Polski system ochrony zdrowia może być trudny do zrozumienia dla pacjenta. Tak naprawdę jego znajomość często ogranicza się do prostego wniosku: płacę, więc wymagam. Wymagam jakości, wymagam natychmiastowej dostępności do lekarza i refundacji kosztownych terapii. To jest zrozumiałe założenie, choć nie zawsze w pełni możliwe do zrealizowania. Warto jednak zrozumieć, że składka zdrowotna to nie to samo, co polisa ubezpieczeniowa.
Co dzieje się z moją składką?
Polski system ochrony zdrowia oparty jest na tzw. solidaryzmie społecznym. Choć brzmi to bardzo górnolotnie, w istocie sprowadza się do prostej zasady, że każdy obywatel, niezależnie od wieku, stanu zdrowia, płci i przede wszystkim – niezależnie od wysokości płaconej składki zdrowotnej, powinien otrzymać pomoc medyczną. Główną zasadą solidaryzmu społecznego jest bieżące finansowanie opieki zdrowotnej osobom chorym (przebywającym na zwolnieniu lekarskim) ze składki zdrowotnej, którą opłacają osoby zdrowe. To oczywiście duże uproszczenie, ale pokazuje mechanizm działania solidaryzmu. Ponadto warto zauważyć, że wysokość składki na ubezpieczenie zdrowotne nie jest uzależniona od ryzyka zachorowania, a od poziomu dochodów osoby ubezpieczonej. Wskaźnik wysokości składki zdrowotnej jest taki sam dla każdego pacjenta.
Niedawny wzrost składki wprowadzony Polskim Ładem wywołał dyskusję na temat relacji ponoszonych kosztów, a dostępności świadczeń dla pacjenta. To zrozumiałe, że zadajemy sobie pytanie: a co ja z tego będę miała/miał? Technicznie rzecz ujmując solidaryzm społeczny to nic innego, jak rozłożenie czynników ryzyka na wszystkich ubezpieczonych. W odróżnieniu od polisy ubezpieczeniowej wysokość naszej składki nie zmienia zakresu ani dostępności do świadczeń, nie uwzględnia tego, czy jesteśmy na przykład w grupie ryzyka zachorowalności na raka piersi, czy zawału. Oznacza to, że mimo podatności na określone schorzenie, wysokość składki nie rośnie, a państwo gwarantuje udzielenie pomocy medycznej. Także osobom o niskich bądź zerowych dochodach. Koszt świadczeń ponosi wówczas budżet państwa, czyli jest finansowany z naszych podatków.
O tym, dlaczego polski system ochrony zdrowia został skonstruowany w sposób solidarnościowy rozmawiamy z Dariuszem Dziełakiem, Dyrektorem Departamentu Analiz i Innowacji w Centrali Narodowego Funduszu Zdrowia. Organizacją ochrony zdrowia zawodowo zajmuje się od 27 lat. W 2004 roku jako pracownik Ministerstwa Zdrowia, brał udział w pracach legislacyjnych nad ustawą o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.
Polityka Zdrowotna · SYSTEM SOLIDARNOŚCIOWY
Czy uważa Pan, że system solidarnościowy w dojrzałej demokracji jest sprawiedliwy?
Pojęcie sprawiedliwości nie do końca, moim zdaniem, jest odpowiednie dla definiowania systemu finansowania opieki zdrowotnej, ze względu na różnorodność definicji samej sprawiedliwości. Na gruncie rozwoju społecznego system solidarnościowy został jednak uznany za odpowiedni dla zdecydowanej większości systemów europejskich, i to zarówno w przypadku finansowania z wykorzystaniem wyodrębnionej składki, jak i finansowania budżetowego. W przypadku konieczności udzielenia świadczenia w stanie nagłego zagrożenia życia trudno sobie nawet wyobrazić inny system niż solidarnościowy.
Dlaczego w przypadku składki zdrowotnej w Polsce przyjęto jako podstawę wymiaru procent od dochodu?
Po wprowadzeniu podatku od dochodów osobistych, właśnie PIT wydawał się najlepszą, solidarnościową miarą uzależniającą wymiar składki od indywidualnej sytuacji ekonomicznej ubezpieczonego. Wysokość składki była proporcjonalna do wysokości dochodu. Mocną stroną jest oczywiście wyrównanie szans w dostępie do leczenia ze środków publicznych, szczególnie istotne w przypadku długotrwałych i kosztownych terapii. Dodam do tego również przewidywalność nakładów na ochronę zdrowia i związane z tym zapewnienie ciągłości terapii, co sprowadza się do minimalnego ryzyka załamania finansów przeznaczonych na opiekę zdrowotną.
Czy polski system ochrony zdrowia mógłby opierać się na systemie polis? Być może zasilenie finansowe byłoby wówczas wyższe, czy jednak moment określenia i aktualizacji składki stanowiłby zbyt duże wyzwanie?
Żeby właściwie odpowiedzieć na to pytanie należy poznać przynajmniej podstawowe założenia systemu polis. Jeżeli uznamy, że składki na ubezpieczenie zdrowotne wnoszone do wybranej instytucji ubezpieczeniowej pozostałyby środkami publicznymi, a zakres świadczeń zdrowotnych oferowanych (gwarantowanych) pozostałby jednakowy dla wszystkich pacjentów i ubezpieczalni, to trudno sobie wyobrazić istotną korzyść z takiego systemu. Przede wszystkim wzrosłyby ogólne koszty transakcyjne obsługi takiego systemu (obecnie koszty administracyjne NFZ to mniej niż 1% przychodów ze składek). Jednocześnie powstaje istotna trudność w zdefiniowaniu obszaru możliwej proefektywnościowej konkurencji między ubezpieczycielami. Ewentualne powiązanie wysokości składki z indywidualnym ryzykiem zdrowotnym z jednej strony podnosiłoby obciążenia finansowe osób chorych lub skłaniało do unikania ich ubezpieczania. Należy zauważyć, że według danych Funduszu leczenie 10% populacji Polski (osoby najciężej chore) stanowi ponad 70% wszystkich kosztów świadczeń finansowanych przez NFZ. W takim przypadku osoby najciężej chore, a więc często niepracujące, nie posiadałyby możliwości finansowania swojego leczenia lub w znacznym stopniu leczenie byłoby utrudnione. Wtedy niezbędny byłby mechanizm wyrównujący ryzyko działalności wszystkich instytucji ubezpieczeniowych.
Skoro ogromna rzesza Polaków korzysta także z prywatnej opieki zdrowotnej, płacąc abonament, to czy składka w jakiejś części nie powinna iść za pacjentem?
W istocie w polskim systemie składka idzie za pacjentem, tyle że nie jest indywidualizowana, to znaczy na leczenie są przeznaczane składki wielu ubezpieczonych, co wynika z zasady solidaryzmu społecznego. W wielu przypadkach, nawet przy założeniu wcześniejszego gromadzenia składek na indywidualnym koncie, zgromadzone kwoty okazałyby się niewystarczające na pokrycie kosztów leczenia w przypadku ciężkiej choroby nie tylko tego pacjenta, ale także członków jego rodziny nieopłacających składek (np. dzieci). Ponadto należy zauważyć, że wysokość składki jest różna, czy oznaczałoby to także zróżnicowanie dostępu do świadczeń w zależności od zgromadzonych składek?
Jak działa Internetowe Konto Pacjenta?
Obecnie wysokość odpłatności za udzielone nam świadczenie można sprawdzić w Internetowym Koncie Pacjenta. IKP to nie tylko e-recepty czy e-skierowania. Dowiemy się z niego, ile NFZ zapłaci za naszą wizytę u lekarza, hospitalizację, rezonans magnetyczny czy kompleksowe leczenie onkologiczne. W przypadku pacjentów z ciężkimi schorzeniami może się okazać, że terapia i proces leczenia przewyższają kwotę, jaką dotychczas wpłaciliśmy w postaci składki zdrowotnej. To właśnie jest dokładne zobrazowanie tego, czym jest solidaryzm społeczny w systemie ochrony zdrowia. To dzięki zasadzie solidaryzmu pacjent, niezależnie od choroby, może leczyć się w ten sam sposób, nie myśląc jednocześnie o tym, czy dotychczas uiszczone składki pokryją koszt leczenia.
Materiał powstał przy współpracy z Narodowym Funduszem Zdrowia
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!