W placówkach medycznych cały czas brakuje skutecznego systemu do raportowania o błędach medycznych i zakażeniach. Zaś pacjenci zakażają się tam nie tylko COVID-19, ale popularną w placówkach medycznych bakterią clostridium difficile. Za późno zdiagnozowana, prowadzi do śmierci.
Nie tylko zakażenia koronawirusem dominują obecnie w szpitalu. Choć zdarza się np. na oddziałach internistycznych, że obok pacjenta wolnego do COVID-19 zostanie położony ten z koronawirusem, przed wynikiem testu, to w placówkach medycznych można się zarazić szeregiem innych bakterii i wirusów.
Takim częstym źródłem zakażeń jest bakteria clostridium difficile. W jednym z materiałów opracowanych kilka lat temu przez Polskie Stowarzyszenie Pielęgniarek Epidemiologicznych wskazano, że jest ona bakterią powodującą ogromną ilość zakażeń szpitalnych. Zakażenie clostridium difficile jest groźne i często prowadzi do śmierci. Jest to bakteria, która normalnie występuje u 3 proc. dorosłych i aż u 66 proc. dzieci. Narażone na zakażenie bakterią są osoby osłabione, ze zmniejszoną odpornością.
Z racji tego, że wzrasta świadomość praw pacjenta, rodziny zmarłych w wyniku zakażenia bakterią pacjentów, decydują się wystąpić o odszkodowanie na drogę sądową.
Dowody w dokumentacji medycznej
Poszkodowani bliscy przyszli jakiś czas temu do kancelarii Michała Grabca, radcy prawnego specjalizującego się m.in. w procesach o błędy medyczne. W sprawie chodziło o mężczyznę, po śmierci którego na proces zdecydowała się żona i trzy córki. Otóż pacjent trafił do pewnego powiatowego szpitala z objawami udaru niedokrwiennego mózgu. Personel medyczny przewiózł go na OIOM, gdzie szybko i skutecznie doszło do ustabilizowania jego stanu zdrowia.
- Po kilku dniach mężczyzna zaczął samodzielnie jeść, pić, rozmawiać z odwiedzającą go rodziną, lekarzami. Z dnia na dzień było coraz lepiej a rokowania były pomyślne. Wynika to z wytworzonej w szpitalu dokumentacji medycznej - opowiada Michał Grabiec.
Pacjent następnie trafił z OIOM na oddział neurologiczny szpitala. Nagle, krótko po zmianie oddziału, zaczął uskarżać się na biegunkę, opadać z sił. Postępy, które przyniosła rehabilitacja zostały zahamowane. Stan mężczyzny pogarszał się. Dopiero po trzech dniach podjęto decyzję o wykonaniu badań w kierunku zakażenia clostridium difficile.
Bakteria ta jest wymieniona w rozporządzeniu ministra zdrowia w sprawie listy czynników alarmowych i rejestru zakażeń szpitalnych oraz raportów o bieżącej sytuacji epidemiologicznej szpitala jako “szczepy chorobotwórcze laseczki beztlenowej clostridium difficile oraz wytwarzane przez nie toksyny A i B“.
- Zakład medycyny sądowej wydał opinię, z której wynika, że u pacjenta leczonego w szpitalu antybiotykami, w przypadku wystąpienia biegunki należy wykonać badanie w kierunku m.in. zakażenia clostridium difficile. Z przeglądu literatury wynika, że śmiertelność z różnych przyczyn przy jednoczesnym zakażeniu clostridium difficile wynosiła 22 proc. U mężczyzny badania personel wykonał jednak trzy dni po wystąpieniu biegunki. Było już za późno na wdrożenie prawidłowego leczenia. Chory po kilku dniach od pogorszenia stanu zdrowia zmarł - wskazuje Michał Grabiec.
Rodzina zmarłego mężczyzny walczy o przyznanie kilkuset tysięcy złotych odszkodowania. Proces trwa. Jak zaznacza jednak Michał Grabiec, zmierza do rozstrzygnięcia na korzyść rodziny.
Ukrywanie błędów
Problem z zakażeniami szpitalnymi czy innymi błędami wynika z tego, że są one często zamiatane pod dywan. Personel medyczny obawia się ich zgłaszać z uwagi na sankcje, jakie mogą na niego spaść. Zaś doświadczenie innych krajów w tym np. Nowe Zelandii pokazuje, że im częściej się te błędy i zakażenia raportuje, tym więcej szpital może wyciągnąć wniosków i unikną niektórych błędów i zakażeń w przyszłości.
Dlatego m.in. Rzecznik Praw Pacjenta jest zdeterminowany, aby wprowadzić zupełnie nowe rozwiązania, oparte o system no-fault (bez orzekania o winie), podobny do działającego także w Szwecji. Czyli polegający na przyznawaniu odszkodowań pacjentom zupełnie bez orzekania o winie personelu medycznego.
System no-fault
Nowy system powinien się składać z dwóch elementów. Pierwszy z nich wprowadziłaby ustawa o jakości w ochronie zdrowia. Ona pozwoliłaby personelowi medycznemu zgłaszać zdarzenie medyczne bez ryzyka ponoszenia konsekwencji karnych czy dyscyplinarnych, a szpital powinien prowadzić rejestr tych zdarzeń.
Drugim elementem tego systemu, do którego powołania chce doprowadzić RPP, jest szybka wypłata odszkodowań pacjentom, wprowadzona przez nowelizację ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Bez badania winy personelu. Biuro Rzecznika Praw Pacjenta jest gotowe do przyznawania tych odszkodowań. Szacuje, że w pierwszym roku funkcjonowania komisji państwowy fundusz na odszkodowania powinien wynosić 20 mln zł. Na takie sumy sądy powszechne co roku przyznają chorym rekompensaty. Bez rent.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!