W erze mediów społecznościowych każde przedszkole może stać się małym studiem fotograficznym i nadawcą relacji „na żywo” z życia cztero-, pięcio- i sześciolatków. Zdjęcia z pokazu mody, zajęć z jogi, sesji z dynią albo nagrania, na których dzieci w strojach kąpielowych ustawione są przy basenie – to dziś codzienność niektórych placówek. Filmik trafił na TikTok. Tam zaroiło się od komentarzy, osadzających go w kontekście seksualnym - czytamy na Wyborcza.pl. I jednocześnie nagranie niewiele nas nauczyło. Casualowe relacje z życia dzieci – zamiast rodzinnego albumu – zmieniają sposób, w jaki myślimy o ich prywatności i ochronie w sieci, a więc i o bezpieczeństwie oraz dobrostanie psychicznym.
Coraz częściej przedszkola traktują media społecznościowe jak dziennik: nie tylko „na specjalną okazję”, ale codziennie pokazują, co dziś dzieci robiły, jak się bawiły, czasem – co jadły - czytamy na Wyborcza.pl. W tekście pojawia się stwierdzenie:
Tysiące zostawianych w ten sposób śladów cyfrowych to narastający problem – dla bezpieczeństwa dzieci, ale też – dla ich prawa do zapomnienia, które gwarantują przepisy RODO.
Ten proces ma kilka warstw: z jednej strony chęć dzielenia się tym, co dzieje się w placówce, z drugiej – brak czasu, procedur czy świadomości co do konsekwencji publikacji takich materiałów. Warto zapytać: czy w ten sposób nie zmieniamy dziecka w „produkt komunikacyjny” instytucji?
Kiedy cztero- i pięcioletnie dzieci uczestniczą w pokazach mody, stylizowanych sesjach, ćwiczeniach jogi lub ustawiane są w rzędzie w strojach kąpielowych, może to budzić szereg pytań – dotyczących granic, intencji, ochrony wizerunku oraz kontekstu obserwacji, czyli słowem bezpieczeństwa najmłodszych i ich dobrostanu psychicznego. Przykłady:
Dziełko: dzieci w strojach kąpielowych ustawione w rzędzie przy basenie, część dziewczynek w dziecięcych wersjach strojów bikini.
Dwuminutowy film, na którym dzieci rozciągają się na matach do jogi. Trzydzieści ujęć pokazu mody czterolatków – po kolei przechadzają się we własnoręcznie wykonanych przebraniach.
I znów filmik: tym razem to rodzice tańczą, wprowadzając dzieci na zajęcia do przedszkola – nagrała nauczycielka, zdjęcie do sieci wrzuca przedszkole.Reklama
Takie materiały mogą być postrzegane jako zupełnie nieszkodliwe – „bo przecież pokaz mody, bo przebrania, bo radość”. Ale w momencie publikacji w sieci otrzymują nowy wymiar: stają się dostępne, komentowane, często poza kontekstem pierwotnym i – co najistotniejsze – mogą naruszać prawo dziecka do prywatności i ochrony wizerunku.
Jednym z ważniejszych aspektów jest właśnie prawo dziecka do „zapomnienia” – czyli że materiały publikowane w młodym wieku nie muszą być trwale dostępne w sieci, a ich obecność może mieć długofalowe skutki. Jak wskazuje autor artykułu:
Już ponad 63 proc. przedszkoli w Polsce prowadzi konta na Facebooku, a 5 proc. także na Instagramie.
Takie liczby pokazują, jak rozpowszechniona jest praktyka publikowania zdjęć z życia dzieci w placówkach edukacyjnych. Dlatego kluczowym pytaniem jest: czy osoby prowadzące te konta oraz kierownictwo placówek mają świadomość, jakie dane osobowe są publikowane, jakie ryzyko z tego wynika, czy posiadane są procedury i informowane są rodzice. Z perspektywy RODO placówki są odpowiedzialne za przetwarzanie danych osobowych dzieci, w tym ich wizerunku.
Jedno z najbardziej dramatycznych stwierdzeń w artykule to:
To przedszkola są słabym ogniwem w ochronie dzieci.
Tak mówi osoba, która analizuje problem – i to stwierdzenie skłania do refleksji: czy edukacja medialna, procedury bezpieczeństwa w sieci, regulacje i szkolenia w placówkach są adekwatne do wyzwań? Czy dyrektorzy przedszkoli zdają sobie sprawę, że publikując zdjęcia dzieci – choć w dobrej wierze – mogą naruszać ich prawo do prywatności, a nawet narażać je na niepożądane komentarze w sieci?
Warto przy tym dodać, że problem nie znika, jeśli „usuniemy” filmik czy zdjęcie – raz udostępniona treść może być pobrana, skopiowana, komentowana poza kontrolą placówki. A dzieci, które dziś są cztero- czy pięcio-latkami, w przyszłości mogą być zaskoczone tym, co ktoś opublikował o nich, zanim same mogły mieć głos.
Choć artykuł nie przedstawia gotowej listy działań, z jego treści można wyciągnąć kilka rekomendowanych kroków: placówka powinna przeanalizować, jakie treści publikuje, w jakim celu, czy posiada świadomą zgodę rodziców, czy istnieje czasowe ograniczenie dostępności zdjęć, czy zadbano o to, by nie publikować materiałów które w przyszłości mogą być odczytywane w kontekstach niezamierzonych. Rodzice natomiast: mogą zapytać placówkę o politykę publikacji, poprosić o ograniczenie udziału swojego dziecka w materiałach, czy w końcu dążyć do tego, by wizerunek dziecka był szanowany także w wymiarze prawnym.
Urząd Ochrony Danych Osobowych wielokrotnie podkreśla, że wizerunek dziecka jest danym osobowym o szczególnym charakterze, a więc wymaga wyjątkowej ochrony. Urząd zwraca uwagę, że publikowanie zdjęć dzieci przez przedszkola i szkoły na profilach społecznościowych to nie tylko kwestia „zgody rodzica”, ale także obowiązku zapewnienia bezpieczeństwa informacji i przemyślenia celu takiego udostępnienia. Jak przypomina UODO, „nawet jeśli rodzic wyraził zgodę na publikację wizerunku dziecka, nie zwalnia to administratora z obowiązku zapewnienia adekwatnego poziomu ochrony danych”.
Urząd ostrzega również, że placówki oświatowe często nie potrafią ocenić ryzyka – nie wiedzą, jak długo zdjęcia pozostają w sieci, kto ma do nich dostęp i czy mogą zostać ponownie wykorzystane.
Eksperci UODO przypominają, że „dzieci mają prawo dorastać w poczuciu prywatności i bez konieczności mierzenia się w przyszłości ze skutkami decyzji dorosłych, którzy publikowali ich zdjęcia”. Każda publikacja – nawet niewinna – tworzy trwały ślad cyfrowy, który może pozostać w internecie na lata. W praktyce więc to nie dzieci decydują, jak będą zapamiętane przez świat, lecz dorośli, którzy powinni działać rozważnie i z pełnym zrozumieniem konsekwencji.
Źródło: Maria Korcz/Wyborcza.pl/MH
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze