Reklama

Wzrasta liczba zachorowań na boreliozę. Kiedy testować się po ukąszeniu kleszcza?

Od początku stycznia do końca września br. wykryto w Polsce 19,3 tys. przypadków boreliozy. W ubiegłym roku o tej porze było to 11,6 tys. Czy ten wzrost oznacza, że kleszcze są dla nas coraz większym zagrożeniem?

Wzrasta liczba chorych na boreliozę, w porównaniu z ubiegłym rokiem jest niemal dwa razy więcej. Jednak czy to oznacza, że zagraża nam epidemia boreliozy?

- Liczba zakażeń odkleszczowych na całym świecie rośnie i to jest fakt. Sprzyjają temu zmiany klimatu i to, że kleszcze teraz są aktywne niemal cały rok. Mamy więcej zakażeń wśród kleszczy, bo rośnie liczba dzikich zwierząt, które są nosicielami tych drobnostrojów. – mówi dr n. med. Paweł Grzesiowski, specjalista w zakresie boreliozy.

- Z jednej strony jest przeszacowanie boreliozy na skutek nadużywania testów serologicznych i stosowania ich często u osób, które nie mają boreliozy. Mają jakieś objawy, np. zapalne, autoimmunologiczne itd. Drugi problem, to jest wzrost liczby ostrych borelioz, potwierdzonych rzetelnymi badaniami, czyli badaniami świeżej infekcji z objawami neuroboreliozy czy samej boreliozy - mówi ekspert.

Reklama

- Mamy problem nadrozpoznawalności boreliozy. Szczególnie, gdy przychodzi pacjent i mówi, że nie wie, czy ukąsił go kleszcz, ale ma czerwoną zmianę na skórze i źle się czuje. Robi się test, wychodzą jakieś przeciwciała i zaczyna się leczenie antybiotykiem. A to nie jest wcale rozpoznana borelioza – mówi dr Grzesiowski.

Kiedy testować się na boreliozę?

Wiele osób niemal od razu po ukłuciu przez kleszcza idzie zrobić test na boreliozę. Albo go wykonuje, mając objawy grypopodobne po kontakcie z kleszczem. Gdy wynik okazuje się negatywny, od razu się uspokajają, jednak problemem jest wynik niepewny lub pozytywny. Jak zatem diagnozować boreliozę tak, by być pewnym, że nie mylimy jej z inną chorobą?

Reklama

- Decydują objawy kliniczne i osoby, które mają objawy niespecyficzne, nie powinny być testowane w kierunku boreliozy jako przyczyny. Bo problem jest taki, że przychodzi pacjent, źle się czuje, na pytanie „co mu dolega” odpowiada, że czuje się zmęczony, ospały, bolą go mięśnie, kości i tak już jest od dłuższego czasu. Czasem dodaje, że ma jakieś problemy, np. z pamięcią, nastrojem. Zwykle pacjent z takimi niejasnymi objawami chodzi od lekarza do lekarza. W któryś momencie ktoś sugeruje, żeby zrobić test na boreliozę albo pacjent sam je robi. Wychodzi dodatni poziom przeciwciał IgG na boreliozę i od razu mamy myślenie, że przyczyną złego samopoczucia jest bakteria. Lekiem będzie zatem antybiotyk - mówi mówi dr Paweł Grzesiowski.

Kiedy test na boreliozę ma sens?

Dr Grzesiowski podkreśla, że problem tych chorych polega na tym, że nigdy nie powinni mieć robionego testu na boreliozę jako jedynego poszukiwania przyczyny swoich dolegliwości.

Reklama

- Gdyby im zrobić inne testy, to pewnie też by się okazało, że są dodatni, bo wielość tych pacjentów potem okazuje się być po prostu chorych na zespoły autoimmunologiczne czy przewlekłe stany zapalne, które dają fałszywie dodatnie wyniki tej badań – mówi dr Grzesiowski.

-  I to jest ta pułapka, w którą wpada pacjent i często sam lekarz. Na tym wyrósł „przemysł boreliozowy”, który wpycha potem ludzi w wieloletnią kurację – denerwuje się lekarz.

Jak się testować na boreliozę?

Rada Diagnostów wypowiedziała się w tej sprawie. Zgodnie z jej rekomendacjami mamy dwa zalegalizowane dopuszczone zestawy testów. To testy ELISA i Western Blot. Nie ma znaczenia producent, ważne, by test miał certyfikat jakości. Dr Grzesiowski wspomina jeszcze o innych możliwościach, o wątpliwej jednak skuteczności.

Reklama

- Są oprócz tego przynajmniej cztery testy, które są wykonywane w sposób nielegalny, dlatego, że nie przeszły walidacji, nie mają dopuszczenia do diagnostyki. To są testy stymulacji, testy z moczu. Niestety, u części pacjentów robione są testy PCR, czyli molekularna diagnostyka np. z krwi. I tu nierzadko widzimy fałszywie dodatnie wyniki, więc brak standaryzacji i walidacji testów oznacza, że one nie powinny być stosowane w rutynowej diagnostyce. Mogą być używane, jeżeli chodzi o badania naukowe, bo czasami się posługujemy takimi testami dla porównania. Natomiast absolutnie nie powinny być proponowane pacjentom w legalnych laboratoriach, a to się niestety dzieje – mówi dr Grzesiowski.

Podobnie zresztą stało się z badaniami kleszczy, które są testowane na obecność krętków boreliozy.

Reklama

- To badanie nie powinno być wykonywane po ukąszeniu – przestrzega lekarz. - Taki kleszcz może być zostawiony do badań naukowych, ale nie powinien być diagnostyką pacjenta. Kiedy pacjent przynosi kleszcza, który go ukąsił, to jest odwrócenie ról. My mamy leczyć człowieka, a nie kleszcza, prawda? I to, że kleszcz był zakażony, nie oznacza, że on zakazi nas, a niestety często takie wnioski są wysuwane – mówi dr Grzesiowski.

Diagnostyka boreliozy. Różnice między testami

Jak podkreśla specjalista, na początku diagnostyki zawsze powinien być wywiad i badanie przedmiotowe.

Reklama

- Jeżeli przychodzi osoba, która ma rumień, ma zapalenie stawów, porażenie nerwu twarzowego itd., to oczywiście jedną z przyczyn tych chorób jest zakażenie boreliozą. W związku z tym wykonujemy testy w jej kierunku, testy przesiewowe pierwszego rzędu, czyli ELISA i ewentualnie testy potwierdzenia, czyli Western Blot. Tam mamy dwie klasy przeciwciał: klasę IgM i to są tzw. świeże, młode przeciwciała. One świadczą o tym, że kontakt z kleszczem musiał być niedawny, powiedzmy, do pół roku wstecz – mówi dr Grzesiowski.

- Druga klasa to są testy IgG, które mówią o tym, że co najmniej pół roku temu ukąsił nas kleszcz, ponieważ nasz układ odporności zareagował już wytworzeniem dojrzałych przeciwciał. I teraz my robimy testy, Western Blot, głównie, jeśli wychodzi nam ELISA dodatnia w IgM. Dlaczego? Bo te testy są przesiewowe, czyli jakby z natury rzeczy ich czułość jest niższa. Mogą wykryć coś, co nie jest boreliozą. Test dodatni nie oznacza boreliozy, dlatego musimy wykonać test potwierdzenia, tak jak robimy to chociażby w HCV czy HIV. Test przesiewowy ma wyłapać dużo ludzi, z których część nie ma choroby i dlatego robimy Western Blot.

Reklama

Po jakim czasie ukąszenia warto przyjść na testy na boreliozę?

Jeśli nie ma żadnych objawów, to po co robić testy? Nie leczymy testów, ale chorobę – to zdanie powtarzają lekarze, zajmujący się boreliozą. Zalecają, by przyjąć zasadę, że jeśli doszło do ukąszenia, ale nie ma żadnych objawów, czyli m.in. rumienia, nie ma powodu, by oznaczać przeciwciała. Jak mówią, one nie świadczą o chorobie, ale o tym, że był kontakt z kleszczem.

- Czy ktoś sobie robi wymaz z gardła, jak się spotka z chorym na anginę? – pyta retorycznie dr Grzesiowski. - No nie. Nie ma choroby, to nie ma sensu robić testów.

Reklama

Wykonanie przeciwciał, które miałoby świadczyć o tym, że był kontakt z kleszczem zakażonym, może nastąpić nie wcześniej, niż po czterech-sześciu tygodniach, bo tyle się tworzą przeciwciała w klasie IgM. W związku z tym robienie testu zaraz po ukąszeniu czy dwa tygodnie po ukąszeniu, nie ma sensu. Wynik, który zobaczymy, nie dotyczy tego ukąszenia, tylko być może jakiegoś wcześniejszego. Dynamika powstawania przeciwciał jest taka, że jak radzi dr Grzesiowski, najwcześniej to badanie ma sens po miesiącu.

- Jednak wtedy już możemy powiedzieć, że ten ktoś nie ma boreliozy, bo jeżeli przez miesiąc nie ma żadnych objawów tej choroby, to ona już się nie rozwinie. Borelioza nie rozwinie się po dłuższym czasie, nie będzie uśpiona. Borelioza ma dwa etapy. Pierwszy - ostry, gdzie to wynika z namnażania bakterii w organizmie i wtedy mamy ten charakterystyczny rumień, zapalenie stawów, porażenie nerwu twarzowego, zapalenie opon mózgowych, zapalenie serca, to są objawy ostre. Następują one w ciągu pierwszego tygodnia-dwóch od ukąszenia. Czasem nawet do miesiąca, ale objawy są. Potem choroba się rozwija i trzeba ją leczyć.

Reklama

Jak się leczy boreliozę?

Leczenie boreliozy odbywa się antybiotykami.

- Kiedy rozpoznaję boreliozę, muszę ją leczyć - antybiotykiem. Jeśli to nie borelioza, mam obowiązek diagnozować dalej, żeby dowiedzieć się, co to jest, a nie dawać antybiotyk na wszelki wypadek. Jeśli nadrozpoznam boreliozę, czyli zobaczę ją tam, gdzie jej nie ma, podam antybiotyk, to właściwa choroba będzie się nadal rozwijać ze szkodą dla pacjenta – mówi dr Grzesiowski.

Jest masa nieporozumień, które narosły przez lata dezinformacji na temat boreliozy. Borelioza jest chorobą całkowicie uleczalną, jeśli damy antybiotyk w odpowiednim okresie tej choroby, czyli kiedy mamy świeże zakażenie. Bakterie zostaną zauważone, leczenia zostanie podjęte. Pacjent jest wyleczalny praktycznie w 100%. Podaje się antybiotyk przez dwa-trzy tygodnie.

Reklama

Natomiast jeśli to jest pacjent, który zostanie przeoczony i nie będzie widoczny ten rumień, pacjent go nie zauważy albo nie trafił w odpowiednim momencie do lekarza i nie dostanie antybiotyków, to zaczyna się proces, o którym się mówi często nieprawidłowo przewlekła borelioza. Ale to jest sytuacja, gdzie organizm produkuje często przeciwciała, a ten krętek ma zdolność przebywania dłuższego w organizmie wewnątrzkomórkowo, czyli inaczej mówiąc, w naszych białych krwinkach ten krętek boreliozy jest w stanie przez dłuższy czas żyć. Już wtedy wywołuje różnego rodzaju zespoły chorobowe, zapalenia naczyń, później to zapalenie stawów. Ale to już nie jest choroba stricte boreliozowa, ale de facto immunologiczna, jest to przewlekłe zapalenie.

Jak się nakłuje ten staw, który jest czerwony i obrzęknięty, to nie ma w tym płynie bakterii. W nim jest rozbujany stan zapalnym przez białka boreliozowe, które tam dotarły wraz z naszymi białymi krwinkami. Ale nie ma tam żywych bakterii. W związku z tym leczenie tej choroby nie polega na włączeniu antybiotyków, tylko leków przeciwzapalnych, dla immunosupresji itd.

Taki stan nie zawsze jest wyleczalny, bo ważnych jest tu wiele czynników. Jak mówi dr Grzesiowski jest to sytuacja „pół na pół”.

- Jeżeli to przyjmie powstać choroby autoimmunologicznej, czyli np. zapalenia stawu polegającego na tym, że komórki w naszej maziówce widzą maziówkę jako obcą i przeciwko niej zaczynają produkować przeciwciała - są jakby uczulone na nią, to tego się już nie wyleczy. Na razie metod leczenia chorób autoimmunologicznych nie mamy, można tylko je zaleczyć.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości