W Ministerstwie Zdrowia od wczoraj trwa protest przedstawicieli NSZZ „Solidarność”. Mimo rozmów, wciąż nie ma porozumienia między związkowcami i stroną rządową. I tak już nie najsilniejsza pozycja ministra Radziwiłła w rządzie, z każdą godziną staje się jeszcze słabsza. Czy obecny kryzys to tylko pretekst do dymisji ministra zdrowia?
Od kilku tygodni Konstanty Radziwiłł jest wymieniany wśród ewentualnych kandydatów do dymisji. Nie ma w tym nic dziwnego. Fotel ministra zdrowia – niezależnie od tego kto go zajmował – był zawsze gorący. Tym razem jednak wiele wskazuje na to, że w licznych doniesieniach na temat rychłej dymisji ministra Radziwiłła, może być sporo prawdy.
Z nieoficjalnych wypowiedzi osób związanych z PiS wynika, że Radziwiłł już jakiś czas temu został poproszony o złożenie rezygnacji. Ministerstwo Zdrowia na razie nie komentuje tych doniesień. Prawdą jest jednak, że po niedawnym kryzysie w Ministerstwie Skarbu, teraz to resort zdrowia jest miejscem, które generuje najwięcej problemów dla rządu PiS.
Fakt, że to akurat związkowcy z Solidarności - która wyraźnie sprzyja PiS - rozpoczęli wczoraj okupację Ministerstwa Zdrowia, każe się zastanowić czy cała ta sytuacja jest na pewno wyłącznie wynikiem przypadku. Tym bardziej, że ze strony środowiska medycznego nie brakuje głosów, że cała wczorajsza „akcja” została przygotowana wcześniej, a posiedzenie Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia było tylko pretekstem. Mówią o tym w nieoficjalnych rozmowach osoby współpracujące z resortem zdrowia i świadkowie wczorajszych wydarzeń. Być może chodziło o bezpośredni powód, którego do tej pory brakowało premier Beacie Szydło i PiS, żeby uzasadnić dymisję Radziwiłła.
Zresztą już wcześniej minister Radziwiłł był upominany przez Beatę Szydło i Jarosława Kaczyńskiego, że tempo wprowadzania reformy zdrowotnej jest zbyt wolne. Do długiej listy problemów w zdrowiu dochodzi teraz planowana na sobotę wielka manifestacja wszystkich zawodów medycznych w Warszawie i trwająca od wczoraj akcja protestacyjna Solidarności w gmachu MZ. Wyraźnie widać, że kończy się kredyt zaufania, jakim środowisko medyczne obdarzyło Radziwiłła blisko rok temu, kiedy obejmował tekę ministra zdrowia. Wprawdzie za jego kadencji dialog faktycznie wrócił do resortu zdrowia, wciąż jednak nie widać konkretnych jego efektów.
Nieoficjalnie wiemy, że na wczorajszym posiedzeniu Zespołu minister K. Radziwiłł przyznał, że postulaty środowisk medycznych są słuszne. Inną sprawą jest natomiast pytanie czy rząd znajdzie na ich realizację pieniądze. Prawdopodobnie odpowiedź na to pytanie brzmi: nie. A to z kolei oznacza, że rządowi będzie zależało na tym, żeby „kupić” sobie trochę czasu. Najlepiej zrobić to dymisjonując ministra zdrowia i powołując na jego miejsce kolejnego, który przez kilka pierwszych miesięcy w resorcie będzie na nowo „zapoznawał się” z sytuacją w służbie zdrowia. Ucierpią pracownicy medyczni, których pensje i warunki pracy w większości pozostawiają wiele do życzenia. Ale przede wszystkim na kolejnej zmianie na Miodowej ucierpią sami pacjenci, którzy od lat czekają w kolejkach na „dobrą zmianę” w służbie zdrowia.
Zaplanowany na godz. 12. briefing wiceministra zdrowia Piotra Warczyńskiego, został w ostatniej chwili odwołany. Wiadomo już, że premier Beata Szydło spotka się z dziennikarzami po posiedzeniu Rady Ministrów o godz. 15. Scenariusze na najbliższą przyszłość Konstantego Radziwiłła mogą być trzy: albo premier Szydło wesprze swojego ministra, albo go odwoła, lub też Radziwiłł sam poda się do dymisji. Który z tych scenariuszy okaże się prawdziwy, przekonamy się prawdopodobnie jeszcze dziś po południu.
Aleksandra Smolińska
Foto: KPRM
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!