Obecnie w Polsce brakuje 160 tys. pielęgniarek, a do 2039 roku liczba ta zwiększy się do 260 tys., z czego 199 tys. to pielęgniarki pracują z pacjentem. Współczynnik zastępowalności zawodowej, mimo wielu działań, dalej jest zły, a dużą część tej grupy zawodowej stanowią osoby, które mogłyby już przejść na emeryturę. Bo zawód ten, według raportu opracowanego przez Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych i ekspertów, nie jest atrakcyjny dla młodych.
- Brakuje nam w tym momencie niemal 160 tysięcy pielęgniarek w porównaniu do efektywnych systemów ochrony zdrowia, a w perspektywie następnych 15 lat wszystkie dane i analizy wskazują na to, że niedobór ten pogłębi się do 260 tysięcy osób - mówił podczas prezentacji raportu Krzysztof Zdobylak, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. transformacji i strategii rozwoju systemu ochrony zdrowia w Polsce.
Jak tłumaczył, sytuacja ta jest efektem m.in. zmian demograficznych.
- Nasze społeczeństwo przez ostatnich 15 lat zdecydowanie się zestarzało i starzeje się coraz bardziej. Trendy nie ulegną w najbliższej przyszłości po odwróceniu.
Reklama
Od 2010 roku liczba seniorów w Polsce wzrosła o 47%, a w tym czasie liczba pielęgniarek wg. prawa wykonywania zawodu (PWZ) zwiększyła się tylko o 12%.
- Dodatkowo biorąc pod uwagę te trendy technologiczne, demograficzne, rosnącej wielochorobowości, szacujemy, że zapotrzebowanie na pielęgniarki urośnie o kolejne 16% w przeliczeniu na populację - wskazywał Krzysztof Zdobylak.
Szczególnie problematyczne są braki pielęgniarek pracujących bezpośrednio z pacjentem. Spośród 319 tys. zarejestrowanych w Naczelnej Izbie Pielęgniarek i Położonych na koniec 2023 roku, 216 tys. pracowało bezpośrednio z pacjentem. Do 2039 roku deficyt pielęgniarek pracujących bezpośrednio z pacjentem wyniesie 199 tys.
- Jedyny powód, dla którego sytuacja kadrowa jest tylko zła, a nie jeszcze gorsza, to fakt, że pielęgniarki posiadające uprawnienia emerytalne cały czas pracują w systemie ochrony zdrowia - mówił ekspert NRL.
Dodawał, że udział pielęgniarek w wieku emerytalnym waha się od 15 do 25%, a tylko niektóre województwa zbliżają się do 40% zastępowalności tych roczników.
- Spośród pielęgniarek, które obecnie są aktywne i pracujące bezpośrednio z pacjentem, ponad połowa w następnych 15 latach nabędzie uprawnienia emerytalne. Czy podejmujemy wystarczające działania, żeby tą dużą grupę zastąpić i uzupełnić w tej perspektywie czasu? Niekoniecznie - podkreślał.
Reklama
Niska zastępowalność pielęgniarek, jak tłumaczył Krzysztof Zdobylak, wiąże się z niskim przyrostem pielęgniarek zaraz po studiach.
- Słyszymy nieustannie, że skala kształcenia pielęgniarek w Polsce w ostatnich latach wzrosła. Trzeba zauważyć, że jest to prawda, ale z haczykiem. To znaczy wśród osób młodych, które podejmują pierwszą decyzję o swojej ścieżce kariery, liczba absolwentów pielęgniarstwa praktycznie nie uległa zmianie.
Najwięcej nowych pielęgniarek, które wchodzą do systemu, jest pomiędzy 36 a 50 rokiem życia. W tej grupie wiekowej ich liczba zwiększyła się 3-krotnie w ciągu 5 lat. Jak jednak zaznacza ekspert NRL, osoby wchodzące na rynek pracy w takim wieku będą aktywne zawodowo nawet 2 razy krócej niż osoby świeżo po studiach, w wieku 20+.
Polska wciąż pozostaje poniżej średniej OECD pod względem liczby pielęgniarek na 1000 mieszkańców. Podczas gdy w Polsce wskaźnik ten wynosi zaledwie 5,4, to w krajach takich jak Niemcy czy Norwegia liczba pielęgniarek przypadających na 1000 mieszkańców jest znacznie wyższa – odpowiednio 12,1 oraz 17,7. Dla porównania, średnia dla państw należących do OECD wynosi 9,2. Te dane wskazują na znaczącą dysproporcję w dostępności kadry pielęgniarskiej między Polską a wieloma innymi państwami rozwiniętymi, co może mieć istotne konsekwencje dla jakości i dostępności opieki zdrowotnej.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze