Badania tzw. onkopierwiastków robią w Polsce zawrotną karierę. Choć są promowane jako sposób oceny ryzyka nowotworów, onkolodzy mówią wprost: nie mają one medycznego uzasadnienia. Polskie towarzystwa onkologiczne wydały oficjalne ostrzeżenie, apelując o ostrożność i powrót do diagnostyki opartej na dowodach naukowych.
Badanie „onkopierwiastków” polega na oznaczeniu we krwi stężenia m.in. selenu, arsenu, cynku, kadmu, ołowiu i miedzi. Jak czytamy w "GW" jego popularyzatorem w Polsce jest prof. Jan Lubiński, genetyk ze Szczecina, który od lat bada zależności między poziomem pierwiastków w organizmie a ryzykiem zachorowania na raka.
Według profesora optymalizacja stężeń wybranych pierwiastków mogłaby znacząco zmniejszyć liczbę nowotworów. Badania te zaczęły być oferowane przez laboratoria diagnostyczne jako gotowe pakiety – często pod nazwą „onkopakiet” – w cenie od 250 do 350 zł.
Popularność badań gwałtownie wzrosła dzięki ich promocji w mediach społecznościowych i podcastach. Szczególnie często poleca je dr Tadeusz Oleszczuk, ginekolog znany z książek i wystąpień skierowanych do kobiet. Zaleca on badanie onkopierwiastków niemal każdej pacjentce – także zdrowej oraz przed hormonalną terapią menopauzalną.
Problem w tym, że – jak podkreślają onkolodzy – badania onkopierwiastków nie znajdują się w żadnych wytycznych polskich ani międzynarodowych towarzystw medycznych. Ani ginekologicznych, ani onkologicznych.
Lekarze przyznają, że coraz częściej muszą tłumaczyć pacjentkom, iż wyniki tych badań: nie określają ryzyka zachorowania na raka, nie służą do monitorowania leczenia, nie pozwalają ocenić rokowania ani ryzyka nawrotu choroby.
– Pacjentki stresują się wynikami, nie wiedzą, jak „obniżyć arsen” czy „podnieść selen”, a to nie ma przełożenia na realne decyzje kliniczne – mówią lekarze. Wielu z nich przyznaje anonimowo, że boi się publicznie krytykować modę na onkopierwiastki z obawy przed internetowym hejtem.
Reklama
W odpowiedzi na narastające zamieszanie Polskie Towarzystwo Onkologiczne oraz Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej wydały wspólne stanowisko. Onkolodzy jednoznacznie stwierdzili, że:
brak jest wiarygodnych danych naukowych uzasadniających wykonywanie badań onkopierwiastków u osób zdrowych i chorych,
dostępne publikacje to głównie pojedyncze badania obserwacyjne, często na małych grupach i bez grup kontrolnych,
nie istnieją standardy metod ani jednoznaczne normy referencyjne,
wyniki fałszywie dodatnie mogą prowadzić do lęku i niepotrzebnej diagnostyki,
wyniki fałszywie ujemne mogą dawać złudne poczucie bezpieczeństwa.
Onkolodzy podkreślili także, że żadne uznane towarzystwo naukowe na świecie nie rekomenduje badań onkopierwiastków jako narzędzia diagnostycznego lub prognostycznego w onkologii.
Choć w stanowisku nie wymieniono nazwisk, nie jest tajemnicą, kto w Polsce promuje badania onkopierwiastków. Jak podaje "GW" zapytany o komentarz dr Tadeusz Oleszczuk odesłał do prof. Jana Lubińskiego.
Sam prof. Lubiński w odpowiedzi na apel onkologów przyznał, że badania onkopierwiastków nie powinny być stosowane do monitorowania leczenia nowotworów, ale jednocześnie broni ich wartości prognostycznej. Powołuje się na badania swojego zespołu, wskazujące na korelacje między „optymalnymi” poziomami pierwiastków a przeżyciem pacjentów onkologicznych.
Onkolodzy pozostają jednak nieugięci: korelacja nie oznacza przyczynowości, a praktyka kliniczna musi opierać się na wytycznych i dowodach najwyższej jakości.
Eksperci apelują, by pacjenci: zachowali ostrożność wobec modnych badań bez potwierdzenia naukowego, konsultowali wszelkie dodatkowe testy z lekarzem prowadzącym, nie podejmowali decyzji zdrowotnych na podstawie wyników, które nie mają jasno określonego znaczenia klinicznego.
Diagnostyka i leczenie nowotworów – jak podkreślają onkolodzy – powinny opierać się wyłącznie na metodach o udowodnionej skuteczności, a nie na trendach napędzanych popularnością w mediach społecznościowych.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze