Narodowy Fundusz Zdrowia "podejmie pilną kontrolę, której zadaniem będzie zweryfikowanie możliwych nieprawidłowości". To reakcja na artykuł Wirtualnej Polski, która porównała godziny dyżurów profesora Wojciecha Maksymowicza w olsztyńskim szpitalu z jego aktywnością polityczną. Ujawniono, że poseł łączył te obowiązki lub opuszczał dyżury, aby poświęcić się pracom poselskim.
Szpital potwierdził, że lekarz powinien być we wskazanych przez dziennikarzy terminach na dyżurze. Profesor w odpowiedzi oświadczył, że znów szuka się na jego i jego współpracowników "haków".
Oczywiste jest, że w dniach pobytu w Warszawie głównie w czasie obrad Sejmu nie pracowałem w szpitalu. Po prostu w takim tygodniu zajmowałem się chorymi przez 1-2 dni a w następnym tygodniu 4 lub 5 dni. Nie mówiąc o pracy w soboty i niedziele, gdy była taka potrzeba. Miałem umowę na 25 godzin tygodniowo, właśnie sam prosiłem o dwa razy mniejszą ich liczbę niż pełnoetatowo, żeby bez problemu pogodzić obowiązki szpitalne i polityczne. Z nawiązką się z tego wywiązywałem i wywiązuję, nie występując o zapłatę za nadgodziny. Było to podstawą co miesiąc wystawianych rachunków. Ich potwierdzenia dokonywali koordynatorzy klinik, w tym oddziału covidowego w okresie pandemii. Wewnętrzne szablony sprawozdawcze mają w szpitalu nazwę "planu harmonogramu" i pewnie dlatego takie właśnie przygotowywali pracownicy administracji szpitala, którym łatwiej było napisać równo tyle samo godzin codziennie. W przypadku, gdy zauważałem nieprawidłowość zapisu, korygowałem to. Po raz kolejny szuka się na mnie i moich współpracowników haków. Z osobami, które rozpowszechniają takie nieprawdziwe informacje, spotkam się w sądzie.
Oświadczenie profesora Wojciecha Maksymowicza dla WP
Dziennikarze Wirtualnej Polski Patryk Słowik i Szymon Jadczak ujawnili we wtorek, że profesor Wojciech Maksymowicz, poseł Polski 2050 i neurochirurg, zajmował się działalnością polityczną w trakcie swoich dyżurów lekarskich na dwóch oddziałach Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Olsztynie. Poinformowano o 22 takich sytuacjach. Jednym z przytoczonych przypadków jest ten z 9 listopada 2020 roku, gdy Maksymowicz pracował na oddziale covidowym. Od tego czasu, jak opisano, Maksymowicz pracował przez 10 dni, w tym raz w 24-godzinnym trybie pracy, co łącznie dało 71 godzin. W trakcie dyżurów brał udział w głosowaniach. Posiedzenia Sejmu odbywały się, z powodu epidemii, w trybie zdalnym.
Polityka zamiast dyżuru?
W tekście dziennikarze opisali także przypadki, według których Maksymowicz wykonywał poselskie obowiązki, gdy w tym samym czasie, jak podano według grafiku kliniki neurochirurgii olsztyńskiego Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego, powinien zajmować się pacjentami.
Wymieniono, że było tak m.in. 14 kwietnia, gdy był na konferencji w Sejmie ogłaszając odejście z klubu PiS. Podsumowano, że Maksymowicz "zamiast leczeniem ludzi w szpitalu, zajmował się polityką" przez 11 dni. Dziennikarze Wirtualnej Polski próbowali także porozmawiać z doktor Moniką Barczewską - byłą już koordynatorką kliniki neurochirurgii, do której obowiązków należało zatwierdzanie grafików dyżurów. Lekarka nie chciała rozmawiać z redakcją.
Ustalono jednak, że umowa między szpitalem a doktor Barczewską została rozwiązana 11 października. WP podała, że 14 października do prokuratury wpłynęło zawiadomienie dyrekcji szpitala dotyczące nieprawidłowości przy rozliczaniu dyżurów. W tle tej sprawy jest również świeża dymisja dyrekcji szpitala.
Rzecznik resortu zdrowia zapowiedział kontrolę NFZ
- Niedopuszczalne jest w życiu publicznym, a w ochronie zdrowia szczególnie, potwierdzanie fikcji. W ochronie zdrowia tego typu praktyki mogą nieść negatywne konsekwencje dla zdrowia i życia pacjentów. A zadaniem szpitala i lekarza jest tego zdrowia i życia chronić. Jeżeli rzeczywiście doszło do opisywanych sytuacji, trzeba powiedzieć stanowczo, że jest to zachowanie skandaliczne - powiedział Wojciech Andrusiewicz.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!