Reklama

Druga pensja nie wszystkim się należy

Polityka Zdrowotna
18/11/2021 13:24

Dodatki covidowe od ponad roku generują szereg problemów dla szpitali, a wśród pracowników - animozje. Chodzi o jasne kryteria, komu je przyznać. Na dodatek zakaźnicy alarmują, że NFZ wciąż ma pole do podważania zasadności wypłaty tych dodatków dla niektórych medyków.

Narodowy Funduszu Zdrowia poinformował niedawno, że na dodatki covidowe dla personelu medycznego przekazał szpitalom przez ostatni rok ponad 8 mld zł. Dokładnie 8,06 mld zł na pensje dla personelu medycznego i 219 mln zł - dla personelu pomocniczego. To pieniądze, które mają wynagradzać medykom pracę przy pacjentach z COVID-19, czyli wykonywanie obowiązków w warunkach podwyższonego ryzyka zawodowego. 

 

Kontrole w szpitalach

Problem z dodatkiem covidowym polega jednak na tym, że minister zdrowia przyznał 100 proc. dodatku do pensji nie mocą rozporządzenia, ale polecenia. Nie jest to zatem źródło prawa i w różnych szpitalach dyrekcja je różnie interpretowała w odniesieniu do pracowników medycznych. Przez to powstało wiele wątpliwości komu i na jakich zasadach należą się dodatki. 

Reklama

- Efekt jest taki, że dostaję sygnały, iż NFZ prowadzi kontrole w szpitalach. Zdalnie sprawdza dokumentację medyczną i uznaje, że np. danemu pracownikowi dodatek covidowy się nie należał. Po czym nakazuje placówce medycznej zwrot danej kwoty. Odbieram takie sygnały z całego kraju - mówi prof. Robert Flisiak, Kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku oraz prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych. Przyznaje, że na jego oddziale nie ma tego problemu, bo jest w pełni covid-owy.

Wszystkie problemy wynikły z tego, że minister zdrowia polecił prezesowi NFZ, aby dodatki były wpłacane początkowo personelowi pracującemu na oddziałach covid-owych, na SOR-ach i izbach przyjęć oraz pozostałym mającym kontakt z chorymi z koronawirsuem, ale nie incydentalny. Tylko, że wielu dyrektorów wskazywało, iż konia z rzędem temu, kto wytłumaczy czym jest incydentalny kontakt.

Reklama

 

 Nie wszyscy chętni dostali

Dlatego mimo, że w krakowskim Szpitalu im. Stefana Żeromskiego do otrzymania dodatków zgłosiło się 900 osób, to dyrekcja uznała, że nie wszystkim się one należą, gdyż nie każdy w równym stopniu pracuje przy zwalczaniu epidemii i do NFZ została zgłoszona mniejsza część pracowników.

- Na przykład nie uważamy, aby osoba, która przyszła zrobić raz w miesiącu zdjęcie RTG pacjentowi z COVID-19 miała prawo do drugiej pensji, tak samo jak pielęgniarka pracując na oddziale covidowym. Spotkaliśmy się z dyrektorami szpitali w całej Małopolsce i wiem, że inni podeszli do sprawy podobnie. Przyjęliśmy jedną linię interpretacyjną i na razie NFZ nie zakwestionował nam wypłaty - wskazuje Dorota Gołąb-Bełtowicz, wicedyrektor krakowskiego szpitala. 

Reklama

Niemniej jednak, taki stan rzeczy nie do końca spodobał się medykom. Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy oskarża zarządzających szpitalami o uznaniowość i blokowanie dodatków, na które pieniądze wykłada NFZ, a nie placówki. Część lekarzy, jak np. w Wielkopolsce wniosła pozwy przeciwko szpitalom o wypłatę dodatków. 

 

Dodatki po nowemu

Wątpliwości co do interpretacji komu i na jakich zasadach wypłacać dodatki dostrzegł jednak sam minister zdrowia. I od listopada tego roku dodatki będą wypłacane według jeszcze innych zasad. Od lata nie należą się one już, mocą polecenia ministra zdrowia, pracownikom SOR-ów i izb przyjęć. A teraz minister uznał, że medycy powinni je dostawać w zależności od godzin przepracowanych przy pacjentach z COVID-19. 

Reklama

Dodatek covidowy wynosi 100 proc. wynagrodzenia, które wynika z umowy o pracę lub z umowy cywilnoprawnej, należnego za każdą godzinę pracy osoby, która (kryteria muszą być spełnione łącznie):

wykonuje zawód medyczny, uczestniczy w udzielaniu świadczeń zdrowotnych i ma bezpośredni kontakt z pacjentami z podejrzeniem i z zakażeniem wirusem SARS-CoV-2; pracuje na oddziałach, w których placówka medyczna zapewnia łóżka dla pacjentów z podejrzeniem oraz z potwierdzonym zakażeniem SARS-CoV-2 (tzw. II poziom zabezpieczenia covidowego).

Maksymalna miesięczna kwota dodatku nie może przekroczyć 15 tys. zł.

Jak się okazuje w praktyce, to nowe zasady też wywołują pytania. Dorota Gołąb-Bełtowicz wskazuje że, nie wiadomo czy chodzi tu o godziny przepracowane czy zadeklarowane. 

 

Dodatkowe ewidencje czasu pracy

Stąd też szpitale zaczynają ewidencjonować czas pracy przy pacjentach z COVID-19, tworząc systemy ewidencyjne.

Reklama

- To powinno działać na zasadzie odmeldowania się. Np. ortopeda schodzi z oddziału do pacjenta z COVID-19 i odhacza w ewidencji czasu pracy swój pobyt i jego czas. Nowe zasady są jaśniejsze od poprzednich, ale i tak dostarczają pola manewru do kontroli dla NFZ, bo pieniądze są wypłacane na podstawie polecenia ministra zdrowia a nie przepisów i nie są precyzyjnie sformułowane - wskazuje Katarzyna Fortak-Karasińska, radca prawny z kancelarii Fortak&Karasińki, która specjalizuje się w obsłudze podmiotów leczniczych. 

W Polsce, zwłaszcza w pandemii, szereg przepisów przyjmowanych jest w pośpiechu, bez konsultacji, a część zmienia się rzutem na taśmę w Sejmie, co powoduje później duże problemy z interpretacją ustaw i zawartych w nich nieprecyzyjnych zapisów.

Reklama

Nie dziwi zatem, że jeszcze więcej problemów dostarcza polecenie ministra zdrowia, które nie jest żadnym źródłem prawa

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości