Medycyna nuklearna pozwala na wczesne wykrycie chorób i ocenę funkcjonowania narządów, co bezpośrednio wpływa na skuteczność leczenia. W wielu przypadkach umożliwia uniknięcie nieskutecznych lub zbędnych terapii. Procedury te są często niezastąpione – nie mają alternatywy w innych metodach diagnostycznych.
– Możemy leczyć pacjentów na najwcześniejszych etapach choroby, a więc skuteczniej – podkreśla dr Andrzej Kołodziejczyk, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej. – Co więcej, dzięki medycynie nuklearnej mamy możliwość sprawdzenia, czy zastosowane leczenie przynosi oczekiwany efekt. Jeśli nie, to mamy szansę na szybką zmianę terapii. To ogromna wartość – nie tylko dla pacjenta, ale też dla systemu opieki zdrowotnej. Diagnostyka funkcjonalna pozwala dostrzec procesy chorobowe na długo przed pojawieniem się zmian w klasycznych badaniach obrazowych.
W Polsce dostęp do procedur medycyny nuklearnej jest ograniczony przez limity wynikające z kontraktów z NFZ. Tylko pacjenci onkologiczni z kartą DiLO mogą liczyć na pełną dostępność – ale nawet oni tylko na pierwszym etapie leczenia. To wyklucza wielu pacjentów, m.in. kardiologicznych, neurologicznych czy pediatrycznych, z dostępu do kluczowych badań na dalszych etapach terapii.
Ograniczenia prowadzą do kolejek i opóźnień w diagnostyce, co może wpływać na pogorszenie rokowań. Brak badań nuklearnych zmusza lekarzy do podejmowania decyzji terapeutycznych bez pełnej wiedzy. To ryzyko dla pacjenta i dla systemu.
Procedury radioizotopowe są ściśle regulowane – nie wykonuje się ich „na zapas”. Kwalifikacje do badań są oparte na aktualnych wskazaniach i przepisach prawa atomowego. W praktyce nie ma ryzyka ich nadużywania. Limity nie wynikają z medycznych przesłanek, a z przestarzałych regulacji – nieaktualizowanych od 2011 roku.
– W medycynie nuklearnej nie ma badań wykonywanych niepotrzebnie i limity na procedury radioizotopowe nie mają uzasadnienia merytorycznego – zaznacza dr Kołodziejczyk. – Kwalifikacja do badań jest zawsze oparta na precyzyjnych wskazaniach medycznych i regulacjach prawnych, w tym prawie atomowym. To już samo w sobie jest naturalnym ograniczeniem, które chroni przed nadużyciami. W ciągu ponad 30 lat mojej pracy nie spotkałem się z sytuacją, w której ktoś wykonałby takie badanie bez zasadnego powodu. To procedury, które służą konkretnym decyzjom klinicznym i ich wartość jest niepodważalna.
Badanie PET pozwala precyzyjnie określić skuteczność terapii np. w chłoniakach czy raku płuca. Bez niego leczenie może być nietrafione. Podobnie w neurologii – jedno badanie DaTSCAN może zapobiec kosztownemu i nieskutecznemu leczeniu błędnie rozpoznanej choroby Parkinsona.
Wczesna i precyzyjna diagnostyka skraca czas leczenia, zmniejsza jego koszty i poprawia rokowanie. Procedury medycyny nuklearnej są relatywnie tanie w porównaniu do kosztów nieskutecznej terapii. Zniesienie limitów to inwestycja, nie wydatek.
4 kwietnia 2025 roku środowisko medycyny nuklearnej wraz z Konsultantem Krajowym złożyło do Ministerstwa Zdrowia wniosek o zniesienie limitów. Argumenty? Brak ryzyka nadużyć, zgodność z aktualną wiedzą medyczną, potencjalne oszczędności i poprawa jakości leczenia. Przykład rezonansu magnetycznego pokazuje, że zniesienie limitów nie prowadzi do nadmiernego wzrostu liczby badań – za to poprawia dostępność i efektywność terapii.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze