W gabinetach kardiologicznych coraz częściej pojawiają się pacjenci, u których problemy z sercem idą w parze z depresją, lękiem lub przewlekłym stresem. Jak podkreśla w rozmowie z PAP kardiolog dr Marta Oleksy-Kałużna, zdrowie psychiczne i sercowo-naczyniowe są ze sobą ściśle powiązane, a zignorowanie sfery emocjonalnej może drastycznie pogorszyć rokowania pacjenta.
Statystyki są alarmujące: niewydolność serca dotyczy miliona Polaków, a na nadciśnienie choruje aż 10 milionów. Według amerykańskich badań, już w rok po rozpoznaniu zaburzenia psychicznego ryzyko wystąpienia chorób serca rośnie niemal dwukrotnie.
Zdaniem dr Marty Oleksy-Kałużnej, prezes Polskiego Stowarzyszenia Osób z Niewydolnością Serca, przyczyny wzrostu zachorowań są złożone. Obok starzenia się społeczeństwa i otyłości, coraz większą rolę odgrywa styl życia wypełniony napięciem.
– Coraz lepiej leczymy ostre stany kardiologiczne, m.in. zawały serca, wykonujemy zabiegi np. na zastawkach serca, co wyraźnie przedłuża życie pacjentom. Oznacza to, że zwiększamy populację osób w starszym wieku z chorobami sercowo-naczyniowymi – wyjaśnia lekarka.
Pacjenci zgłaszają się zazwyczaj z dusznością, kołataniem serca czy bólem w klatce piersiowej. Wyzwanie polega na tym, że identyczne objawy daje atak paniki.
– Zarówno w chorobach serca, jak i w ataku paniki mogą wystąpić np. ból w klatce piersiowej, duszność, kołatanie serca czy zawroty głowy, a nawet zasłabnięcia. Dlatego zawsze trzeba to dokładnie różnicować – najpierw wykluczamy przyczynę kardiologiczną, a dopiero potem rozważamy tło psychiczne – zaznacza dr Oleksy-Kałużna.
Reklama
Specjalistka podkreśla, że depresja i lęk nie są już traktowane jako odrębne problemy:
– Te zaburzenia nie tylko współistnieją z chorobami serca, ale też pogarszają ich przebieg i rokowania. To już nie są dwa oddzielne problemy – zdrowie psychiczne i sercowo-naczyniowe są ze sobą ściśle powiązane.
Przewlekły stres nie jest jedynie subiektywnym odczuciem – to konkretne procesy chemiczne niszczące organizm.
– Przewlekły stres działa na organizm jak ciągłe „wciśnięcie gazu”. Aktywuje układ współczulny i powoduje stałe wydzielanie hormonów stresu, takich jak adrenalina i kortyzol. Jeśli taki stan utrzymuje się długo, zaczyna uszkadzać śródbłonek naczyń i przyspiesza rozwój miażdżycy – podkreśla kardiolog.
Reklama
Potwierdza to psychiatra dr Przemysław Łukasiewicz, wskazując, że zaburzenia lękowe potrafią zwiększyć ryzyko nadciśnienia o 40–50 proc. Zjawisko to dotyczy ogromnej skali – według badania EZOP II, zaburzeń psychicznych doświadcza w ciągu życia nawet 8–9 milionów Polaków.
Relacja między lekami a sercem bywa nieoczywista. U niektórych pacjentów ustabilizowanie stanu psychicznego pomaga opanować nadciśnienie.
– U części pacjentów, zwłaszcza tych, u których nadciśnienie jest silnie związane ze stresem lub lękiem, skuteczne leczenie psychiatryczne może wręcz poprawić kontrolę ciśnienia. Wynika to nie tyle z bezpośredniego działania leku na naczynia, ile z poprawy funkcjonowania psychicznego, redukcji napięcia i lepszego stylu życia – mówi dr Oleksy-Kałużna.
Reklama
Należy jednak pamiętać, że niektóre antydepresanty starszej generacji mogą przyspieszać tętno, co wymaga ścisłej współpracy kardiologa z psychiatrą.
Lekarze są zgodni – medycyna naprawcza to tylko część sukcesu. Fundamentem pozostaje codzienny styl życia, który chroni zarówno mózg, jak i serce.
– Zdrowy styl życia obniża ryzyko chorób krążenia. Nic nie zabezpiecza przed nimi tak skutecznie jak odpowiednie jedzenie. Najlepszym wyborem będzie dieta śródziemnomorska, bogata w tłuszcze roślinne. Nowe badania potwierdzają, że żadna z „rewolucyjnych” diet z nią nie wygrywa – wyjaśnia dr Przemysław Łukasiewicz.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze