Violetta Chaja i Katarzyna Ryfińska, fizjoterapeutki ze szpitala nr 4 w Gliwicach wspierają pacjentów z nietrzymaniem moczu. Krok po kroku pomagają zarówno kobietom jak i mężczyznom, borykającym się z nietrzymaniem moczu np. po operacjach prostaty.
To schorzenie jest bardzo demokratyczne: dotyka mężczyzn, kobiet, osób starszych i młodszych.
Staramy się tłumaczyć, że to nie koniec świata, że tu żadne magiczne tabletki nie pomogą, ale mamy specjalistyczne terapie i ćwiczenia, które wykonywane regularnie przyniosą dobre rezultaty – przekonują Violetta Chaja i Katarzyna Ryfińska, fizjoterapeutki wspierające pacjentów z nietrzymaniem moczu.
Często słyszymy od bliskich czy znajomych, że mają problemy z sercem czy z kręgosłupem. O nietrzymaniu moczu już tak otwarcie nie mówimy.
Violetta Chaja: Zgadza się, choć to się powoli zmienia. Pracuję teraz z wyjątkowym pacjentem. Pan ma 80 lat i jest po operacji prostaty. Pojawiło się nietrzymanie moczu, ale oprócz tego chciał wrócić do aktywności seksualnej sprzed zabiegu operacyjnego. To osobista, intymna historia, ale ten człowiek bardzo kocha swoją żonę i oboje tej bliskości pragną. Powiedział mi ostatnio, że jest wciąż aktywny zawodowo, sportowo, chce też aktywności seksualnej.
Katarzyna Ryfińska: Ja z kolei staram się motywować panie, zwłaszcza te w wieku okołomenopauzalnym, do podjęcia terapii w zakresie nietrzymania moczu. Bywają pacjentki, które mówią: moja mama też popuszczała mocz i żyła. Nie, tak naprawdę nie musi być. Nie trzeba się godzić na taką sytuację.
Jako społeczeństwo lubimy proste rozwiązania. Najlepiej, żeby przeszło po wzięciu tabletki.
Violetta Chaja: Niestety, w przypadku nietrzymania moczu to tak nie działa. Trzeba pamiętać, że u nas pierwsza wizyta trwa nawet półtorej godziny. Skupiamy się na rozmowie z pacjentem, często na bardzo trudne, czasem krępujące tematy. Cel jest jeden: wypracowanie najlepszego modelu naszej współpracy tak, aby efekt po trzech, czterech takich spotkaniach już był zauważalny. To pacjentów bardzo motywuje do dalszej pracy.
Katarzyna Ryfińska: Mam pacjentki młode, które borykają się z nietrzymaniem moczu po porodzie. Widzą rezultaty naszych działań bo mogą np. wrócić do gimnastyki, śmiać się, kichać i nic złego się nie dzieje. Nie potrzebują już podpasek czy wkładek oraz nie stresują się tym, że otoczenie zauważy, że nie trzymają moczu. Warunek jest jeden: systematyczna praca z fizjoterapeutą uroginekologicznym.
Bywa, że wasz gabinet to taka ostatnia deska ratunku…
Katarzyna Ryfińska: Tak, trafiła do mnie kiedyś kobieta koło pięćdziesiątki z polecenia pani doktor, z którą współpracujemy. Pacjentka była bardzo zagubiona, nie do końca wierzyła, że to się może udać. Była pozytywnie zaskoczona, kiedy okazało się, że może wrócić do ulubionych zajęć fitness, jest zaopatrzona w tampon podtrzymujący cewkę moczową, ale funkcjonuje zdecydowanie lepiej. Nie ma już tego dyskomfortu, że wchodzi do jakiegoś budynku, nowego miejsca i od razu szuka toalety.
Violetta Chaja: Warto mówić jak najwięcej o fizjoterapii urologicznej i uroginekologicznej. Mamy jedną zasadę: w naszym gabinecie tematy tabu nie istnieją. Wykluczyłam ze słownika jakieś zastępcze sformułowania, mówię wprost: jest nietrzymanie moczu, ale wykonamy wspólnie z pacjentem odpowiednie działania, aby go nie było. Rozpoczynamy nowy rozdział.
Autorka: Anna Ginał
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze