Po komunikacie MSWiA o zabezpieczeniu odpowiedniej ilości jodku potasu dla każdego obywatela w społeczeństwie wybuchła lekka panika. W jej zażegnaniu nie pomogły wysyłane przez szkoły w całej Polsce do rodziców zgody na podanie dziecku przez placówkę medykamentu. Zarówno jednak władze rządowe, jak i samorządowe zapewniają, że powodów do obaw nie ma, a wszystkie działania są prewencyjne.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji 19 września poinformowało o tym, że odpowiednia ilość jodku potasu dla każdego mieszkańca Polski jest zabezpieczona. Komunikat ten miał związek z walkami toczonymi w rejonie Zaporoskiej Elektrowni Atomowej. Z uwagi na ewentualne zagrożenie, MSWiA zdecydowało się przekazać tabletki z jodkiem potasu do komend powiatowych Państwowej Straży Pożarnej. Informacja ta miała uspokoić oraz pokazać transparentność działań ministerstwa. Zamiast tego wywołała popłoch i niezadowolenie.
Sytuacji nie polepszyły doniesienia medialne o wysyłanych do rodziców przez szkoły zgodach na podanie dziecku przez placówkę jodku potasu. Jak jednak informowała Gazeta.pl, mają one związek z rutynowymi działaniami MSWiA z zakresu zarządzania kryzysowego i ochrony ludności. Na łamach Rzeczypospolitej Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty przekazał, że tabletki trafią także do szkół.
Warto podkreślić, że nie ma się czego bać. Zarówno MSWiA, jak i samorządowcy podkreślają, że wszystkie działania związane z dystrybucją i dostawami jodku potasu są podejmowane prewencyjnie, gdyby pojawiło się zagrożenie. Obecnie go nie ma.
- Zagrożenie skażeniem radiacyjnym jest bardzo mało prawdopodobne, ale - na wszelki wypadek - odpowiedzialna władza i państwowe instytucje muszą się szykować na takie scenariusze – wyjaśniał wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Błażej Poboży.
Przedstawiciele MSWiA na ostatniej konferencji prasowej tłumaczyli, że szkoły, głównie podstawowe, mają być wyłącznie miejscami dystrybucji jodku potasu, jeśli zajdzie potrzeba przyjęcia tej substancji. Dlatego też, jak podkreślał Błażej Poboży, deklaracje od rodziców zbierane są niepotrzebnie, a szkoły, które wysyłają je, kierują się nieaktualnymi przepisami.
- To opiekun dziecka, rodzic, powinien zdecydować o podaniu preparatu. Szkoła powinna być raczej miejscem dystrybucji, a nie podawania jodku potasu - mówił wiceminister MSWiA.
Dodał jednak, że w skrajnej sytuacji, w warunkach kryzysowych, może zdarzyć się tak, że to szkolna pielęgniarka bądź nauczyciel będą musieli podać dziecku tabletkę. Warto podkreślić, że na razie nic na taki scenariusz nie wskazuje.
Źródło: PAP/ materiały prasowe/ materiały własne
Polecamy także:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze