Nie ma zainteresowanych specjalizowaniem się w chirurgii ogólnej i ginekologii. Młodzi ludzie wolą dziś lżejsze specjalizacje. Częściej wybierają też te, w których jest mniejsze ryzyko popełnienia błędu medycznego.
Chirurgia ogólna, ginekologia, interna - to jedne z podstawowych dziedzin medycyny, jednak chętnych, by się w nich realizować brakuje. Miejsca rezydenckie jakie oferuje adeptom medycyny minister zdrowia, pozostają nieobsadzone.
Dla przykładu, podczas jesiennej sesji naborów na rezydentury Ministerstwo Zdrowia przyznało łącznie dla całego kraju 4195 miejsc, z tego 223 na chirurgii ogólnej i 228 na położnictwie i ginekologii. W ramach pierwszej specjalizacji zgłosiły się 124 osoby, w ramach drugiej - 180.
Wiosną 2022 r. minister zdrowia przyznał łącznie 2 tys. miejsc rezydenckich, z tego 45 na położnictwie i ginekologii oraz 97 na chirurgii ogólnej. Na te pierwszą zgłosiło się w całym kraju 19 osób, a drugą 31. Z tego, podczas wiosennego ostatniego naboru np. na Śląsku, w regionie posiadającym obok Mazowsza największą liczbę placówek medycznych, zaledwie 4 przyszłych chirurgów ogólnych rozpoczęło kształcenie.
Naczelna Izba Lekarska, niezależnie od tego, kto stoi na jej czele, bije na alarm, że mamy zapaść w podstawowych dziedzinach medycyny. Najbardziej brak specjalistów odczuwalny jest w powiatach, w regionach, gdzie podstawowe dziedziny medycyny stanowią trzon działania szpitala powiatowego znajdującego się w podstawowym systemie zabezpieczenia szpitalnego. Gdy odchodzi 2-3 chirurgów, trzeba zamknąć oddział albo „podkupić” specjalistów sąsiedniej placówce medycznej. Taki targ obserwowalny był ostatnio pomiędzy szpitalem w Rybniku a jednostką w Wodzisławiu Śląskim.
Pisaliśmy o tym tutaj:
-To jest trend ogólnoświatowy. Młodzi ludzie mając dziś wybór, wolą iść w
kierunku lżejszych specjalizacji np. radiologii czy dermatologii. Praca jest mniej
stresująca i pozbawiona często konieczności brania nocnych dyżurów. Umożliwia
też wykonywanie jej w lecznictwie otwartym a nie w szpitalach, w których warunki
pracy stają się coraz trudniejsze wobec szalejącej inflacji- wskazuje prof. Krzysztof
Czajkowski, konsultant krajowy w dziedzinie ginekologii i położnictwa.ReklamaPodkreśla jednocześnie, że medycyna staje się coraz bardziej sfeminizowana i 70 proc.
studentów medycyny stanowią młode kobiety- Te mniej chętnie decydują się
wybierać obciążające specjalizacje, które dużo trudniej jest pogodzić z życiem
rodzinnym - dodaje prof. Czajkowski.
Inną kwestią zniechęcającą adeptów medycyny do podejmowania kształcenia na .
Chirurgia ogólna czy ginekologia, to dziedziny w których dochodzi do największej
ilości skarg i pomówień o błędy medyczne i praca jest bardziej obciążająca
-Gdyby minister zdrowia zdecydował się wprowadzić system no-fault, polegający
na przyznawaniu rekompensat pacjentom bez szukania winnych wśród lekarzy, być
może i więcej absolwentów medycyny chciałoby się kształcić na chirurgów
ogólnych czy ginekologów- zauważa prof. Czajkowski.
Inną kwestią zniechęcającą adeptów medycyny do podejmowania kształcenia na specjalizacjach uznanych za deficytowe jest, zdaniem lekarzy, nieprzyjemny dla nich klimat prawny. Chirurgia ogólna czy ginekologia, to dziedziny w których dochodzi do największej ilości błędów medycznych i praca jest bardziej obciążająca.
- Gdyby minister zdrowia zdecydował się wprowadzić system no fault, polegający na przyznawaniu rekompensat pacjentom bez szukania winnych wśród lekarzy, być może więcej absolwentów medycyny chciałoby się kształcić na chirurgów ogólnych czy ginekologów - zauważa prof. Czajkowski.
Tymczasem spraw w sądach, czy to karnych czy cywilnych, przeciwko medykom przybywa.
- Trend w tym zakresie jest rosnący. W społeczeństwie upowszechnia się nieprawidłowe przekonanie, że każde powikłanie powinno skutkować podjęciem działań prawnych przeciwko osobom wykonującym zawód medyczny. Konsekwencje tego podejścia już widać, gdyż przybywa kancelarii reprezentujących pacjentów. Z tego też powodu liczba chętnych do bycia ginekologami czy chirurgami jest zatrważająco niska - wskazuje Oskar Luty, adwokat o specjalista ds. prawa medycznego z kancelarii Fairfield.
Reklama
Adama Niedzielski, minister zdrowia obiecywał wprowadzić ustawę o jakości w ochronie zdrowia i bezpieczeństwie pacjenta przewidującej system no fault. Prace nad projektem jednak spowolniły.
Tymczasem chirurgów ogólnych też zaczyna brakować, bo ich średnia długość życia jest niższa niż pozostałych medyków. Umierają w wieku ok. 60 lat. To ciekawe, że świat się tak zmienia. Chirurgia bowiem stanowiła dawniej siłę napędową rozwoju medycyny. Sama historia medycyny opisywana przez Jurgena Thorwalda w „Stuleciu chirurgów” zaczęła się od niej. A dziś zamiera.
Polecamy także:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze