Jeszcze dekadę temu mówiono o nich „eksperyment”. Dziś terapie CAR-T stają się osią medycyny personalizowanej w nowotworach krwi. Nowy raport „Terapie CAR-T w Polsce: doświadczenia, dostępność, kierunki rozwoju” przygotowany przez Modern Healthcare Institute z udziałem czołowych hematologów, pokazuje zarówno olbrzymi potencjał, jak i twarde ograniczenia systemowe. Na konferencji prasowej eksperci mówili o bezpieczeństwie, rosnącej sieci ośrodków i pilnej potrzebie zapewnienia CAR-T chorym na szpiczaka mnogiego.
CAR-T przestało być terapią rezerwowaną na koniec ścieżki leczenia. W Unii Europejskiej zarejestrowano już sześć produktów wykorzystywanych w hematoonkologii, a badania przesuwają granice: wcześniejsze linie, nowe wskazania, generacje allogeniczne i podawane in vivo. To realny przełom, który może przedefiniować standardy w chłoniakach i białaczkach, a w kolejce czeka szpiczak mnogi. Jak sprawić, by przełomowe terapie były jednocześnie bezpieczne i szeroko dostępne? Na to pytanie starali się odpowiedzieć eksperci podczas spotkania prasowego.
Teraźniejszość bezpieczeństwa wygląda inaczej niż kilka lat temu. Ośrodki dysponują jasnymi algorytmami postępowania i profilaktyką infekcji: od antybiotyków, przez leki przeciwwirusowe, po immunoglobuliny, a pacjenci są ściśle monitorowani, szczególnie w pierwszych tygodniach po podaniu. Kolejne generacje produktów klinicznych mają wyższy profil bezpieczeństwa, co toruje drogę do opieki w trybie pół-ambulatoryjnym.
W polskich ośrodkach hematologicznych wprowadzono już wytyczne dotyczące monitorowania pacjentów po terapii CAR-T. (…) Wraz z pojawieniem się procedur zabezpieczających bezpieczeństwo chorego, rosnącym doświadczeniem zespołów leczących CAR-T oraz wprowadzaniem nowych produktów mających lepszy profil bezpieczeństwa, terapie CAR-T będą coraz częściej podawane w warunkach pół-ambulatoryjnych lub ambulatoryjnych” – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Krzysztof Giannopoulos, Zakład Hematoonkologii Doświadczalnej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, prezes Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów.
Reklama
Polska postawiła na model certyfikacji, procedurę CAR-T mogą realizować wyłącznie przygotowane placówki z wyszkolonymi zespołami. To filtr jakości, który ma chronić pacjentów, choć wymaga lepszej komunikacji z mniejszymi podmiotami, by usprawnić przepływ chorych do centrów referencyjnych. Obecnie terapie komórkowe prowadzi 13 ośrodków dla dorosłych i 2 pediatryczne. Twórcy raportu podkreślają, że dostępność rośnie, ale nie eliminuje to białych plam na mapie i opóźnień na etapie kierowania do konsyliów.
Najmocniej wybrzmiała potrzeba rozszerzenia refundacji i spójnych wytycznych krajowych. Dziś decyzje zależą w praktyce od inicjatywy firm, zamiast podpinać się pod długofalową strategię zdrowia publicznego. Chłoniak grudkowy wciąż nie ma pełnego dostępu, mimo rekomendacji EHA/EMN wskazujących wyższość CAR-T nad innymi metodami. Największą luką pozostaje szpiczak mnogi, choroba o złym rokowaniu, gdzie oczekiwanie na decyzje refundacyjne jest najdotkliwsze.
Cieszymy się z efektów terapeutycznych, które obserwujemy u pacjentów leczonych CAR-T, dlatego tak bardzo zależy nam na tym, aby grupa chorych, którzy będą mieli szansę na to leczenie była jak najszersza. W tym momencie szczególną grupą są chorzy na szpiczaka plazmocytowego, którzy do tej pory nie mają dostępu do CAR-T. Natomiast dla wielu z nich jest to jedyna realna szansa na przełamanie oporności na leczenie i uzyskanie trwałej remisji” – mówi prof. Krzysztof Giannopoulos.
„Ostatnia szansa” – tak pacjenci nazywają CAR-T, gdy zawiodły dotychczasowe metody. Dla jednych to powrót do pracy i planów rodzinnych, dla innych po prostu kolejny poranek bez gorączki i lęku.
CAR-T to terapia ‘ostatniej szansy’ (…) Dzisiaj cieszą się nowym życiem i pomagają innym pacjentom, będąc dla nich wsparciem i drogowskazem. Marzę o tym, abyśmy niedługo mogli o niej mówić, jako standardzie leczenia a nie terapii ostatniej szansy – podkreśla Katarzyna Lisowska, liderka Stowarzyszenia Hematoonkologiczni, nawiązując do realnych historii wsparcia i rekonwalescencji w polskich ośrodkach.
Eksperci akcentowali, że potrzebne są jednocześnie decyzje strategiczne i naukowa wyobraźnia. Konsultant krajowy w dziedzinie hematologii, prof. Ewa Lech-Marańda, zwracała uwagę na systemowe „wąskie gardła” i znaczenie terapii akademickich, które mogą przyspieszyć wytwarzanie i obniżyć koszty przy zachowaniu jakości.
Z kolei prof. Lidia Gil, kierownik Katedry i Kliniki Hematologii i Transplantacji Szpiku Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, wskazała kierunek działań państwa:
Aby w pełni wykorzystać potencjał terapii CAR-T i zapewnić pacjentom dostęp do najnowocześniejszych metod leczenia, konieczne jest podejście systemowe. Kluczowe jest stworzenie narodowego planu rozwoju terapii komórkowych, zwiększenie finansowania ośrodków, rozwój sieci akademickiej oraz systematyczna edukacja personelu medycznego. Równocześnie nie możemy zapominać o roli badań i współpracy międzynarodowej, tylko połączenie innowacyjnych badań naukowych, wymiany doświadczeń klinicznych i spójnych działań w kraju pozwoli stworzyć rzeczywiście nowoczesny, bezpieczny i dostępny system leczenia.
Reklama
Dyskusja zeszła też na twarde liczby. W obiegu publicznym funkcjonuje „milion+” za jednorazowe podanie, ale to głównie cena nominalna. W praktyce efektywny koszt bywa niższy dzięki mechanizmom dzielenia ryzyka i monitorowaniu efektów klinicznych. Jak podkreślał Dominik Dziurda, prezes HTA Formis, w Polsce CAR-T przechodzą ocenę właśnie w takim reżimie:
To, co widzimy w dokumentach, to cena katalogowa. Realnie system płaci mniej, mechanizmy dzielenia ryzyka i rozliczanie za efekt obniżają koszt efektywny. A opłacalność liczymy w QALY: co do zasady terapie CAR-T mieszczą się w paradygmacie efektywności przy polskim progu rzędu około dwustu-kilkudziesięciu tysięcy złotych za QALY.
Reklama
Ten paradygmat jest istotny zwłaszcza na tle długotrwałych, kosztownych terapii przewlekłych: jednorazowy koszt CAR-T rozkłada się na lata zyskanego życia w jakości i często wypada konkurencyjnie w analizach efektywności kosztowej.
Wnioski z dyskusji pomiędzy ekspertami były dwutorowe. Po pierwsze, dla płatnika i negocjatorów refundacyjnych: liczy się koszt efektywny i wynik zdrowotny (QALY), a nie sama cena katalogowa. Po drugie, dla organizacji świadczeń: schemat finansowania musi uwzględniać rzeczywiste koszty ośrodków (OIOM, infrastruktura, szkolenia), bo bez tego wąskie gardła organizacyjne będą dławić technologię, która z perspektywy zdrowia publicznego jest opłacalna.
Eksperci nie tylko porządkują stan wiedzy, lecz także pokazują praktyczne wnioski: CAR-T w Polsce już teraz zwiększa szanse na remisję w nowotworach hematologicznych, ale bez spójnych wytycznych, rozszerzeń refundacji, rejestru i wzmocnienia sieci ośrodków trudno będzie skorzystać z pełni potencjału.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze