Dla niewtajemniczonych to wciąż obraz jak z kabaretu: dorosły mężczyzna uważający, że umiera bo ma 37 stopni gorączki albo kobieta, która wymyśla sobie choroby, żeby zwrócić na siebie uwagę. Czy ten obraz jest prawdziwy? Oczywiście, że nie – mówi Justyna Soroka, psycholog. Poprzez rozwój i szeroki dostęp do internetu zjawisko wyraźnie się nasila i przybiera nową formę. To właśnie cyberchondria.
W literaturze przedmiotu spotkamy definicję mówiącą, że cyberchondria jest specyficzną odmianą hipochondrii. Chodzi o ciągły, uporczywego lęk o własne zdrowie, regularne szukanie w sieci informacji dotyczących kolejnych objawów chorobowych, tendencję do autodiagnozy i intensyfikację zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych – wyjaśnia Justyna Soroka.
Osoba dotknięta cyberchondrią zdecydowanie przecenia wartość internetowych źródeł reprezentując często przy tym brak zaufania do lekarzy i ochrony zdrowia. Komponentem cyberchondrii jest niepewność właściwej diagnozy rozumiana jako wątpliwości dotyczące stanu własnego zdrowia, które pacjenta właściwie nigdy nie opuszczają – dodaje. Badania wykazały, że osoby nadmiernie korzystające z internetu w celu autodiagnozy nie zarzucają tej aktywności pomimo odczuwania lęku czy spotęgowania stresu związanego z wyszukaniem kolejnych opcji chorobowych w sieci. W cyberchondrii lęk zdrowotny nie opiera się na koncepcji jednej choroby, ale jest inspirowany tym, co pacjent aktualnie znajdzie w sieci – wyjaśnia specjalistka.
Oczywiście źródłem problemów mogą być przeżycia z przeszłości dotyczącego chorego albo jego bliskich, gdy doszło do sytuacji, w której np. zgłaszane lekarzowi objawy zostały zignorowane albo doszło do powikłań czy komplikacji w procesie leczenia, ale wcale nie musi się tak dziać. Szeroko rozpowszechniane w sieci teorie spiskowe, alternatywne terapie, treści zatytułowane np. „czego lekarz ci nie powie” potęgują poczucie, że mogliśmy zostać przez specjalistę wprowadzeni w błąd, że może on chce tylko na nas zarobić, a nie nas wyleczyć.
To błędne koło wzmacniające poczucie uogólnionej nieufności – przypomina Justyna Soroka.
Na pewno potrzebujemy szeroko rozumianej edukacji w zakresie tego, że w sieci oprócz informacji rzetelnych i opartych na dowodach naukowych, mamy również mnóstwo bzdur, powielanych tysiące razy głupot np. dotyczących rzekomej szkodliwości badań profilaktycznych.
Ostatnio spotkałam się z sytuacją, że pacjentka spytała mnie, czy na jej miejscu poszłabym na mammografię. Odpowiedziałam bez wahania, że tak. Tymczasem okazało się, że ta pani wyczytała w sieci, że podobno dawka promieniowania w czasie tego badania jest strasznie szkodliwa. To oczywiście kłamstwo, ale myśl o tym, ile kobiet mogło w to uwierzyć po prostu mnie przeraża. Tymczasem wystarczy zajrzeć do powszechnie dostępnych danych naukowych czy podręczników, zapytać lekarza, aby przekonać się, że mammografia jest bardzo potrzebna – mówi Justyna Soroka.
Reklama
[news994357]
Poradzenie sobie z cyberchondrią wymaga oczywiście pracy terapeutycznej. Ciągła niepewność, lęk o własne zdrowie oraz odczuwanie silnej potrzeby weryfikacji kolejnych objawów w sieci mocno obniżają komfort życia i są destrukcyjne dla relacji międzyludzkich. Może to wynikać z tego, że pacjent nie znajduje poza internetem wsparcia i otuchy w swoich problemach albo izoluje się od świata zewnętrznego na rzecz wirtualnej rzeczywistości, w której upatruje rozwiązania swoich kłopotów.
Za każdym razem warto ustalić, jakie czynniki stoją za cyberchondrią, jakie pełni ona funkcje i jakie następstwa spowodowała. To może pomóc w redukowaniu czasu spędzanego online na poszukiwaniach informacji o zdrowiu i chorobach, odbudowaniu poczucia bezpieczeństwa, wzmocnienia zaufania np. do konkretnego lekarza, którego wytyczne będą dla pacjenta wiążące – podsumowuje specjalistka.
Autorka: Anna Ginał
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze