosną budzi się tak zwany kleszcz łąkowy, który raczej atakuje zwierzęta, ale może też zaatakować człowieka. Oprócz nich w Polsce występują również inne gatunki, w sumie osiem, kleszczy, jednak one raczej są niebezpieczne tylko dla zwierząt.  

Reklama

Czym są kleszcze afrykańskie?

PZ: Czytałam też o kleszczach afrykańskich. 

J.Z.: A to ciekawa sprawa. Kleszcze afrykańskie przenoszone są przez ptaki. A ptaki zmieniają trasy migracyjne w związku ze zmianą temperatur, klimatu. Boimy się zwłaszcza gorączki krwotocznej krymsko-kongijskiej, którą przenosi kleszcz afrykański, miedzy zwierzętami dzikimi hodowlanymi. Kleszcze atakują tez ptaki które są odporne na zakażenie(poza strusiami) . Kleszcz może być transportowany przez migrujące ptaki, które z powodu zmian klimatycznych zmieniają swoje trasy przelotów i mogą przenieść pojedyncze osobniki na nowe tereny.Jednak rezerwuarem wirusa są zwierzęta. Zatem wirus musi mieć rezerwuar zwierzęcy w miejscu, gdzie są kleszcze Hyalomma. Jeżeli w przyszłości okaże się że kleszcz Hyalomma dobrze się ma i rozmnaża w naszym środowisku a nasze zwierzęta będą dobrymi gospodarzami wirusa, to ryzyko zachorowania na gorączkę może pojawić się i u nas. 

PZ: Czyli nikt jeszcze nie zachorował w Europie na tę gorączkę? 

J.Z.: Na południu Europy już ludzie chorują: w Macedonii, w Bułgarii, zazwyczaj rolnicy hodujący zwierzęta, które zwabiają kleszcze. A kleszcze obserwowane są już przy południowej granicy Słowacji, w Polsce również znaleziono pojedyncze sztuki.  

Reklama

PZ: Nasze kleszcze przede wszystkim mogą nas zakazić boreliozą i zapaleniem mózgu. 

J.Z.: Wirus kleszczowego zapalenia mózgu jest gruczołach ślinowych kleszcza. W momencie wkłucia, kiedy kleszcz się instaluje w naszej skórze, fiksuje ten swój narząd ssący i wprowadza ślinę, która działa anestetycznie, czyli znieczulająco, oraz przeciwkrzepliwe. Narząd ssący kleszcz musi umocować takim specjalnym cementem. I to jest ten moment, kiedy się zakażamy kleszczowym zapaleniem mózgu. Natomiast bakterie boreliozy znajdują się w jelitach kleszczy. I dopiero zassanie krwi przez kleszcza powoduje, że te bakterie przechodzą pewną transformację w swoich białkach zewnętrznych, łączą się z białkami śliny i dopiero za którymś razem tego zasysania mogą być z nadmiarem płynów wprowadzane do skóry. To trwa około jednej doby, więc wczesne usunięcie kleszcza zapobiega transmisji boreliozy. 

PZ: Która choroba jest groźniejsza? 

J.Z.: Oczywiście, kleszczowe zapalenie mózgu. Co prawda, występuje rzadziej i nie zawsze dochodzi do fazy neurologicznej, ale w jakimś procencie przypadków są to ciężkie postaci choroby. Poza tym nie mamy tutaj skutecznego leczenia. 

Reklama

Czym jest kleszczowe zapalenie mózgu?

PZ: Proszę opowiedzieć o zapaleniu mózgu: jak ta choroba się zaczyna i jak może się skończyć? 

J.Z.: Wprowadzony wirus namnaża się najpierw w miejscu wkłucia, okolicznych tkankach, dostaje się do krwi - wtedy mamy objawy grypopodobne. I na tym choroba może się zakończyć. Często nazywamy to letnią grypą i nawet nie mamy świadomości, że może być to spowodowane przez wirusa kleszczowego zapalenia mózgu. Jest to ból głowy, gorączka, bolą nas mięśnie i choroba mija - czyli nasz układ immunologiczny sobie poradził, wyeliminował tego wirusa. Jeżeli jednak nasz układ immunologiczny jest zbyt słaby, by poradzić sobie z eliminacją wirusa, to wirus po namnożeniu się może przedostać się do ośrodkowego układu nerwowego. Wtedy mamy drugą fazę choroby, tak zwaną neurologiczną, kiedy nasilają się bóle głowy, jest wysoka gorączka.

Najłagodniejszą postacią tej choroby jest zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, które leczymy w szpitalu. Jest to choroba trudna do zniesienia, bo wymaga leczenia przeciwbólowego, przeciwgorączkowego, zmniejszenia ciśnienia śródczaszkowego, ale mija zwykle bez deficytów neurologicznych. Jakiś czas oczywiście możemy dochodzić do siebie, jeszcze przez kilka miesięcy mogą występować bóle głowy czy zaburzenia w koncentracji, ale nie ma deficytu neurologicznego. Gorzej jest, jeżeli mamy zapalenie opon i mózgu. Tu mamy kilka wariantów choroby: zapalenie mózgu i rdzenia kręgowego, zapalenie mózgu, rdzenia kręgowego i korzeni nerwowych. Najczęstszym trwałym powikłaniem jest porażenie splotu barkowego, kiedy mamy niedowład jednej ręki na wysokości ramienia, może być obustronne porażenie splotów barkowych, może być porażenie czterokończynowe, mogą być porażenia nerwów czaszkowych. Natomiast najtrudniejszą postacią jest porażenie ośrodka oddechowego wraz z trudnościami w połykaniu. W tym przypadku pacjenci są hospitalizowani na intensywnej terapii. A napęd oddechowy może wrócić albo i nie. W najgorszych przypadkach kończy się to fatalnie, czyli śmiercią. Ale może się skończyć tak, że wymagany jest sprzęt, czyli wspomagana wentylacja do końca życia. 

Reklama

PZ: A co z seniorami?

J.Z.: Osoby starsze chorują bardziej ciężko, ponieważ mają słabszy układ immunologiczny, bo to jest jednak wyścig między naszą immunologią a działaniem wirusa. Na ciężki przebieg choroby narażone są przede wszystkim osoby po przeszczepach narządów, po chemioterapii czy po wieloletnim leczeniu biologicznym lub immunosupresyjnym. 

Kiedy pójść do lekarza?

PZ: Kiedy szukać pomocy lekarskiej? Czy już wtedy, jak nas boli głowa i mamy tak zwaną grypę latem? 

J.Z.: Na pewno takie niepokojące objawy powinny nas skłonić do wizyty u lekarza, który oceni, czy występują objawy oponowe, czy nie. Jeżeli pojawią się objawy oponowe, objawy podrażnienia opon, jest to na pewno moment, kiedy powinniśmy zostać skierowani do szpitala. Bo nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak choroba się potoczy dalej. Czasami nawet młode osoby chorują bardzo ciężko. 

Reklama

PZ: Na zapalenie mózgu mamy jednak szczepionkę. 

J.Z.: Mamy bardzo skuteczną szczepionkę. Do 1993 roku, kiedy szczepienie leśników nie było jeszcze obowiązkowe, zachorowań było dużo, była to choroba zawodowa. Teraz, gdy szczepionki są u leśników powszechne, leśnicy praktycznie nie chorują. Co ważne, nie mamy też powikłań po szczepionce. Jest to bardzo dobra, efektywna szczepionka, którą się szczepi coraz więcej osób. Coraz więcej, natomiast ciągle zbyt mało, szczególnie w województwach takich jak podlaskie, gdzie to ryzyko zakażenia jest dużo wyższe, bo jest to teren endemiczny. Jednak pamiętajmy, że wirus występuje na terenie całego kraju. 

Ile razy trzeba się zaszczepić?

PZ: Ile razy trzeba się zaszczepić, by ochrona długo była skuteczna?  

J.Z.: Szczepienie podstawowe to są trzy dawki. Po trzech lub pięciu latach jest dawka przypominająca. Ale jeśli ją przegapimy, to szczepionka jeszcze działa do 10 lat. 

Reklama

PZ: Szczepionki przeciwko boreliozie wciąż jeszcze nie ma. Ale prace nad nią są na naprawdę zaawansowanym już poziomie. 

J.Z.: Nasza klinika bierze udział w trzeciej fazie badań klinicznych, czyli szczepionka już jest gotowa. Przeszła wcześniejsze fazy, została dopuszczona do badań klinicznych (bierze w nich udział siedem europejskich krajów oraz Stany Zjednoczone), gdzie podajemy szczepionkę dwóm grupom pacjentów. Jedna dostaje placebo, druga -szczepionkę. Teraz mamy dwuletni okres obserwacji, który ma pokazać, jaka jest skuteczność: czy pacjenci zaszczepieni nam zachorują, czy nie. Potem będzie odślepienie i dowiemy się, jaka jest efektywność tej szczepionki. Jednak już teraz szczepionka jest bardzo obiecująca.  

PZ: Kiedy jest szansa, że szczepionka wejdzie już do powszechnego użytku? 

J.Z.: Po podaniu szczepionki jest okres obserwacji – to dwa lata. Sprawdzamy, czy osoby narażone na pokłucia przez kleszcza, a zaszczepione - szczepionką albo placebo - zachorują. Połączenie wyników badań z tych siedmiu krajów, o których mówiłyśmy, pozwoli na wydanie opinii i zwrócenie się o dopuszczenie szczepionki do wprowadzenia na rynek. To, że ona jest bezpieczna, to już wiemy. Inaczej nie doszłoby do trzeciej fazy badań klinicznych. Pytanie brzmi: na ile jest skuteczna? 

Reklama

Borelioza - co o niej wiemy?

PZ: Co to jest borelioza? 

J.Z.: Borelioza jest chorobą wywołaną przez bakterię krętka Borrelia burgdorferi, których mamy kilka genogatunków w Europie, a w Stanach Zjednoczonych jeden genogatunek. W Europie obecność bakterii potwierdzono już w mumii, w tzw. człowieku z lodu, który żył 5 tysięcy lat temu. Z kolei opisy klinicznych przypadków choroby mamy już od co najmniej stu lat. Natomiast odkrycie tego czynnika sprawczego, czyli odkrycie samej bakterii, miało miejsce dopiero w latach 70. w Stanach Zjednoczonych, gdzie mamy jeden genogatunek bakterii, który powoduje głównie zapalenie stawów. I to zmieniło postrzeganie boreliozy w Europie, bo o ile tutaj były znane postacie neurologiczne i skórne, pojawienie się nowych odkryć, opisów bardzo licznych ze Stanów Zjednoczonych sprawiło, że borelioza zaczęła być postrzegana jako choroba, która dotyczy głównie stawów. Zapominamy u nas dominują postaci skórne i neurologiczne. 

PZ: Zapominamy i sobie szkodzimy. 

J.Z.: W tej chwili rozwija nam się bardzo pięknie diagnostyka, identyfikujemy bardzo wiele zakażeń. Natomiast bardzo często upatrujemy tej boreliozy tam, gdzie jej nie ma. Przeciwciała wykrywane w badaniach diagnostycznych to jest reakcja na obecność bakterii, natomiast choroba to są objawy kliniczne. W warunkach europejskich, poza postaciami skórnymi (rumień wędrujący) drugą postacią kliniczną jest neuroborelioza, czyli postać neurologiczna, która wydaje się, że jest niedoszacowana.

Reklama

PZ: Bo z tym nie przychodzimy do lekarza i się nie badamy. 

J.Z.: Najczęściej wykonujemy badania, kiedy bolą nas stawy, kiedy mamy dolegliwości dotyczące kręgosłupa czy bóle mięśniowe. To powoduje, że mamy pewną nadrozpoznawalność boreliozy.  

PZ: Jak to? 

J.Z.: O boreliozie wiemy już coraz więcej, bo od odkrycia tego czynnika sprawczego minęło już ponad 30 lat. Nauka cały czas idzie do przodu, rozwija się coraz czulsza i precyzyjniejsza diagnostyka, potwierrdzająca dobrze scharakteryzowane objawy kliniczne. Już wiemy, że nie możemy przypisać boreliozie - tak jak to robiliśmy na początku - wszystkich możliwych objawów, które nie były wyjaśnione do tej pory. O boreliozie mówiło się kiedyś, że jest to „wielkim imitatorem” wszystkich objawów, że wszystko może być boreliozą. W tej chwili mamy już definicje przypadków, wiemy, jak je potwierdzać, gdy przebieg jest mniej typowy.  

W opinii powszechnej (szczególnie internetowej) borelioza jest chorobą, której nadal można - przypisać wszystko. Diagnoza: borelioza – jest wykorzystywana do wyjaśnienia objawów, których nie potrafimy wyjaśnić. Bo przecież medycyna nie jest idealna, nie zawsze potrafimy znaleźć ten czynnik sprawczy naszych dolegliwości i go zlikwidować, albo pogodzić się z rozpoznaniem o złym rokowaniu.

Więc utrzymujące się dolegliwości skłaniają do poszukiwania dowodów na zakażenie krątkami borelii, często nierekomendowanymi badaniami diagnostycznymi, ponieważ też w powszechnej opinii panuje przekonanie, że dostępne testy są niewystarczające, wyniki badań mogą być negatywne, a potwierdzenie wymaga szczególnych kosztownych metod diagnostycznych. Nierozwiązany problem medyczny skłania nas do poszukiwania informacji w internecie i może skierować na podjęcie różnych oferowanych terapii. Terapie skierowane do ludzi, którzy mają jakiś niewyjaśniony problem medyczny, a upatrują przyczyny w boreliozie mogą być bardzo szkodliwe. Pacjentom proponowane jest na przykład wielotygodniowe przyjmowanie antybiotyków. 

Na czym polega leczenie boreliozy?

PZ: Jak więc powinno się leczyć boreliozę? 

J.Z.: U nas na oddziale boreliozę diagnozujemy rekomendowanymi testami diagnostycznymi, które są jednoznaczne, i leczymy zgodnie z rekomendacjami, które ustalają towarzystwa naukowe. Terapia nie powinna przekraczać jednego miesiąca. To, że czujemy się zmęczeni, że gorzej śpimy, że tracimy na wadze, że mamy gorszą koncentrację, niekoniecznie musi być boreliozą - nawet jeśli badania serologiczne wypadają dodatnio.  

PZ: To kto stosuje te szkodliwe terapie? 

J.Z.: Głównie to są prywatne gabinety, które czasami stosują leczenie ziołami, leczenie antybiotykami sprowadzanymi z zagranicy. Czasami są to terapie wielomiesięczne. W ostatnim roku dużo się zmieniło na korzyść, ponieważ w sprawie właściwego leczenia boreliozy stanowisko zajął konsultant krajowy ds. chorób zakaźnych, rzecznik pacjentów,  izby lekarskie jednoznacznie wskazując , jakie są praktyki niezgodne z nauką medyczną, a dla pacjentów niebezpieczne. W czasach, kiedy walczymy o utrzymanie skuteczności antybiotyków, wprowadzenie terapii wielomiesięcznych, które generują szczepy wielolekooporne, jest szkodliwe nie tylko dla osoby, która je przyjmuje, ale także dla środowiska. Natomiast wciąż jeszcze mamy pacjentów, którzy domagają się weryfikacji niekorzystnego rozpoznania, oczekują potwierdzenia boreliozy, kiedy jej nie ma.  Niektóre terapie, czasami budzą grozę i przerażenie. Zresztą w internecie można spotkać zalecenia, że najpierw trzeba leczyć przez trzy miesiące chorobę przeciwpasożytniczą po to, żeby wejść ze skutecznym leczeniem boreliozy, co jest absolutną nieprawdą. Natomiast mierzenie się z informacjami internetowymi jest bardzo trudne. Bo poszukiwanie informacji w internecie powoduje, że nie ma weryfikacji wiarygodności informacji tylko algorytmy będą nas kierowały do informacji najczęściej powielanych lub podobnych a niekoniecznie tych opartych o  evidence based medicin (medycyny opartej na dowodach). Jeśli do wyszukiwarki wpiszemy leczenie uporczywej boreliozy, lub alternatywne leczenie boreliozy, to te algorytmy będą nas kierowały na te strony, gdzie ta informacja powtarza się najczęściej. 

PZ: Tym bardziej, że ta informacja często się powtarza w takich artykułach, które mają tytuły typu: “Powiem wam to, czego lekarz nie powie” albo wprost obiecują wyleczenie. Z drugiej strony trudno jest dziwić się tym wszystkim pacjentom, którzy mają jakieś objawy, a wciąż nie są zdiagnozowani, że szukają dla siebie ratunku. 

J.Z.: Dokładnie. Bo my też jesteśmy czasami bezradni. Są choroby neurodegeneracyjne, które postępują powoli, progresywnie, nie ma na nie leczenia. Pacjenci szukają rozwiązania, szukają alternatywy, czytają, że może to być borelioza. Ale może to być też podstępnie rozwijająca się choroba autoimmunologiczna którą się leczy.  

PZ: I trafiają na oszustów. 

J.Z.: Bo współczesny znachor to nie jest dziadek z parcianą torbą i brodą. To jest nowoczesna strona internetowa, przygotowana profesjonalnie, która nas kieruje w kolejne etapy potwierdzające, że należy kupić takie zioła, takie leki, która pokazuje nam młodych, uśmiechniętych, wyleczonych ludzi, którzy opowiadają swoje historie, które mają potwierdzić, że ta borelioza może przebiegać w taki czy inny sposób. Trudno z tym walczyć, bo nikt nie weryfikuje tych stron. 

PZ: Te strony i te terapie prowadzą lekarze? 

J.Z.: Jest bardzo różnie. Niektóre faktycznie prowadzą lekarze. Ale są strony prowadzone przez osoby bez wykształcenia medycznego(dyplomu uprawniającego do podejmowania się leczenia), w których zapewniają, że leczą. A tak naprawdę szkodzą. 

PZ: Dlaczego ludzie wierzą nie lekarzom, ale szarlatanom? 

J.Z.: Ludzie szukają rozwiązania swoich problemów medycznych, bo system jest przeciążony, my lekarze nie mamy czasu dostatecznie wytłumaczyć jak interpretować badanie, wysłuchać pacjenta. Lekarz POZ, nie ma wszystkich możliwości diagnostycznych , odsyła do specjalisty, do którego czas oczekiwania jest długi. Czasami są to takie interdyscyplinarne problemy, które trudno jest zdiagnozować, a czasami są to po prostu choroby progresywne, na które nie ma leczenia. Oczywiście, z trudną diagnozą lub brakiem diagnozy niełatwo jest się pogodzić. I to właśnie wykorzystują szarlatani lub nierzetelni lekarze obiecując lepsze efekty leczenia. Zarabiają na tym, oczywiście.  

PZ: Jednak lekarze przecież mają świadomość, że szkodzą. 

J.Z.: Myślę że niektórzy koledzy są przekonani, że robią dobrze, ze oferują coś więcej, na przykład oferują diagnostykę, która nie jest rekomendowana. Ale niektóre metody diagnostyczne nie są rekomendowane z konkretnych powodów, wprowadzają w błąd, opóźniając właściwą diagnozę np. SM czy choroby nowotworowej.

PZ: Leczą? 

J.Z.: Na szczęście oficjalnie już nie można prowadzić leczenia metodą ILADS – ta metoda została w Polsce zabroniona. Ale przemyca się te długie terapie nadając im inne nazwy.

Pseudoterapie szkodzą pacjentom

PZ: Wspominała już pani, że zbyt długa antybiotykoterapia powoduje, że tworzą się szczepy bakterii wielolekoopornych. W jaki jeszcze sposób te pseudoterapie mogą zaszkodzić pacjentom? 

J.Z.: Możemy pominąć właściwą diagnozę, ponieważ zmęczenie, bóle stawów, gorsza koncentracja, utrata wagi to często mogą być sygnały choroby nowotworowej czy choroby autoimmunologicznej, takiej jak toczeń trzewny. Niewłaściwe leczenie albo opóźnienie włączenia właściwego leczenia odbija się na skuteczności terapii tej właściwej choroby, szczególnie jeśli to jest choroba nowotworowa. 

PZ: To jeszcze na koniec wrócę do początku naszej rozmowy. Czy kleszcze w ogóle w jakikolwiek sposób są nam potrzebne? Czy pełnią jakąś ważną rolę w naszym ekosystemie? 

J.Z.: Tak właściwie to chyba świat mógłby się obyć bez kleszczy. Ale kleszcze nie mają jakichś groźnych naturalnych wrogów. Oczywiście, przeszkadza im brak dostępu do żywiciela, czyli na przykład długa zima z pokrywą śnieżną powoduje, że mamy mniej drobnych ssaków, które są pierwszymi żywicielami wiosną. Wtedy zmniejsza się liczba kleszczy. Ich liczbę zmniejsza też suche gorące lato, gdyż potrzebują wilgoci i dostępu do żywiciela. A tak poza tym to zawsze mają się dobrze. Natura wyposażyła je w skuteczny sposób żerowania, bo żerują na co najmniej 200 różnych gatunkach. Natomiast samica, która składa około 2-3 tys. jaj - oczywiście musi wtedy ukraść trochę białka w postaci krwi swojego żywiciela - pokrywa te jaja taką substancją która zapobiega przed zjedzeniem przez inne zwierzęta mające apetyt na gotowe białko. Budowa kleszczy nie zmieniła się przez tysiące lat, ponieważ są tak zaprojektowane, że wciąż świetnie się mają. 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 19/02/2025 10:09
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości