Liczba dzieci i młodzieży z zaburzeniami rytmu serca w Polsce rośnie, a głównym powodem jest poprawa diagnostyki. Niestety, jak zauważa kardiolog dziecięca, prof. Katarzyna Bieganowska, lepsza diagnostyka nie idzie w parze z poprawą warunków opieki zdrowotnej nad młodymi pacjentami.
Zaburzenia rytmu serca u dzieci i młodzieży stają się coraz bardziej powszechne, zarówno w Polsce, jak i na świecie. W Polsce brakuje jednak dokładnych rejestrów, które pozwoliłyby na precyzyjne oszacowanie liczby takich przypadków. Według danych europejskich, rocznie diagnozuje się około pięciu tysięcy nowych pacjentów z arytmią wśród dzieci i młodzieży. Te dane są jednak szacunkowe, jak mówi prof. Katarzyna Bieganowska z Instytutu „Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka” w Warszawie.
- Wiemy, że dzieci i młodzieży z zaburzeniami rytmu serca jest coraz więcej – zarówno w Polsce, jak i na świecie. W Polsce, niestety, nie mamy dobrych rejestrów, które pozwoliłyby rzetelnie epidemiologicznie oszacować tę grupę, ale możemy opierać się na danych europejskich, z których wynika, że rocznie wśród dzieci i młodzieży, rozpoznaje się około pięciu tysięcy nowych pacjentów z arytmią – powiedziała prof. Katarzyna Bieganowska, kierownik Pracowni Elektrofizjologii Klinicznej w Instytucie „Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka” w Warszawie.
Reklama
Przyczyny arytmii u dzieci nie zawsze są jasne. Zaburzenia rytmu mogą występować nawet u dzieci z zdrowym sercem, ale często towarzyszą one innym schorzeniom, takim jak wrodzone wady serca czy choroby genetyczne.
Leczenie takich pacjentów bywa trudne, ponieważ problemem są nie tylko zaburzenia rytmu, ale i inne wady serca. Arytmie mogą wystąpić również w przypadku zapalenia mięśnia sercowego, infekcji, guzów serca, a nawet chorób spoza układu krążenia, jak choroby nerwowo-mięśniowe. Zwiększona liczba diagnozowanych przypadków, wynika z lepszej wykrywalności arytmii oraz postępów w leczeniu dzieci z wadami serca.
- Dziś już w okresie życia płodowego, dzieci mają zdecydowanie częściej niż przed laty wykonywane badania ultrasonograficzne i echokardiograficzne, w czasie których stwierdza się niemiarowy rytm serca płodu. Niektóre płody wymagają leczenia już w tym okresie – leki antyarytmiczne podaje się matce – zaznaczyła prof. Katarzyna Bieganowska.
Dodała, że coraz lepszy jest także dostęp do metod diagnostycznych, a zaburzenia rytmu niejednokrotnie są wykrywane w czasie wizyty dziecka u lekarzy rodzinnych.
- W populacji pediatrycznej dużą grupę stanowią dzieci, u których stwierdza się pojedyncze pobudzenia dodatkowe, częściej nadkomorowe niż komorowe, które nie powodują istotnych objawów, a rozpoznawane są w czasie wizyty przed szczepieniem, badania bilansowego czy przed kwalifikacją do uprawiania sportu – powiedziała prof. Katarzyna Bieganowska.
Prof. Katarzyna Bieganowska zwróciła uwagę, że w Polsce jest bardzo mało lekarzy specjalizujących się w diagnostyce i leczeniu zaburzeń rytmu serca u dzieci. Jest ich tylko kilkanaście, a jeszcze mniej osób wykonuje zabiegi, takie jak ablacje. W związku z tym, specjalistka podkreśliła, że konieczne jest zwiększenie liczby lekarzy zajmujących się tym problemem.
- Trzeba położyć większy nacisk na szkolenie młodych osób, które chciałyby poświęcić się tej dziedzinie kardiologii dziecięcej. (...) Możliwość zaoferowania elektrofizjologom pediatrycznym stypendiów, pozwoliłaby na wielomiesięczne szkolenie w najlepszych światowych ośrodkach – przekonywała prof. Katarzyna Bieganowska.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze