Reklama

Marian Zembala – życie i kariera kardiochirurga, którego historia inspiruje i porusza

Jest jak u Hitchcocka: zaczyna się od sceny śmierci, a potem napięcie nie słabnie. Biografię Mariana Zembali – szkolnego prymusa, później słynnego kardiochirurga i wieloletniego szefa Śląskiego Centrum Chorób Serca – napisali Dariusz Kortko i Judyta Watoła.

Zaczynał jako współpracownik Zbigniewa Religi, kilka lat później stanął na czele stworzonej przez niego kliniki. Do sławy, jaką Zabrze zdobyło dzięki pierwszemu w Polsce udanemu przeszczepowi serca, dodał kolejne sukcesy. Wiele z nich było efektem jego pracowitości i uporu, ale nie byłyby możliwe bez talentu, umiejętności i poświęcenia kierowanego przez niego zespołu – od kardiochirurgów z profesorskimi tytułami po instrumentariuszki i salowe. Pracowali równie ciężko i znosili wybuchy wściekłości szefa. Biografia Zembali to także opowieść o ambicjach, zazdrości, intrygach i wysokiej cenie sukcesu.

Historia Zembali mogłaby być przestrogą: czasami warto odpuścić, pospacerować, spotkać się z przyjaciółmi, a nawet zaszaleć, bo druga okazja się nie nadarzy. Książka aż roi się od anegdot pokazujących, że tej wiedzy nie posiadł.

Reklama

Potrafił być czarujący, choć z relacji autorów wynika, że czasem była to starannie przygotowana poza. Przed wyjazdami na konferencje czy spotkaniami dokładnie zapoznawał się z programem i dowiadywał, z kim będzie rozmawiać.

Umiał przemawiać. Czasem zabajerował tak, że ludzie wymiękali. Pojechał kiedyś na pogrzeb kolegi, którego właściwie nie znał, a wygłosił taką mowę, że wszyscy oniemieli. Ja też się wzruszyłem – wspomina jeden ze znajomych Zembali.

Wieczny prymus

Miał zadatki już w przedszkolu – gdy inne dzieci leżakowały, on wolał uczyć się haftowania. W dorosłym życiu nabyte umiejętności okazały się przydatne, podobnie jak gra na akordeonie, którą potem uwodził pracowników szpitala.

Reklama

W liceum udzielał korepetycji z chemii, biologii, matematyki i polskiego, a przy tym chodził na zbiórki harcerskie. „Grzeczny, nadzwyczaj poważny jak na swój wiek” – wspominała jedna z nauczycielek.

Po maturze poszedł na medycynę. Egzamin wstępny na Akademię we Wrocławiu zdał z największą liczbą punktów. Przez studia przechodził jak burza, spędzając wtorkowe wieczory i noce w Klinice Chirurgii Naczyniowej. To tam poznał Hannę, swoją miłość na całe życie. Zanim pobrali się w 1974 roku, zakradał się do jej akademikowego pokoju, wdrapując się po balkonach. Miłość nie przeszkodziła mu ukończyć studiów w tym samym roku – z wyróżnieniem.

Reklama

W nagrodę mógł wybrać miejsce pracy i trafił do kliniki Wiktora Brossa, legendy polskiej chirurgii. Po kilku latach zrobił doktorat, a Wrocław okazał się dla niego zbyt ograniczający. Marzył o emigracji do RPA, by pracować u Christiaana Barnarda, ale los skierował go na konferencję w Polanicy-Zdroju, gdzie spotkał Zbigniewa Religę.

Religa ściągnął Zembalę do Zabrza, a wcześniej ten odbył staż w Belgii, w Klinice Kardiochirurgii Katolickiego Uniwersytetu w Leuven, a później w Uniwersyteckim Szpitalu im. Królowej Wilhelminy w Utrechcie. Dzięki zdobytym kontaktom 427 polskich dzieci z wrodzonymi wadami serca mogło skorzystać z leczenia w Holandii.

Reklama

Po powrocie do Polski we Wrocławiu nie znalazł miejsca dla siebie, więc przyjął propozycję Religi w Zabrzu. Początkowo nie miał nawet gdzie mieszkać, rodziny prawie nie widywał, a codzienne dojazdy wynosiły 200 km w jedną stronę.

Zembala jako szef

Był apodyktyczny i oddany szpitalowi. Wtrącał się nawet w sprawy, które do niego nie należały. Na planie filmu „Bogowie” dyrygował aktorami, poprawiał scenariusz i instrukcje dla statystów. W rozmowie z Michałem Głowackim, który grał jego samego, podkreślał:

Człowiek w białym fartuchu staje się władczy, ale pacjent jest sam na sam ze swoją chorobą i cierpieniem. Dobrego lekarza poznaje się po tym, ile czasu poświęca najtrudniejszym chorym. Jeśli od nich ucieka, jest próżny i zawodowo słaby.

Reklama

Był wymagający wobec innych, ale i wobec siebie. Feudalizm w polskich klinikach wciąż istniał, ale coraz więcej lekarzy nie godziło się na wybuchy szefa. Zembali zdarzały się jeszcze gorsze sytuacje – niektórzy odchodzili z żalem, że interes własnego syna stawiał wyżej od kompetencji zespołu.

Ostatnie lata

W 2018 roku Zembala doznał udaru podczas podróży do Francji – cudem nie utonął, gdy wpadł do wanny. Trzy ostatnie lata spędził na wózku, ale wciąż pracował. Ostatni dokument podpisał 18 marca 2022 r., kilka godzin przed śmiercią. Media podały, że ciało znaleziono w basenie, co wywołało spekulacje o samobójstwie. Bliscy i prokuratura nie udostępnili akt, ale żona profesora wspominała w wywiadzie, że w feralny piątek powiedział:

Reklama

Straciłem syna, straciłem swój szpital. Życie nie ma już dla mnie sensu.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło: PAP/sko Aktualizacja: 19/10/2025 09:30
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości