Uzależnienia, w tym uzależnienie od nikotyny, wciąż zbyt często sprowadza się do kwestii silnej woli i zakazów. Tymczasem – jak mówi Dorota Kubiak, terapeutka pracującą w podejściu krótkoterminowym, skoncentrowanym na rozwiązaniach (TSR) oraz psycholog – zmiana to proces pracy z nawykiem, emocjami i mózgiem. W rozmowie z PolitykaZdrowotna.com tłumaczy, dlaczego nawroty nie są porażką i czego system ochrony zdrowia nie rozumie w leczeniu uzależnień.
PolitykaZdrowotna.com rozmawiała z Dorotą Kubiak, terapeutką i ekspertką w obszarze leczenia uzależnień, o tym, dlaczego palenie papierosów nie jest kwestią charakteru, lecz wyuczonego mechanizmu.
Ekspertka tłumaczy, że w terapii uzależnień kluczowe jest zrozumienie, jaką funkcję pełni nałóg: regulację stresu, emocji, samotności czy napięcia. Poniżej pełna rozmowa o uzależnieniach, nawrotach, redukcji szkód i realnej pomocy pacjentom.
PolitykaZdrowotna.com: W leczeniu uzależnienia od nikotyny mówi się o procesie, a nie jednorazowej decyzji „rzucam”. Jak Pani tłumaczy pacjentom, że nałóg nikotynowy to nie kwestia silnej woli, tylko pracy z mózgiem i nawykiem?
Dorota Kubiak: Bardzo często mówię pacjentom, że nikotyna nie „wygrywa” z nimi dlatego, że są słabi, tylko dlatego, że jest elementem wyuczonego nawyku. Nawyk – zgodnie z klasyczną definicją – to działanie powtarzane tak często, że staje się automatyczne. A automatyzmy działają szybciej niż refleksja czy deklarowana silna wola.
W terapii patrzymy na uzależnienie jak na szczególny rodzaj nawyku, który rozwinął się w odpowiedzi na konkretne potrzeby: regulację napięcia, emocji, poczucie kontroli, chwilową ulgę. Mózg „uczy się”, że papieros działa – obniża napięcie, daje przerwę, porządkuje chaos. Dlatego decyzja „rzucam” jest tylko początkiem, a nie rozwiązaniem. Zmiana polega na stopniowym odzyskiwaniu przestrzeni pomiędzy bodźcem a reakcją – tej przestrzeni, o której pisał Viktor Frankl – i uczeniu mózg innych funkcjonalnych sposobów reagowania, czy radzenia sobie z trudnymi emocjami. To praca ze zmianą nawyku z tego “złego” na ten “dobry”, a nie walka charakterów.
Reklama
PZ: W pracy z osobami uzależnionymi od nikotyny często widać, że papieros pełni funkcję regulowania emocji – stresu, złości, samotności. Jak rozpoznać, co dokładnie papieros „załatwia” u konkretnego pacjenta i jak to bezpiecznie zastąpić?
D.K.: Na terapii nie zakładamy, że „papieros jest zły”, tylko pytamy: po co on jest potrzebny temu konkretnemu człowiekowi. Każdy nawyk pełni jakąś funkcję – chroni przed cierpieniem, pomaga przetrwać niechcianą rzeczywistość, zaspokaja ważną potrzebę.
Rozpoznanie tej funkcji odbywa się w rozmowie: kiedy najczęściej pojawia się potrzeba zapalenia, co się wtedy dzieje w życiu klienta, jakie emocje się uruchamiają, co papieros zmienia – nawet na chwilę. To pozwala zobaczyć, że problemem nie jest sama nikotyna, tylko pozostawanie z automatu przy jednej strategii zaspokajania potrzeb.
ReklamaZastępowanie musi być bezpieczne i realne. Nie chodzi o to, żeby „zabrać papierosa” i zostawić pustkę, tylko by stopniowo budować inne strategie regulacji – adekwatne do tej samej potrzeby. Jeśli papieros dawał przerwę, szukamy innych form mikro-przerwy. Jeśli obniżał napięcie – uczymy ciało innych sposobów redukcji napięcia. Mózg potrzebuje czasu, regularności i doświadczenia, że „coś innego też działa”.
PZ: Wielu palaczy ma za sobą liczne próby rzucania i równie liczne nawroty, co rodzi wstyd i poczucie porażki. Jak Pani pracuje z pacjentami nad odbudowaniem sprawczości i motywacji, kiedy kolejne „nie udało się” zaczyna być częścią ich tożsamości?
D.K.: Przede wszystkim oddzielamy człowieka od zachowania. Na terapii nie mówimy: „Pan jest uzależniony”, tylko: „Jest Pan osobą, która w tej chwili funkcjonuje według pewnego nawykowego wzoru”. A palenie jest to na ten moment jedyna, znana i dostępna forma radzenia sobie z trudnościami. To ogromna różnica, która daje klientowi wytchnienie i moc sprawczą do zmiany. Zachowanie można zmienić, człowieka trudniej.
Nawrót nie jest porażką, tylko informacją. Jeśli coś nie zadziałało – to nie dowód słabości, ale wiedza o tym, w jakich okolicznościach stary nawyk przejmuje stery. Bardzo pracujemy na „wyjątkach” – momentach, kiedy pacjent palił mniej, radził sobie inaczej, choćby przez krótki czas. To są dowody sprawczości, które często giną pod ciężarem wstydu. Na terapii dajemy przestrzeń na nawroty bądź mniejsze i krótsze wpadki, które nie oznaczają zaprzepaszczenia całej pracy, która została wykonana, ale chwilowa słabość, która spowodowała, że na chwilę wróciliśmy do starego dysfunkcyjnego, automatycznego schematu.
ReklamaOdbudowywanie motywacji nie polega na straszeniu konsekwencjami, tylko na łączeniu zmiany z tym, co dla pacjenta naprawdę ważne: relacjami, wartościami, obrazem siebie. Kiedy ktoś widzi, po co warto zmieniać nawyk, a nie tylko czego nie wolno, motywacja przestaje być zewnętrznym przymusem.
PZ: W debacie o nikotynie coraz głośniejszy jest agresywny głos przeciwko harm reduction, często zmieniający narrację z dnia na dzień. Co Pani zdaniem tracimy jako system, gdy w tej dyskusji dominują emocje i ideologia, a nie doświadczenie kliniczne?
D.K.: Tracimy przede wszystkim kontakt z realnym człowiekiem. W gabinecie nie pracuję z ideologią, tylko z osobą, która ma swoje potrzeby, ograniczenia, lęki i ambiwalencję. Gdy dyskusja publiczna staje się zero-jedynkowa – „albo abstynencja, albo porażka” – ogromna grupa ludzi wypada z systemu pomocy.
W terapii uczymy, że zmiana jest procesem, a nie skokiem w idealne rozwiązanie. Redukcja szkód bywa etapem, który dla wielu osób jest jedyną dostępną drogą do realnej poprawy jakości życia. Gdy to ignorujemy, wzmacniamy poczucie bezsilności i wstydu – czyli dokładnie te czynniki, które podtrzymują nawyki.
Reklama
PZ: Ustawy ograniczające e-papierosy i inne wyroby nikotynowe są coraz ostrzejsze, a jednocześnie skala uzależnienia nie maleje. Dlaczego – z perspektywy terapeuty – regulacje prawne same w sobie „nic nie dają”, jeśli nie towarzyszy im realne wsparcie pacjenta?
D.K.: Ponieważ prawo nie zmienia potrzeb ani nawyków. Może ograniczać dostępność, ale nie uczy nowych sposobów radzenia sobie z emocjami, stresem czy samotnością. Jeśli człowiek traci jedyną znaną mu strategię regulacji, a nie dostaje alternatywy, mózg znajdzie inną – często równie destrukcyjną.
ReklamaBez wsparcia psychologicznego regulacje prowadzą do ukrywania problemu, a nie do zmiany. Z perspektywy terapeuty kluczowe jest tworzenie kontekstu, w którym człowiek może odzyskać poczucie wyboru i sprawczości, a nie tylko podporządkować się zakazom.
PZ: W Polsce o nikotynie dyskutują politycy, media i eksperci, ale często nie ci, którzy na co dzień pracują z uzależnionymi. Co Pani – jako terapeutka – chciałaby powiedzieć decydentom o tym, jak naprawdę pomaga się ludziom rzucić palenie?
D.K.: Chciałabym powiedzieć jedno: ludzie nie zmieniają się dlatego, że ktoś im każe, tylko dlatego, że widzą sens zmiany w swoim życiu i wiedzą po co to robią. Skuteczna pomoc to nie walka z nałogiem, ale budowanie życia, w którym papieros przestaje być potrzebny.
ReklamaUzależnienie – także nikotynowe – bardzo często jest próbą poradzenia sobie ze światem. Przeciwieństwem uzależnienia nie jest sama abstynencja, tylko więź: z innymi ludźmi, z własnymi wartościami, z poczuciem sensu. Jeśli system chce realnie pomagać, musi inwestować nie tylko w zakazy, ale w relacje, dostęp do terapii i podejścia, które widzi w człowieku zasoby, a nie tylko problem.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze