Zorganizowanie okrągłego stołu z udziałem medyków, pacjentów, ubezpieczycieli, samorządów, placówek medycznych - to pierwsze działanie, które powinna podjąć Katarzyna Sójka, minister zdrowia, uważa ekonomista Jan Oleszczuk Zygmuntowski. Jego zdaniem wydatki na ochronę zdrowia powinny wzrosnąć do 10% PKB, a w zakresie ochrony danych medycznych powinna powstać zaufana przestrzeń współdzielenia danych – zaufana dlatego, że pacjenci mogliby bezpośrednio dysponować swoimi danymi, korzystać z praw takich jak RODO. Do pomocy lekarzom należało najpierw przeszkolić, a później zatrudnić asystentów cyfryzacji i to nie musieli by być medycy ale np. osoby po politechnice.
Niezbędny jest dialog z interesariuszami. Powinien być zorganizowany okrągły stół z udziałem medyków, pacjentów, ubezpieczycieli, samorządów, placówek medycznych, by stworzyć cele w formie KPI ( (ang. key performance indicator, pol. wskaźnik efektywności), których realizacja byłaby nadrzędnym dobrem. Powinniśmy uzgodnić „nową odpowiedzialność”, nowy konsensus, przy którym wszyscy interesariusze nieco stracą w imię przyszłego wspólnego zysku.
Czy do tej dyskusji nie powinni być włączeni także pracodawcy? Zbigniew Jakubas, którego firmy zatrudniają kilkanaście tysięcy osób stwierdził na łamach Polityki Zdrowotnej, że chętnie włączyłby się we współfinansowanie szerszych badań pracowniczych, by wcześniej diagnozować choroby. Byłoby to korzystne zarówno dla zatrudnionych, spółek jak i całego systemu opieki zdrowotnej.
Oczywiście, bo leży to w żywotnym interesie pracodawców. Podobnie powinien uczestniczyć w tych rozmowach samorząd, bo to on jest najbliżej problemów mieszkańców. Natomiast nowy minister zdrowia będzie się musiał wykazać sporą odwagą, bo to on poniesie ryzyko polityczne przyszłych reform. Są one jednak niezbędne.
Nie ma długofalowej strategii. I to nawet dosłownie, jak ogłoszona ale nigdy nieopublikowana „Strategia Rozwoju e-Zdrowia”. W wielu aspektach ochrona zdrowia pozostawiona jest mechanizmom rynkowym, zwłaszcza tam gdzie świadczenia są zbyt nisko wycenione i dla publicznej ochrony zdrowia są nieopłacalne. Obserwujemy powolny rozkład tego systemu. Cały czas mamy do czynienia ze zjawiskiem zadłużania szpitali. Pomimo dosypywania pieniędzy co roku ponad 400 pomiotów jest pod kreską. To niekończąca się spirala. Starzeje się kadra medyczna. Rośnie udział wydatków prywatnych na ochronę zdrowia i jest on obecnie znacznie wyższy niż w krajach zamożnych. Tam system publiczny pokrywa 90 proc. wydatków na zdrowie, u nas 75 proc.
Jakie rady ma Pan dla nowego szefa resortu zdrowia? Co prawda rozmawialiśmy myśląc o ministrze po wyborach. Ale w międzyczasie Adama Niedzielskiego zastąpiła Katarzyna Sójka.
Zobacz także:
Jedną z najważniejszych, potrzebnych reform jest reforma odpowiedzialności. Trzeba wyciągnąć wnioski z tego jak dziś wygląda współpraca samorządów, NFZ i podmiotów leczniczych, żeby lepiej określić kto odpowiada i rozlicza za jakość, kto jest płatnikiem, a kto nadzorcą. Ludzie nie mają świadomości jak bardzo rozproszony jest cały system. Słyszałem ostatnio wypowiedź jednej z polityczek o prywatyzacji szpitali należących do NFZ. To kompletna aberracja. Przecież NFZ nie posiada żadnych szpitali. W Polsce jest ponad 900 szpitali. W większości należą one do powiatów, a te postrzegają je jak perły w koronie. Żaden nie chce go stracić i będzie do końca walczył o jego utrzymanie, a także jego oddziałów nawet jeśli ekonomicznie jest to nierozsądne. Najwięcej o potrzebach szpitali w terenie wiedzą urzędy marszałkowskie, a nie centrala z NFZ. Powinniśmy odejść od szpitalocentryzmu, a wzmacniać najbliższy ludziom POZ.
Te pieniądze są wciąż niewystarczające. Poziom tego wydatku powinien wynosić 10% PKB, by gonić kraje zachodnie – średnia dla krajów OECD już tyle wynosi.
Czy to nie jest studnia bez dna?
Nie będzie, kiedy uporządkujemy kto za jaki KPI (ang. key performance indicator, pol. wskaźnik efektywności) jest odpowiedzialny. Potem dopiero można przejść do kolejnego etapu, czyli opracowania efektywnej ścieżki pacjenta. Kluczowa jest dostępność do specjalistów i skrócenie kolejek. Przy ograniczaniu liczby placówek w terenie dobrym rozwiązaniem może być budowa floty medobusów. One mogą docierać do najmniejszych miejscowości i robić mieszkańcom profilaktyczne badania.
Ścieżki pacjenta już obecnie funkcjonują w niektórych chorobach. Pojawiają się koordynatorzy opieki. Jest nią m.in. karta Dilo zwana kartą diagnostyki i leczenie onkologicznego.
To dobry kierunek ale wciąż mało skalowalny.
Jako grupa ekspertów przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie pod kierownictwem Marii Libury ostrzegaliśmy przed „wolną amerykanką” jaka może mieć miejsce w przypadku niekontrolowanego procederu wypisywania leków przez receptomaty. Jeśli puścimy wolno „lejce” technologii to może być to niebezpieczne dla pacjenta. Jeśli będziemy mieli do czynienia tak jak w USA z eksplozją uzależnień np. od opiatów to per saldo może się okazać, że zamiast pomóc szkodzimy, bo ktoś dzięki łatwemu dostępowi popada w uzależnienie. Stąd nasze apele o potraktowanie poważnie suwerenności technologicznej, czyli aktywne kształtowanie kierunku rozwoju technologii, a nie praktykowane dziś uznawanie, że wszystko co cyfrowe musi być dobre.
Chodzi o to, by w sposób kontrolowany udostępniać dane, także dane od podmiotów prywatnych. Tutaj poszczególne państwa będą mieć dużą swobodę w określeniu zasad ich funkcjonowania. W moim przekonaniu powinna być przy tym powołana jakaś rada pacjentów, bo to w dużej mierze od nich powinno zależeć gdzie dane wrażliwe będą przekazywane. Nie wiem czy ja chcę, żeby np. firma Open AI zaciągnęła dane medyczne wszystkich Polaków, wykorzystała je do budowy sztucznej inteligencji i potem ponownie nam je sprzedała. Może te dane trafią do Agencji Badań Medycznych, a może do Centrum E-zdrowie. Dzisiaj nie jest to wiadome. Z moich badań wynika, że właściwym jest raczej kierunek wspólnicy danych zdrowotnych, czyli zaufanej przestrzeni współdzielenia danych – zaufanej dlatego, że pacjenci mogą bezpośrednio dysponować swoimi danymi, korzystać z praw takich jak RODO. Łatwo wyobrazić sobie jak np. Internetowe Konto Pacjenta może być takim centrum dowodzenia, które daje podmiotowość zamiast traktować jak żywy zbiornik danych. Jeśli budując taki organ zapomnimy o demokratyzacji, obywatele potraktują to znów jako próbę inwigilacji.
Jest to problem, bo mamy kilkanaście rejestrów takich jak np. rejestr Krajowej Sieci Onkologicznej. Do tego dochodzą rejestry prywatnych sieci takich jak Luxmed, czy Medicover oraz bazy ubezpieczycieli. Są jeszcze dane istniejące w wielu pro zdrowotnych aplikacjach. Wyzwaniem jest cyfryzacja na „samym dole” systemu oraz jakość danych. Nawet połączenie wszystkiego w jeden system nie gwarantuje sukcesu. Dlatego też obok lekarzy powinni pracować asystenci cyfryzacji i to nie muszą być medycy ale np. osoby po politechnice.
Jeśli dojdziemy do 10% PKB na sektor zdrowia, to w jaki sposób powinien być dzielony budżet?
Koszyk usług publicznych powinien ulec zmianie. Należy go zbalansować podnosząc wyceny mało atrakcyjnych segmentów. Praktycznie oddanie stomatologii w prywatne ręce pokazało, że usługi tego typu nie zostały należycie wycenione. Oznacza to, że NFZ otworzył lukę na którą wszedł prywatny sektor. Czy to jest dobre? Uważam, że nie. Sytuacja w tym sektorze pokazuje, że są wykluczenia, gdyż części społeczeństwa po prostu nie stać na tego typu płatną usługę. Dochodzi do tego, że duża część Polaków decyduje się na usunięcie zęba niż na jego leczenie, gdyż jest to rozwiązanie tańsze. Sektor publiczny powinien próbować podjąć konkurencję. To niezbędny kierunek. Ponadto należy przejść na finansowanie ryczałtowe z uwzględnieniem premii za jakość. NFZ powinien ściślej współpracować z urzędami marszałkowskimi, które muszą mieć wpływ na przyznawanie premii za efektywność. Tylko w ten sposób możemy podnosić jakość. Potrzebna jest zatem głębsza reforma, ale bez powrotu do regionalnych kas chorych, bo to już było i średnio zdało egzamin.
Dziękuje za rozmowę.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Wypowiedzi Pana Ekonomisty są bardzo rozczarowujące. Pan chyba lata spędził w korporacji i nigdy nie pracował w publicznej ochronie zdrowia. Takie bajanie jak KPI nie przystają do systemu ochrony zdrowia. Niech raczej myśli nad systemem wsparcia placówek medycznych przez ubezpieczycieli prywatnych. Z tym jest ogromny problem, bo jak płacę dodatkowo, to nie chcę długo czekać na świadczenie. Ale system jest kolejkowy i tylko zaostrzenie przypadku skutkuje przesunięciem w górę kolejki. Czyli jak to realizować???
Wypowiedzi Pana Ekonomisty są bardzo rozczarowujące. Pan chyba lata spędził w korporacji i nigdy nie pracował w publicznej ochronie zdrowia. Takie bajanie jak KPI nie przystają do systemu ochrony zdrowia. Niech raczej myśli nad systemem wsparcia placówek medycznych przez ubezpieczycieli prywatnych. Z tym jest ogromny problem, bo jak płacę dodatkowo, to nie chcę długo czekać na świadczenie. Ale system jest kolejkowy i tylko zaostrzenie przypadku skutkuje przesunięciem w górę kolejki. Czyli jak to realizować???