Reklama

Jak groźna może być grypa? Czy epidemii grypy można było zapobiec?

Polityka Zdrowotna
02/01/2023 12:14

Rozmowa z prof. Agnieszką Szuster-Ciesielską, wirusologiem z Katedry Wirusologii i Immunologii UMCS w Lublinie.


U lekarzy rodzinnych kolejki i tłumy pacjentów. Powód to głównie ogromny wzrost przypadków grypy, a minister zdrowia mówi, że to nie jest jeszcze szczyt zachorowań, bo można się go spodziewać na przełomie lutego i marca. Czy pani zdaniem dało się temu zapobiec?

 

- Trudno powiedzieć. Na pewno częściowo tak, przez większe rozpowszechnienie szczepień przeciwko grypie. W ubiegłym roku, kiedy te szczepionki były darmowe, zaszczepiło się około 7 proc. populacji Polski. W tym roku mamy zaledwie 3 proc., a zatem poziom jest tragicznie niski. Co prawda szczepionki te, jeśli nawet nie ochronią w 100 procentach, to przynajmniej spowodują, że przebieg grypy nie będzie ciężki, no i jest ogromna szansa, że uchronią nas przed komplikacjami. Drugą przyczyną może być generalne osłabienie odporności wynikające bezpośrednio z pandemii, ponieważ wirus SARS-CoV-2 atakuje także nasze komórki immunologiczne uszczuplając ich populację, przez co ludzie stają się wrażliwsi na inne patogeny. Kolejny punkt to być może większa wirulencja obecnego wirusa grypy. Wiadomo, że w sezonach to się zmienia i czasami wirus grypy nie powoduje większych problemów. Kiedy indziej zaś jest przyczyną cięższych objawów. 

Reklama

 

W takim potocznym rozumieniu wydaje się, że grypa nie jest jakimś wielkim zagrożeniem. No trzeba ją przesiedzieć w domu, przyjąć jakieś leki objawowe i tyle. A tymczasem ostatnio mieliśmy przypadek pacjentki, która po ciąży, właśnie z powodu pogrypowego zapalenia płuc trafiła na intensywną terapię do szpitala w Lublinie, gdzie musiała korzystać z aparatury ECMO, bo nie była już w stanie samodzielnie oddychać. To pokazuje, że grypa może też być śmiertelnie groźna.

 

- Niestety panuje takie przekonanie, że grypa jest łagodną chorobą. A grypa potrafi być śmiertelna, zwłaszcza groźne są jej powikłania. W żadnym wypadku nie powinniśmy jej lekceważyć. Czas choroby powinniśmy spędzić w domu dając organizmowi szansę na walkę z zagrożeniem. Strategia postępowania z grypą to przede wszystkim profilaktyka, czyli szczepienia. Zapobiegną one groźnym powikłaniom. Najczęściej dotyczą one układu oddechowego i objawiają się zapaleniem oskrzeli lub płuc. Do tego mogą się jeszcze dołączyć nadkażenia bakteryjne. Poza układem oddechowym komplikacje dotyczą ucha środkowego i mięśni, w tym mięśnia sercowego. Opisywane są nawet przypadki konieczności przeszczepu serca z powodu powikłań pogrypowych. U dzieci może pojawić się zespół Reye'a, ze stłuszczeniem wątroby i obrzękiem mózgu. Tutaj, dodatkowym czynnikiem ryzyka, oprócz młodego wieku i infekcji wirusowej jest podawanie aspiryny. Dlatego każdy lekarz aplikuje dzieciom paracetamol jako lek przeciwgorączkowy. 

Reklama

 

 A w tym sezonie nie jest już za późno na szczepienie na grypę? 

 

- Nie, zdecydowanie nie. Ja w dalszym ciągu rekomenduję i polecam szczepionki przeciwgrypowe przed szczytem zachorowań, który nas czeka na przełomie lutego i marca. Obecnie już mamy trzykrotnie więcej chorych z powodu grypy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. A prognozy wskazują, że ich liczba w szczycie będzie siedmiokrotnie wyższa niż teraz.  

 

Tydzień temu za test na grypę u lekarza rodzinnego musiałem zapłacić 40 zł, test na Covid był bezpłatny. Ale wiemy, że od 1 stycznia, jak zapowiedział wiceminister zdrowia takie testy potrójne do diagnozowania pacjentów z RSV, grypą i SARS-CoV-2, mają być bezpłatne. To coś pomoże? 

Reklama

 

- Tak. Przede wszystkim to doskonała informacja, że testy będzie można wykonać u swojego lekarza rodzinnego i będą one bezpłatne. Pozwolą one na różnicowanie pomiędzy trzema wirusami oddechowymi: SARS-CoV-2, grypą i RSV. Po pierwsze to ma wymierną korzyść dla samego pacjenta, który w przypadku identyfikacji grypy może otrzymać oseltamiwir – lek przeciwgrypowy. A druga korzyść to jest dane epidemiologiczne - wówczas będziemy wiedzieć rzeczywiście ile jest zakażeń spowodowanych w Polsce przez poszczególne wirusy oddechowe. 

Reklama

 

Rozmawiamy pod koniec roku, jest to też taki czas na podsumowania. Polski rząd ogłosił, że od 1 kwietnia nie mamy już pandemii. Czy z perspektywy tych kilku miesięcy można powiedzieć, że coś w tej sprawie można było zrobić inaczej, żeby stan naszego zdrowia był lepszy? 

 

- Niesłuszne jest stwierdzenie, że pandemii nie ma. Ona w dalszym ciągu jest, WHO jej nie odwołało. Co więcej, w niektórych krajach azjatyckich, jak Chiny i Japonia obserwuje się w tej chwili gwałtowny wzrost zakażeń. Nie zgadzam się też z twierdzeniem niemieckiego wirusologa Christiana Drostena, który uważa, że ta fala zimowa będzie już ostatnią falą pandemiczną. Tego nie wiemy na pewno, a będzie to można ocenić dopiero z perspektywy czasu. Natomiast jeśli chodzi o to, jak mogliśmy się zachowywać, to tutaj trzeba byłoby spojrzeć z szerszej perspektywy. Zarówno zarządzanie pandemią, nasze własne zachowanie, promocja szczepień, edukacja prozdrowotna - tutaj pozostawało wiele do życzenia. 

Reklama

 

W tej chwili jedyną rzeczą, która jest zauważalna gołym okiem z czasów pandemicznych i nam pozostała to są maseczki u lekarza. Chociaż to też często bywa tak, że jest to traktowane jako możliwość, a nie konieczność. Czy te maseczki długo z nami jeszcze zostaną, czy w ogóle już całkiem zostaną?

 

- Pandemia pokazała, że maseczki spełniły swoją rolę. Noszenie maseczek w tłumie przez wszystkie osoby zdecydowanie ogranicza ryzyko transmisji wirusów, co wykazano w stosunku do wszystkich wirusów oddechowych. Ja ciągle patrzę na kraje azjatyckie, gdzie do kultury zdrowotnej należy właśnie noszenie maseczek przez osoby zainfekowane, które nie chcą zakażać innych, lub po prostu przez osoby, które chcą chronić siebie. Myślę, że to jest bardzo dobry sposób i powinien także zadomowić się u nas, taki nowy element naszej kultury higieny. Bardzo się cieszę, że powoli ta świadomość przebija się w społeczeństwie, bo na przykład widzę, że kaszlący studenci przychodzą na moje wykłady w maseczkach, mimo, że takiego obowiązku już nie ma. 

Reklama

 

No to chwała studentom. Mówiła pani też o szczepieniach. Tak sprawdziłem z ciekawości statystyki jeśli chodzi o COVID-19. I dwa dni w 11 województwach w Polsce na Covid nie zaszczepił się nikt. Tymczasem od 12 grudnia szczepić można też najmłodsze dzieci od 6 miesiąca. To pokazuje, chyba że cały Narodowy Program Szczepień leży w tym momencie. 

 

- Polityka proszczepienna moim zdaniem była prowadzona dość chaotycznie. Tutaj wiele było takich nietrafionych inicjatyw, jak chociażby loteria. Za mało było edukacji. Wszystko to spowodowało, że ludzie stracili w tym zakresie zaufanie do rządzących. Ale to wciąż nie jest sprawa stracona, musimy pracować na przyszłość, dlatego że pandemie będą się pojawiały. A więc trzeba zadbać o edukację społeczeństwa, edukację prozdrowotną i to już od najmłodszych lat. Wprowadzić w szkole przedmiot, lub chociaż poświecić część lekcji biologii zdrowiu człowieka i zachowaniom prozdrowotnym. I nie mówię tylko o szczepieniu, ale ogólnie o zdrowym stylu życia. Idealnie byłoby wyjaśnić też dzieciom i młodzieży, w jaki sposób oddzielać przekaz naukowy od dezinformacji. Uważam, że powinno się też zdecydowanie zwalczać infodemię, w tym ruchy antyszczepionkowe, bo w tej chwili z tego co widzę są one raczej tolerowane, aniżeli dyskredytowane. Jeśli postawić się w sytuacji przeciętnego Kowalskiego, to widzimy, że nie może on zweryfikować rzetelności źródeł internetowych. I często agresywny oraz fałszywy naukowo przekaz może do niego skutecznie trafić. Jeśli Kowalskiemu brakuje wiedzy, to może pojawić się strach, a później agresja dodatkowo podsycana jeszcze przez liderów stron antyszczepionkowych. Tu czeka nas jeszcze dużo pracy.

Reklama

 

Potrzebny jest ten autorytet i wsparcie dla niego, bo naukowcy owszem mają autorytet w pewnych grupach społecznych no, ale jak pokazuje właśnie przykład takich osób jak chociażby pani między innymi, to często też są narażeni na ogromny hejt. To jest wasza codzienność w tym momencie. 

 

- Dokładnie tak, zdecydowana większość popularyzatorów nauki spotyka się nie tyle z ignorancją, ale wręcz z hejtem na różnym poziomie. Właśnie o tym rozmawialiśmy 10 grudnia na spotkaniu zorganizowanym przez prorektora UMCS pana prof. Zbigniewa Pastuszaka, w którym uczestniczyli propagatorzy i popularyzatorzy wiedzy - pan prof. Krzysztof Filipiak, pan dr hab. Tomasz Dzieciątkowski, lek. Bartosz Fiałek i ja. 

Reklama

 

Trzeba mieć trochę twardą skórę, żeby sobie z tym poradzić. Pani przecież nie musi tego robić: nie musi pani pisać na Twitterze o najnowszych doniesieniach ze swojej działki naukowej, bo się pani naraża na takie nieprzyjemne komentarze, a pani mimo wszystko to robi.

 

- Mam taką wewnętrzną potrzebę przekazywania swojej wiedzy i doświadczenia. Na początku mojej działalności zauważyłam, że ludziom jest potrzebna jednak taka wiedza i spotkałam się z bardzo pozytywnymi komentarzami, a nawet prośbami o opracowanie jakiegoś tematu. Niestety, w miarę upływu czasu popularyzowanie wiedzy, zwłaszcza z zakresu szczepień przyniosło także hejt. Nie ukrywam, że nie było mi łatwo, ale z czasem się uodporniłam. Powiem więcej, im częściej takie komentarze się pojawiały, tym bardzie utwierdzałam się w celowości propagowania nauki. Ale nie wszyscy równie dobrze sobie z tym poradzili.

Reklama

 

Wirusy to jedno, ale kiedy rozmawiam z onkologami, to oni często zwracają uwagę na to, że w tym momencie mają dużo pracy po prostu, bo pacjentom w czasie pandemii albo było nie po drodze do szpitala, albo niekiedy te oddziały były w jakiś sposób pozamykane. Wszystko z powodu lockdownów. Z jednej strony ratowały życie, bo wirus nie miał się jak rozprzestrzeniać, ale z drugiej strony wiele chorób tradycyjnych skutecznie się rozwijało. Nie dało się tego jakoś inaczej rozwiązać?

 

- Lockdown niesie ze sobą wiele niekorzystnych skutków, to jest bezsprzeczne. Ale z drugiej strony, w sytuacji nowego zagrożenia, wirusa, który bardzo szybko się rozprzestrzenia i nie mamy wobec niego skutecznych leków i szczepionek, może być to jedyna szansa na opóźnienie transmisji i danie nam czasu do przygotowania lub reorganizacji systemu opieki zdrowia. I tak np. w Polsce lockdown wprowadzony w 2020 roku znakomicie spełnił swoje zadanie, bo proszę zauważyć, że tych zgonów u nas na początku nie było wiele. Niestety później to zostało zaprzepaszczone, nie zaplanowano właściwych i skutecznych programów zachęcających do szczepień, dodatkowo wprowadzono je zbyt późno. Efekty były widoczne – do dzisiaj odsetek zaszczepionych Polaków nie przekracza 60 proc. Kampania edukacyjna i proszczepionkowa powinna cały czas trwać. Dlaczego? Bo wobec stosunkowo krótkiej  odporności poszczepiennej potrzebne są dawki przypominające. A ich podaż bardzo się obniżyła. 

Reklama

 

Nowy Rok to czas kiedy stawiamy sobie cele i wyzwania, pewnie też niektórzy i zdrowotne. Co z punktu widzenia wirusologa doradziłaby pani komuś, kto chciałby długo cieszyć się życiem i zdrowiem?

 

- Zapewne nie powiem nic odkrywczego, ale przede wszystkim trzeba postawić na zdrowy styl życia: zarówno dietę jak i wysiłek fizyczny - wystarczy nawet umiarkowany, ale regularny. Pozbycie się nałogów, zdrowy sen i w miarę możliwości unikanie stresu. I to są naprawdę podstawowe czynniki, dzięki którym możemy dbać o dobrą kondycję, nie tylko całego organizmu, ale także układu odpornościowego i psychiki.

 

Rozmawiał Paweł Buczkowski

 

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości