Agresja wobec pielęgniarek i położnych to codzienność polskiej ochrony zdrowia. Ponad 78 proc. z nich doświadczyło przemocy w miejscu pracy, a niemal 98 proc. było jej świadkiem – wynika z najnowszego badania Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. Mimo skali problemu, system wciąż nie oferuje skutecznych mechanizmów ochrony personelu medycznego.
Z najnowszego badania przeprowadzonego przez Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych wynika, że przemoc w miejscu pracy to codzienność dla personelu medycznego. Aż 78 proc. pielęgniarek i położnych doświadczyło agresji, a 97,9 proc. było jej świadkiem. Zjawisko to nie jest incydentalne – niemal 70 proc. badanych podkreśla, że agresja w ich miejscu pracy powtarza się regularnie.
– To bardzo niepokojące. Dane wskazują, że przemoc wobec pielęgniarek i położnych jest powszechna, a brakuje jakichkolwiek systemowych rozwiązań, które mogłyby temu przeciwdziałać – mówi Krystyna Ptok, przewodnicząca OZZPiP.
Reklama
Najczęściej pielęgniarki i położne spotykają się z agresją słowną (91 proc.), psychiczną (50 proc.) oraz fizyczną (47 proc.). Choć głównym źródłem agresji są pacjenci (68 proc.) i ich rodziny (38 proc.), badanie ujawnia również niepokojący trend – ponad połowa personelu medycznego doświadcza przemocy ze strony współpracowników lub przełożonych.
– Mówi się dużo o agresji pacjentów, ale ponad połowa pielęgniarek i położnych spotyka się z nią także wśród współpracowników. To pokazuje, jak ogromna jest presja w naszym środowisku. Stres, przemęczenie i przeciążenie pracą przenosimy na siebie nawzajem. Mobbing to problem, o którym nadal boimy się mówić otwarcie – podkreśla Krystyna Ptok.
Reklama
Przemoc w miejscu pracy ma ogromny wpływ na kondycję psychiczną i fizyczną pielęgniarek oraz położnych. Blisko połowa badanych odczuwa długotrwały stres, 40 proc. odczuwa lęk przed kolejnymi agresywnymi sytuacjami, a 31 proc. traci motywację do pracy. Dodatkowo, 17 proc. ankietowanych musiało skorzystać ze zwolnienia lekarskiego z powodu skutków agresji, a niemal połowa zmieniła miejsce zatrudnienia lub rozważa taką decyzję.
Mimo powszechności tego problemu, system ochrony zdrowia nie oferuje skutecznych mechanizmów przeciwdziałania agresji. W jednej czwartej placówek nie ma żadnych procedur na wypadek ataków na pielęgniarki, a w wielu przypadkach istniejące regulacje są martwe.
– Są placówki, które posiadają formalne procedury, ale nikt o nich nie informuje pracowników. Służą jedynie do okazania podczas kontroli – mówi Dorota Ronek, wiceprzewodnicząca OZZPiP i pomysłodawczyni badania.
Brak wsparcia dla ofiar przemocy jest kolejnym problemem. 60 proc. pielęgniarek i położnych nie otrzymało żadnej pomocy, a jedynie 2,5 proc. skorzystało z pomocy psychologa.
– Potrzebujemy rozwiązań systemowych – wypracowanych wzorców współpracy ze służbami, jednolitych procedur w każdej placówce, środków ochrony dostosowanych do potrzeb personelu medycznego, a także edukacji i szkoleń już na etapie kształcenia – podkreśla Ronek. W wielu krajach europejskich takie rozwiązania już funkcjonują. Tymczasem my nadal wyważamy otwarte drzwi, zamiast skorzystać z najlepszych praktyk - dodaje.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze