Kilka dni temu w mediach ukazała się informacja na temat błędu do jakiego doszło w jednej z jarocińskich aptek. Pomyłka dotyczyła wydania dziesięciokrotnie zawyżonej dawki morfiny przez technika farmaceutycznego rodzinie pacjentki chorej na nowotwór. Zgodnie przepisami tego typu lek wydać może tylko magister farmacji.
Odkąd sprawa ujrzała światło dzienne w środowisku trwa natomiast ożywiona dyskusja na temat wspominanego błędu. Głos w tej sprawie zabierają zarówno farmaceuci jak i technicy farmaceutyczni.
Publikujemy stanowisko Związku Zawodowego Techników Farmaceutycznych RP, jednej z organizacji, która szeroko skomentowała sprawę.
"W związku z nagonką jaka rozpętała się w związku nieszczęśliwym zdarzeniem, do którego doszło w aptece ogólnodostępnej w Jarocinie pragniemy stanowczo zaprotestować przeciw wykorzystywaniu tego zdarzenia - głównie przez środowiska związane z Izbą Aptekarską - do prowadzenia negatywnej kampanii przeciw technikom farmaceutycznym. Niestety pomyłki, czasami nawet bardzo tragiczne zdarzają się. Sytuacja taka może mieć miejsce w każdej dziedzinie życia” - tłumaczy Aneta Klimczak, wiceprezes ZZTF.
Błąd techniczny, nie merytoryczny?
„Może przydarzyć się pilotowi samolotu czy mechanikowi, który naprawia hamulce w naszym samochodzie. Może przydarzyć się lekarzowi. Może również dojść do niej w aptece, w której wykupuje się leki z recepty którą tenże lekarz wypisał. Taka właśnie sytuacja miała miejsce we wspomnianej we wstępie aptece. Doszło do błędu, w którym została wydana zbyt duża ilość lub dawka leku. Mniej istotne jest, który z tych parametrów został pomylony ważne jest, że była to pomyłka techniczna; pomyłka wynikająca czy to z chwili roztargnienia czy z nieuwagi. Ważne jest jeszcze raz to podkreślam, iż była to pomyłka techniczna, związana z błędem przy wydawaniu sprzedawanego leku, a nie pomyłka merytoryczna wynikająca z braku wiedzy fachowej. Do tego rodzaju zdarzeń niestety dochodzi w aptekach, zdarzają się one zarówno technikom jak i magistrom. Niestety wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i chwile słabości wpisane są w naszą jaźń. Jeszcze raz należy podkreślić, że eliminacja tego typu zdarzeń w żaden sposób nie ma związku poziomem wykształcenia zawodowego, niestety żadna najlepsza nawet szkoła nie uczy nieomylności […]. Tymczasem rozpoczęła się wielka nagonka, w której próbuje się obciążyć odpowiedzialnością za to zdarzenie cale środowisko techników farmaceutycznych. Tak naprawdę nie ma znaczenia dla zaistniałego zdarzenia czy farmaceuta był czy nie było go w pracy. Również on wydając ten lek mógłby popełnić taki sam błąd bo podkreślmy jeszcze raz - jest to błąd techniczny - pisze wiceprzewodnicząca ZZTF RP.
„Faktem jest, że technicy nie mają uprawnień do wydawania leków narkotycznych, jednak te ograniczenia wynikają z zupełnie innej przyczyny. Leki narkotyczne podlegają z wiadomych względów specjalnej ewidencji dlatego wydawać je mogą tylko osoby mające prawo wykonywania zawodu, dla których prowadzony jest określony rejestr, niestety prawo wykonywania zawodu jaki i stosowny rejestr techników nie funkcjonuje już od początku lat dziewięćdziesiątych. Jak widać złamanie prawa w tym zakresie nie miało wpływu na samo zdarzenie. Trzeba jeszcze wyjaśnić sprawę tzw. retaksacji. W prawidłowo działającej aptece po zakończeniu dnia pracy recepty powinny być sprawdzone najlepiej przez inną osobę. W omawianym przypadku albo do takiego sprawdzenia nie doszło, albo jeżeli była to ta sama osoba, która dokonała sprzedaży mogła po prostu zduplikować swój błąd (jest to bardzo częste zjawisko). Dlatego na przykład w przemyśle lotniczym istnieje obowiązek sprawdzenia pracy przez inną osobę. W aptece nie ma obowiązku zatrudniania kilku osób, dlatego trudno uznać, że to iż technik sam (bo nie było innej osoby) sprawdził wydane przez siebie leki za samoistną przyczynę zdarzenia - w przeciwnym wypadku trzeba by zamknąć wszystkie placówki jednoosobowe. Pamiętajmy też, że przepis dotyczący obecności farmaceuty na zmianie obowiązuje zaledwie od trzech lat. Wcześniej w aptece wymagana była tylko obecność kierownika w godzinach swej pracy. Błędy związane z wydawaniem zdążają się zarówno technikom jak i farmaceutom. Jednak te dotyczące farmaceutów zamiatane są pod dywan natomiast takie jak ten eksponowane do granic możliwości.
W świetle powyższego rozważania oczywistym jest, że wypowiedzi i publikacje wielu osób są próbą wykorzystania nieszczęśliwego zdarzenia do wytworzenia swego rodzaju nagonki na techników farmaceutycznych. Cała sprawa wpisuje się w trwający od pewnego czasu trend spychania techników farmaceutycznych do roli zawodu pomocniczego. Odcinania ich kształcenia Wielką winą czynników władczych jest to, że technicy farmaceutyczni nie mogą podnosić kwalifikacji jak na przykład pielęgniarki. Kończyły one przecież te same szkoły policealne co technicy farmaceutyczni, jednak ich możliwości rozwoju zawodowego są zupełnie inne.
Dlatego pragniemy stanowczo zaprotestować oraz zaapelować o właściwą ocenę sytuacji” - zaapelowała organizacja zrzeszająca techników farmaceutycznych.
Trzeba należycie wyjaśnić przyczyny zdarzenia
Kilka dni wcześniej do sprawy odniosła się także NIA zwracając uwagę, by zdarzenie wyjaśnić w następujących kwestiach:
- W jaki sposób doszło do sytuacji, w której technik farmaceutyczny wydał lek zawierający morfinę, mimo że nie miał do tego uprawnień? Dlaczego posługiwał się przy tym loginem i hasłem należącym do farmaceuty?
- Kto podjął decyzję o otwarciu apteki tego dnia, mimo braku fachowego personelu (urlop farmaceutki)?
- Kto udzielił urlopu kierowniczce tej apteki? Dlaczego na ten czas nie zapewnił zastępstwa innego farmaceuty posiadającego odpowiednie uprawnienia kierownicze?
Anna Grela
Źródło: ZZTF RP/NIA
Zobacz również:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!