Brak prądu w gniazdkach, zdjęte banery protestujących, gra na czas decydentów i narastające poczucie głodu . Mija trzeci dzień protestu głodowego pracowników fizjoterapii i laboratoriów medycznych w jednym z warszawskich szpitali.
Rozmawiamy z Anną Gierszon z KZZ Pracowników Medycznych Laboratoriów Diagnostycznych, która jeszcze w poniedziałek, pełna zapału w głosie, uzasadniała wybór miejsca do protestu (Samodzielnego Publicznego Dziecięcego Szpitala Kliniczny w Warszawie), przychylnością dyrekcji do prowadzonej przez nich akcji. -Nie jest miło - mówi wspominając o piśmie, które "sugeruje nam, abyśmy sobie poszli".
Choć nie zaszło do bezpośrednich starć ,to życie protestujących jest utrudniane przez ciągłe kontrole epidemiologiczne, prośby o przemieszczenie protestu czy zwolnienie terenu pod inne działania szpitala. - Nie ma prądu w gniazdkach, w miejscu gdzie protest był jeszcze wczoraj - relacjonuje Anna Gierszon.
Protestujący muszą zmagać się też z przyziemnymi potrzebami, tak jak głód. Pierwsza pokusa przezwyciężona. Protestujący przenieśli śpiwory piętro wyżej, ponieważ jak tłumaczą - w miejscu ich protestu pojawił się katering.
Poparcie z całej Polski
Ostatnie spotkanie z wiceminister Józefą Szczurek-Żelazko - jak twierdzą przedstawiciele protestujących zawodów - nic nie wniosło do sprawy, a wręcz przeciwnie. W trakcie spotkania ochrona szpitala zdjęła baner wiszący nad protestującymi. Choć obdarci z baneru, nie poddają się. Motywowani głosami z całej Polski wciąż... szukają pieniędzy.
Głodówka trwa dalej
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!