Reklama

Konferencja Ratownictwo 2023: Pomysł na organizację, zmiany systemowe i stopniowanie ratowników medycznych. Plusy i minusy polskiego systemu ratowniczego. Analiza ekspertów.

Polityka Zdrowotna
04/04/2024 11:11

Ratownictwo medyczne w ostatnich latach dostało zastrzyk dobrej jakości sprzętu i więcej możliwości działania. Jednak pozostało wiele problemów, nad którymi należy się pochylić. O wyzwaniach w polskich ratownictwie medycznym Politykazdrowotna.com rozmawia z dr. n. o zdr. Tomaszem Ilczakiem, prodziekanem ds. Studenckich Wydziału Nauk o Zdrowiu. Uniwersytetu Bielsko-Bialskiego i dr. n. o zdr. i n. med. Pawłem Kukłą, ratownikiem medycznym z Wydziału Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum.

PolitykaZdrowotna.com: Skąd pomysł na organizacje konferencji dla ratowników medycznych?

Dr n. o zdr. Tomasz Ilczak: Pomysł nie jest świeży, zrodził się w 2016 roku, pierwotnie było to wydarzenie stricte akademickie. Współorganizatorami byli Wydział Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Bielsko-Bialskiego, wraz z Zakładem Ratownictwa CMUJ, którego jestem prodziekanem. Druga edycja to znowu organizowana przez Wydział Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Bielsko-Bialskiego. Potem przyszła pandemia, a realizacja konferencji zdalnych mnie jako organizatora nie interesuje, to jest zupełnie inny przekaz. W ubiegłym roku na jesieni, wraz z Pawłem (Kukłą - przyp. rad.) uznaliśmy, że do pomysłu trzeba wrócić i stąd się to wzięło. Sznyt akademicki jednak pozostał, uczelnie dalej są organizatorami, jednak całą techniczną stronę organizacji wzięła na siebie Medycyna Praktyczna.

W programie przewidzieliście Panowie kilka paneli i dyskusje dotyczące zmian systemowych. Czemu warto rozmawiać z ratownikami medycznymi o zmianach?

Dr n. o zdr. i n. med. Paweł Kukla: Decydentami nie są to prawda, ale w jedności siła. Nie zapominajmy też, że tworzy się nowa struktura, tworzy się samorząd zawodowy. Mam nadzieję, że będzie on opiniotwórczym podmiotem, który będzie głosem wszystkich nas.

Reklama

Na konferencji wielu prelegentów wskazywało na brak informacji zwrotnej dla ratowników, przywożą pacjenta do szpitala i cisza! Brakuje Panom tego feedback’u, choćby dotyczącego postawionego rozpoznania.

PK: Mnie osobiście tego bardzo brakuje, chcę wiedzieć, co się dzieje dalej z moim pacjentem. 

TI: To nie jest kwestia czy, tylko kwestia kiedy. Ratownicy muszą wiedzieć, czy ich postępowanie było słuszne. Życzyłbym sobie jednak, aby wprowadzanie tego rozwiązania nie wiązało się z większą ilością pracy dla personelu medycznego.

Na panelu poświęconym dyskusji na temat wprowadzenia ketaminy dla zespołów „P”, zaproponował Pan rozwiązanie systemowe, którego zadaniem byłoby wykrywanie, że dany medyk przez dłuższy czas nie wykonywał danej procedury medycznej. Czemu takie rozwiązanie miałoby służyć?

PK: Musimy sobie zdawać sprawę, że ratownik medyczny kończy studia i otrzymuje możliwość wykonywania zawodu, bez względu na doświadczenie, każdy z nas ma takie same kompetencje. Ratownik może przez dziesięć lat nie wykonać procedury, która ratuje życie, ponieważ może nie trafić na takiego pacjenta. Jednak utrzymanie kompetencji do przeprowadzenia takiej procedury, jaką jest np. intubacja, wymaga ciągłej praktyki lub systematycznych szkoleń. Zwłaszcza, gdy mówimy o ryzykownych procedurach. Warto, aby ratownik, który procedury nie wykonał np. przez okres trzech lat, był skierowany na takie szkolenie. Czemu taki system nie jest wprowadzony, nie wiem? Przecież wszystkie niezbędne dane mamy już w systemie SWD PRM (red. system obsługujący pogotowie). System nie może opierać się na ambicjach jednostek, które pójdą na szkolenie z własnej woli, potrzebujemy systemowych rozwiązań.

Reklama

TI: Patrząc z perspektywy osoby, która pracowała w karetce przez wiele, wiele lat, każda zmiana, która dotyczy systemu, powinna być prowadzona długoplanowo. Każdy wyjazd to ogromny ciężar gatunkowy, każdy pacjent to ogromna odpowiedzialność. Nie może być tak, że mamy w głowie jakiś pomysł i go od razu wprowadzamy. Każda zmiana, na przykładzie ketaminy, musi się wiązać ze szkoleniami z jej podaży, z przeciwwskazań, z interwencji na sytuacje, które ona wywoła. Zresztą te szkolenia muszą dotyczyć adeptów ratownictwa, ale też osób z dyplomem. Musimy mieć pewność, że ratownik, który dostaje narzędzie, wie, jak go używać.

Jak panów słucham, przychodzi mi do głowy rozwiązanie zaczerpnięte z Brytyjskiej służby zdrowia - stopniowanie ratowników, czy to dobry pomysł, żeby wprowadzić je do Polski?

TI: Wydział Nauk o Zdrowiu UBB na którym pracuje współpracuje z NHSem (red. Brytyjski odpowiednik NFZ), mamy współpracę z dwoma jednostkami akademickimi. Nasz system jest jednak zupełnie inny, w Wielkiej Brytanii można wejść do zawodu niemal bez żadnych kompetencji i uczyć się w praktyce, u nas to jest nie do pomyślenia. Jednak samo stopniowanie jest dobrym pomysłem, np. od ratownika, przez starszego ratownika, po ratownika medycyny krytycznej. Myślę, że to rozwiązanie mogłoby opierać się na doświadczeniu i ilości dodatkowych kursów.

Reklama

PK: Z mojej perspektywy to się musi wydarzyć, wielu ratowników „ucieka” do pielęgniarstwa, bo u nas nie ma możliwości rozwoju. Za stopniowaniem muszą iść większe kompetencje i większe wynagrodzenie. Takie rozwiązanie daje też ogromne możliwości optymalizacji kosztów, wyobraźmy sobie, że w zespole ratownictwa medycznego jedzie jeden „technik” i jeden ratownik. Taki zespół może zaopatrzyć duży procent wyjazdów i jest tańszy w utrzymaniu. Jednak w naprawdę trudnych i ciężkich sytuacjach na miejscu pojawia się np. starszy ratownik i zespół już jest 3 osobowy. Również pamiętajmy o tym, że musimy dać jakąś motywację ratownikom do rozwoju. Wracając do odpowiedzi na poprzednie pytanie, ratownik świeżo po studiach i ratownik, instruktor certyfikowanych kursów, w ramach PRM dostają takie same wynagrodzenie. Jedyną motywacją, jaką mam, jest motywacja osobista.

Zastanawiam się, czy to, czego nam w polskim systemie brakuje, to nie jest po prostu współpraca w zespole. Przecież nowoczesne leczenie to nie tylko lekarz, to właśnie pielęgniarka, ratownik, fizjoterapeutka, dietetyk, salowy czy opiekun medyczny.

PK: Na szczęście to się trochę zmienia już na etapie edukacji, przynajmniej tutaj na Uniwersytecie Jagiellońskim Collegium Medicum, ponieważ prowadzimy interdyscyplinarne zajęcia, w których uczestniczą studenci i studentki pielęgniarstwa, lekarskiego i ratownictwa medycznego. Każdy z nas ma swoje kompetencje, które wykonuje, ale to też umiejętność dzielenia się obowiązkami i komunikowania. W ubiegłym roku akademickim prowadziliśmy ten pilotaż, myślę że wyszło super.

Reklama

Proszę podać po 3 zalety i 3 wady polskiego systemu ratownictwa medycznego.

TI: Plusy? Mamy najlepiej wykształconych ratowników medycznych, jeśli chodzi o Europę. Mamy jeden z lepiej rozwiniętych systemów ratownictwa helikopterowego. Nie odstępujemy sprzętowo od innych krajów europejskich. Natomiast minusy to to, że potrzebujemy zmian w składach ZRM, albo więcej osób w zespole, albo randevu. Trzeba też zwiększyć finansowanie ochrony zdrowia. No i obciążanie pracą jest zbyt duże.

PK: Z plusów poprawił się system kształcenia, zdecydowanie jest lepiej niż było 10 lat temu. Nie brakuje nam sprzętu i to jest naprawdę super. Bardzo dobrze wyposażone karetki. Wadą zaś jest brak stopniowania ratowników i rosnących kompetencji. Zespoły są za małe, nie da się pracować przy poważnych wezwaniach we dwie osoby. Trzeci minus? Odpowiadałem po Tomku i podpisuję się pod jego listą.

Reklama

 

Rozmowa odbyła się na konferencji Ratownictwo 2023 r., kolejna edycja wydarzenia już 19-20 dkwietnia 2024 r.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 04/04/2024 11:39
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości