W internecie wciąż krąży wiele mitów na temat raka i jego leczenia — od rzekomego „rozsiewania” guza podczas biopsji po teorie o cudownych właściwościach sody oczyszczonej. Lekarz specjalista onkologii klinicznej Kamil Karpowicz, twórca portalu „Onkolog Bez Granic”, codziennie mierzy się z tymi fałszywymi przekonaniami w gabinecie i w mediach społecznościowych. W rozmowie z nami punkt po punkcie obala najpopularniejsze mity, pokazując, co naprawdę mówią badania naukowe.
Dezinformacja w onkologii to nie tylko problem pacjentów, którzy szukają wsparcia w sieci — to także realne zagrożenie dla ich zdrowia, gdy fałszywe informacje odwodzą ich od skutecznego leczenia.
Dr Kamil Karpowicz, specjalista onkologii klinicznej i autor popularnego kanału „Onkolog Bez Granic” na YouTube, od lat edukuje pacjentów i obala mity, które potrafią zyskać ogromny zasięg w internecie. W tym wywiadzie wyjaśnia m.in., dlaczego biopsja nie rozsiewa raka, cukier nie jest „paliwem” do wyłącznego żywienia guza, a soda oczyszczona nie wyleczy nowotworu.
Czy wykonanie biopsji rzeczywiście może „rozsiewać” komórki nowotworowe i pogarszać rokowanie pacjenta?
ONKOLOG BEZ GRANIC: Mówiąc prosto i odpowiadając krótko – nie. Ale to trzeba rozwinąć. Powstało bardzo dużo mitów i teorii na ten temat. One, uwaga, biorą się nawet z pewnych badań naukowych. Nawet teraz, na swoim kanale na YouTube, opublikowałem film o biopsji. Tam omawiam takie sztandarowe badanie, na które powołują się wszyscy, którzy atakują wykonywanie biopsji.
Rzeczywiście, w warunkach laboratoryjnych, u myszy zaobserwowano, że po wykonaniu biopsji, po kilku tygodniach wokół guza tworzy się stan zapalny. To jest tak naprawdę reakcja organizmu na uszkodzenie, które nastąpiło – na ukłucie igłą gruboigłową, pobranie fragmentu tkanek. Wokół powstaje stan zapalny, a związki, które organizm wtedy produkuje, w teorii mogą powodować, że komórki dzielą się szybciej i tworzą się drobne naczynia krwionośne, co sprzyja wzrostowi guza.
ReklamaAle to samo badanie, które omawiam, przeanalizowało też, czy ma to jakikolwiek wpływ – na przykład u pacjentek z rakiem piersi – na przeżycie, na ryzyko rozsiewu nowotworu, na pogorszenie sytuacji pacjenta. Otóż nie. W analizach statystycznych nie udało się potwierdzić, że wykonanie biopsji negatywnie wpływa na przeżycie pacjenta.
To, co zaobserwowano, to fakt, że jeśli operacja jest opóźniana o ponad dwa miesiące od wykonania biopsji, to wtedy to zjawisko może mieć pewne znaczenie w miejscowym rozwoju guza. Ale pamiętajmy, że pozostawiony na dwa miesiące guz – niezależnie od tego, czy był wcześniej ukłuty, czy nie – i tak będzie się rozwijał. Na tej podstawie absolutnie nie można więc wysnuwać wniosków, że biopsja „rozsiewa” nowotwór lub pogarsza rokowanie pacjenta.
ReklamaDodam jeszcze – a później mogę to uzupełnić o konkretne dane liczbowe – że każda lokalizacja guza była pod tym kątem badana: guzy wątroby, prostaty, regionu głowy i szyi, piersi oczywiście. Sprawdzano, czy wykonanie biopsji może pogorszyć wyniki leczenia. Otóż nie.
Okazywało się, że to zjawisko, o którym wspomniałem – teoretyczne zjawisko tzw. track seeding, czyli pozostawienia komórek nowotworowych w torze igły biopsyjnej – występuje na poziomie promila. Statystycznie może to dotyczyć jednej na tysiąc osób. A poza tym wiemy już, że nawet jeśli wystąpi, nie wpływa to w żaden sposób na rokowanie pacjenta ani na przebieg choroby. Takie mamy dane.
Reklama
W internecie często można znaleźć teorie, że rak to w rzeczywistości zakażenie pasożytnicze lub grzybicze – co medycyna mówi na temat takich twierdzeń?
ONKOLOG BEZ GRANIC: To można tak naprawdę krótko skomentować – to nie jest niczym uzasadnione. Wiemy o tym, że nowotwory powstają i dzielą się dalej z powodu nagromadzenia mutacji genetycznych, a nie działania patologicznych grzybów.
Zarówno obecność pasożyta, jak i grzybów w organizmie – rozumiem, że ktoś, kto mówi takie rzeczy, ma na myśli choroby grzybicze – to rzeczywiście infekcja. Temu również towarzyszy naciek zapalny. To nie jest nic dziwnego, podobnie jak w przypadku reakcji organizmu przeciwko namnażającym się komórkom nowotworowym, bo nasz organizm próbuje je zlikwidować. W ten sposób z nimi walczy.
Reklama
Czy całkowita eliminacja cukru z diety może zatrzymać rozwój nowotworu albo go cofnąć, jak twierdzą niektóre alternatywne terapie?
ONKOLOG BEZ GRANIC: Odpowiedź krótka brzmi: nie. Ale trzeba ją rozwinąć. To jest prawda znana od dawna, od stu lat, a może nawet dłużej, że komórki nowotworowe w swoim metabolizmie głównie wykorzystują glukozę. To jest tzw. efekt Warburga – znana sprawa.
Teoretycznie, gdybyśmy zabrali im dostęp do glukozy, komórki nowotworowe powinny obumierać, bo nie lubią metabolizować i pracować w taki sposób jak nasze zdrowe komórki. I to oczywiście się nie sprawdziło, bo nasz organizm ma swój własny mechanizm utrzymywania poziomu glukozy na odpowiednim poziomie. Nie da się go sprowadzić do zera – gdyby poziom glukozy wynosił zero, organizm by umarł. Wcześniej straciłby przytomność, ponieważ mózg również głównie odżywia się glukozą.
ReklamaDlatego całkowite odcięcie dopływu glukozy – zarówno naszym zdrowym komórkom, jak i komórkom nowotworowym – jest niemożliwe. Zmniejszanie podaży cukrów prostych, zdrowa dieta, krótko mówiąc, to samo w sobie jest prozdrowotne dla każdego. Taka interwencja ma znaczenie w profilaktyce pierwotnej, kiedy chcemy po prostu zdrowo się odżywiać.
Ale odnosząc się do mitu, czy można głodówką „zlikwidować” nowotwór – niestety, prędzej zagłodzimy pacjenta niż sam nowotwór. Guz jest na tyle sprytny, że znajdzie inne szlaki metaboliczne, by przeżyć, a nasz organizm zostanie zagłodzony, wyczerpany i pozbawiony rezerw energetycznych.
Reklama
Na ile poważne i udokumentowane są obawy dotyczące wpływu technologii 5G na ryzyko zachorowania na nowotwory?
ONKOLOG BEZ GRANIC: Ta technologia, a ogólnie ta teoria, w żaden sposób nie jest mocno udokumentowana. To jest hasło, które często można gdzieś znaleźć, ale nie mamy porządnych dowodów na to, że jest absolutnie i całkowicie bezpieczna. Równie dobrze jednak nie mają ich także osoby, które formułują takie zarzuty.
Mówię, że nie mamy na to dowodów, bo albo okaże się coś nowego za jakiś czas, albo – zgodnie z tym, co wiemy obecnie – te technologie są absolutnie neutralne dla człowieka. Tak że na dziś pozostaje to w fazie publicznego fake newsa.
Reklama
Czy chemioterapia rzeczywiście skraca życie pacjenta, jak twierdzą niektóre krążące po sieci wpisy, czy wręcz przeciwnie – wydłuża je?
ONKOLOG BEZ GRANIC: Każdy schemat chemioterapii jest w jakiś sposób przebadany – wiemy, o ile przedłuża on życie w sytuacji pacjentów, gdy mamy do czynienia z chorobą zaawansowaną, niemożliwą do wyleczenia. Dla każdego schematu chemioterapii możemy podać, w miesiącach czy latach, o ile statystycznie przedłużył życie pacjentom, którzy byli poddawani takiemu leczeniu.
ReklamaOdpowiedni schemat zastosowany w odpowiednim typie nowotworu przedłuża życie u pacjentów z przerzutami, a u tych, którzy są leczeni radykalnie – zapobiega nawrotom, czyli de facto leczy, doprowadzając do tego, że choroba nie wraca.
Owszem, kiedy ktoś pisze takie rzeczy, ma czasem na myśli skrajne przypadki powikłań śmiertelnych, bo takie też się zdarzają. Chemioterapia to nie jest podawanie wody z cukrem ani wlewów z witamin – to są poważne leki, które mają znany, dobrze przebadany wpływ na nasz organizm, ale niestety mogą wywoływać poważne powikłania, których nie zawsze jesteśmy w stanie odwrócić. I nie będę kłamał – zdarza się, choć sporadycznie, że ktoś umrze z powodu powikłań chemioterapii.
ReklamaKiedy ktoś coś takiego przeżył, widział albo nie zrozumiał, jaki był cel leczenia danego pacjenta, wtedy takie opinie pojawiają się w internecie.
Czy są jakiekolwiek dane potwierdzające, że szczepienia – szczególnie przeciwko HPV – mogą zwiększać ryzyko nowotworów?
ONKOLOG BEZ GRANIC: Tu jest podobnie jak w przypadku innych mitów – osoby, które tak twierdzą, nie mają żadnych dowodów na poparcie swoich słów. One chciałyby, żebyśmy to my udowodnili, że te szczepienia nie wywołują raka. Zarzut ten pochodzi z określonych środowisk.
Osoby, które twierdzą, że szczepienie na HPV może powodować raka, powołują się na filmik dostępny na CDA, w którym występują kobiety twierdzące, że szczepienie to miało negatywny wpływ na ich życie i zdrowie. To jest znany, prawdopodobnie duński film, który później wielokrotnie wyjaśniano – pokazując, w jaki sposób dokonano pewnych manipulacji. Posłużono się metodami medialnymi, aby w określony sposób przedstawić niektóre sytuacje. Część osób, które w nim wystąpiły, wycofywała się później z wypowiedzianych słów po publikacji filmu.
To, co wiemy dzisiaj, to fakt, że szczepienia przeciwko HPV chronią i zmniejszają ryzyko nie tylko raka szyjki macicy, ale także wszystkich nowotworów HPV-zależnych, takich jak rak gardła czy rak odbytnicy.
I nie chodzi tylko o szczepienia przeciwko wirusowi HPV – mamy też przykład wirusowego zapalenia wątroby typu B. Myślę, że każdy z nas był szczepiony przeciwko WZW B, szczepionka została włączona do kalendarza szczepień. To rzeczywiście redukuje ryzyko rozwoju raka wątroby na bazie marskości wątroby, która jest skutkiem infekcji tym wirusem.
To zawsze jest taki łańcuch zdarzeń, który przerywamy już na samym początku – szczepieniem przeciwko HPV albo przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby.
Skąd może brać się przekonanie, że onkologia to „wielki biznes” i że lekarzom nie zależy na całkowitym wyleczeniu pacjenta?
ONKOLOG BEZ GRANIC: To jest podobne do jeszcze jednego hasła – że onkolodzy muszą stosować chemioterapię, bo są opłacani przez koncerny. To jest taka wspólna teoria. Odpowiem krótko: nie, to nie jest prawda.
Choćbym nawet bardzo chciał wyjeżdżać na wakacje opłacane przez koncerny, to niestety – płacę sobie za swój urlop sam. Pracujemy tak, jak kardiolodzy, ginekolodzy czy lekarze rodzinni. Opłacany jestem za godzinę wykonanej pracy. To, czy w tym czasie zlecam chemioterapię, wykonuję echo serca (gdybym był kardiologiem) czy badam pacjentów z grypą (gdybym był lekarzem rodzinnym) – nie ma znaczenia. Każdy dostaje tę samą stawkę godzinową, zgodną z tym, w jakiej pracuje.
Nie ma żadnych dodatkowych wypłat za zlecenie chemioterapii. Nikt mnie nie opłaca – ani, z tego co wiem, moich kolegów po fachu.
Dlaczego środki takie jak soda oczyszczona czy kurkuma, mimo popularności w internecie, nie są traktowane jako realna forma terapii przeciwnowotworowej?
ONKOLOG BEZ GRANIC: To sformułowanie „rozpuścić” – chciałbym zobaczyć, w jaki sposób. Kiedy ktoś zadaje mi takie pytanie, wyobrażam sobie, że trzeba by tego guza jakoś namoczyć w sodzie albo „ostrzyknąć” sodą. Jeżeli guz jest w jelitach, to teoretycznie można by się tam dostać w pewien sposób. Ale w przypadku wątroby – jak rozpuścić raka wątroby sodą oczyszczoną? Tego oczywiście nie wiem.
Tu prawdopodobnie chodzi o teorię dotyczącą sody w kontekście tzw. diety zasadowej. Według niej utrzymywanie zasadowego pH w naszym organizmie miałoby działać przeciwnowotworowo. Problem w tym, że osoby powtarzające te twierdzenia nie znają fizjologii człowieka. Nasza krew utrzymuje pH w przedziale od 7,35 do 7,45 – jest lekko zasadowe, ale to są bardzo sztywne, określone granice. Każde odchylenie poniżej normy to poważny stan zagrożenia życia.
Cała ewolucja i nasz organizm wykształciły mechanizmy, które zapobiegają wahaniom pH. Są bufory, są mechanizmy regulacyjne – nerki, płuca, mechanizm oddychania – które dbają o to, by pH wróciło do właściwego zakresu. Nawet gdybyśmy dodali do organizmu substancję podnoszącą pH, to organizm zredukuje je do normy. Nie ma możliwości, by utrzymać pH krwi na poziomie 8 – bo wtedy organizm umiera.
A jeśli chodzi o kurkumę, to rozumiem, że chodzi tu o teorię dotyczącą przeciwutleniaczy i produktów przeciwzapalnych. Rzeczywiście, w laboratorium – na komórkach nowotworowych lub modelach zwierzęcych – wykazano, że kurkuma może redukować stężenie substancji prozapalnych, które organizm produkuje w stanie zapalnym. W ten sposób mówimy, że działa przeciwzapalnie.
Jednak nikt jeszcze kurkumą nowotworu nie wyleczył ani nie udowodnił w dużych badaniach klinicznych, że wyłącznie spożywanie kurkuminy doustnie zlikwiduje nowotwór. Mechanizm działania przeciwutleniaczy dotyczy nie tylko kurkumy – obejmuje także tzw. superfoods, czyli żywność dostarczającą dużych ilości substancji korzystnych dla organizmu.
Jeżeli mówimy o naturalnej, zdrowej żywności – to jak najbardziej w porządku. Ale guza w ten sposób w żaden sposób nie „rozpuścimy”. Możemy co najwyżej złagodzić ewentualne działania niepożądane terapii, ale nowotworu tym nie zlikwidujemy.
Czy istnieje jakiekolwiek ryzyko, że usunięcie guza podczas operacji przyspieszy rozwój przerzutów?
ONKOLOG BEZ GRANIC: Nie, jeżeli jest wykonana w sposób właściwy przez doświadczonego chirurga, który wie, jak usuwać guzy nowotworowe – tak, aby usunąć je w całości z marginesem zdrowych tkanek. Tylko taka operacja daje realne zabezpieczenie, że nic nie powinno nawracać w przyszłości. A jeżeli zdarzy się, że coś pozostanie w organizmie, wtedy stosuje się inne metody leczenia onkologicznego – radioterapię lub chemioterapię.
Nie jest tak, że komórki „budzą się” pod wpływem skalpela chirurga. To jest myśl, która nie ma żadnych podstaw naukowych.
W sieci wciąż krąży mit, że leczenie kanałowe może wywoływać raka – skąd wzięła się ta teoria i czy istnieją jakiekolwiek dowody naukowe, które by ją potwierdzały?
ONKOLOG BEZ GRANIC: Są dowody, które wykluczają taką teorię, bo było to badane. Czy leczenie kanałowe rzeczywiście zwiększa ryzyko nowotworów? Też nie wiem dokładnie, o jakie nowotwory chodzi – czy o nowotwory w obrębie jamy ustnej? Jeśli tak, to nie.
To również zostało przebadane. Ale mogę powiedzieć jasno: absolutnie nie ma żadnego ryzyka nowotworowego związanego z leczeniem kanałowym.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze