Liczba ludności Polski ponownie zmalała i bez systemowych rozwiązań tego trendu nie da się zatrzymać. Dodatkowo starzejemy się, a to ma fatalny wpływ na wyzwania systemu ochrony zdrowia. Wszystko to wpływa negatywnie na rynek pracy.
Nie mamy dobrych informacji, jeśli chodzi o demografię Polski.
„Polska potrzebuje strategii demograficznej, która wskaże, jak należy się przygotować i dostosować do zachodzących zmian ludnościowych, a na jakie elementy zmiany demograficznej należy próbować wpływać. Sformułowanie takiej strategii nie jest jednak możliwe bez poprawy jakości oraz dostępności danych pochodzących z rejestracji bieżącej oraz specjalnych badań ankietowych o charakterze panelowym, pozwalających na ciągłe monitorowanie zachodzących zmian oraz ich zrozumienie. W tym raporcie Rządowa Rada Ludnościowa wskazuje na kluczowe kwestie, do których strategia demograficzna dla Polski powinna się odnieść” – alarmuje Rządowa Rada Ludnościowa w swoim najnowszym raporcie „Sytuacja demograficzna Polski w latach 2023–2024”.
Reklama
Dodaje, że od początku XXI w. odnotowujemy niewielki przyrost naturalny, a od 2012 r. liczba ludności się zmniejsza. Wyjątkiem był tylko rok 2017, ale wzrost był niewielki. W 2024 r. współczynnik przyrostu naturalnego obniżył się do −4,2, a różnica między liczbą zgonów i urodzeń zwiększyła się do 157 tys.
Pozytywną informacją jest to, że liczba urodzeń żywych wyniosła 252 tys., ale o około 21 tys. mniej niż rok wcześniej i o prawie 53 tys. mniej niż dwa lata wcześniej. Dodatkowo notujemy wysoką liczbę zgonów.
„W 2023 r. zmarło ponad 409 tys. osób, o 39 tys. mniej w stosunku do 2022 r., w którym zaobserwowano nadmiarową liczbę zgonów jako skutek m.in. pandemii COVID-19. Rok później, w 2024 r., liczba zgonów była podobna i także wyniosła około 409 tys. osób. Projekcje ludnościowe przewidują dalszy wzrost liczby zgonów” – dodają statystycy.
I jeszcze trzeba uwzględnić migracje zagraniczne. Saldo jest na plus, ale nadal nie są to liczby, które mają znaczący wpływ na liczbę mieszkańców Polski.
„Na pobyt stały zameldowało się w Polsce około 9,8 tys. osób mających poprzednio stałe miejsce zamieszkania za granicą, natomiast na wyjazd na pobyt stały za granicę zdecydowało się 5,5 tys. osób” – wskazują w raporcie eksperci.
Zgodnie z najnowszymi danymi liczba ludności Polski systematycznie spada. Na koniec 2023 r. wyniosła 37 637 tys., czyli o ok. 130 tys. mniej niż na koniec 2022 r. Teraz – na koniec 2024 r. – liczby są jeszcze mniejsze: 37 489 tys. osób.
W miastach mieszkało 22 276 tys. osób (to prawie 60 proc. populacji), a na wsi 15 213 tys. osób.
I to nie jest jeszcze wszystko, bo z wstępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że na koniec I kwartału 2025 r. ludność Polski liczyła 37 437 tys. osób.
Statystycy zaznaczają, że biorą pod uwagę stałych mieszkańców – w tym osoby, które przebywają czasowo za granicą, ale zachowały stałe zameldowanie w Polsce. Nie ma z kolei w tych danych imigrantów przebywających w Polsce czasowo.
Nie ma co ukrywać, że sytuacja ma wielkie znaczenie i dla ochrony zdrowia, i dla rynku pracy. Zacznijmy od tego pierwszego aspektu.
„Procent osób, które twierdzą, że mają długotrwały problem zdrowotny, jest w Polsce praktycznie taki sam jak w krajach UE27 (35,9 proc. vs 35,1 proc.). Natomiast w Polsce aż 80 proc. osób w wieku 75 lat i więcej ma długotrwały problem zdrowotny lub chorobę przewlekłą, podczas gdy w UE dotyczy to 67 proc. badanych. Jak pokazują wyniki badania GUS „Ochrona zdrowia w gospodarstwach domowych w 2023 r.”, w ponad połowie gospodarstw domowych (53,6 proc.) znajduje się przynajmniej jedna osoba z długotrwałymi problemami zdrowotnymi lub chorobą przewlekłą. Aż co piąty badany stwierdził, że ma rozpoznane przez lekarza nadciśnienie tętnicze, 12,8 proc. – choroby stawów, 8,1 proc. – choroby tarczycy” – czytamy w raporcie.
Nasze społeczeństwo się starzeje. Generalnie żyjemy coraz dłużej, chociaż trzeba też przyznać, że krócej niż w innych krajach UE. I trzeba też dodać, że pandemia COVID-19 zatrzymała trend wzrostowy.
„W 2023 r. odnotowano widoczną poprawę i trwanie życia mężczyzn wynosiło w Polsce 74,8 roku, a kobiet 82,4 roku” – podają autorzy raportu.
Co do tych różnic, to występuje wysokie natężenie zgonów mężczyzn w wieku 50–79 lat. To oczywiście przekłada się na straty w długości życia mężczyzn w relacji do kobiet od ponad 7 miesięcy (w grupach wieku 50–54 i 75–79 lat) do ponad 10 miesięcy (60–64 i 70–74 lata) i prawie roku dla osób w wieku 65–69 lat.
„W 2023 r. spowodowały one ponad 85 proc. zgonów. Choroby układu krążenia oraz nowotwory złośliwe są najgroźniejszymi chorobami. O ile jednak natężenie zgonów z powodu chorób układu krążenia miało w ostatniej dekadzie tendencję spadkową, o tyle umieralność z powodu nowotworów złośliwych wśród kobiet utrzymywała się na stałym poziomie, a wśród mężczyzn zmniejszyła się” – czytamy w opracowaniu.
Reklama
Umieramy także z powodu chorób układu oddechowego i pokarmowego. Eksperci wskazują wprost, że natężenie zgonów spowodowanych chorobami układu oddechowego wzrosło w latach 2014–2023 wśród mężczyzn o kilkanaście procent, a wśród kobiet o ponad 40 proc.
Niestety, te przyczyny występują częściej niż w innych krajach europejskich i są znacznie większym zagrożeniem życia niż przeciętnie dla mieszkańców krajów UE.
To wszystko łączy się ze zjawiskiem starzenia się społeczeństwa i potrzebą opieki nad seniorami. Statystycy przywołują wyniki ósmej rundy Badania Zdrowia, Starzenia się Populacji i Procesów Emerytalnych „SHARE: 50+ w Europie”, które pokazują, że ponad 20,5 proc. osób w wieku 65+ otrzymuje opiekę w ramach nieformalnych sieci wsparcia – starsze kobiety częściej niż starsi mężczyźni (23 proc. wobec 16,9 proc.).
„Udział ten rośnie wraz z wiekiem, co związane jest z większymi problemami zdrowotnymi wśród osób powyżej 80. roku życia. Odsetek ten wyniósł 10,4 proc. dla grupy wieku 65–69 lat, 15,9 proc. dla osób w wieku 70–79 lat i 45,3 proc. dla osób w wieku 80 lat lub więcej” – czytamy.
W takich przypadkach ważne jest też pytanie o subiektywną ocenę jakości życia – mowa o dobrostanie psychicznym, zadowoleniu z życia czy poczuciu osamotnienia. Niestety, pod tym kątem też nie wypadamy dobrze, bo plasujemy się w grupie krajów o najniższych wartościach tego wskaźnika. Zajmujemy 17. miejsce na 26 analizowanych krajów.
Jak już powiedzieliśmy, demografia ma kluczowe znaczenie dla rynku pracy. Z raportu płynie jednoznaczny wniosek, że nie jest dobrze. Społeczeństwo się starzeje i spada liczba ludności. Napływ imigrantów częściowo kompensuje negatywne efekty tych trendów, ale w dłuższej perspektywie nie będzie to odpowiedzią na potrzeby pracodawców.
„Ograniczenie tych efektów wymaga działań zmierzających do lepszego wykorzystania potencjalnych zasobów pracy, szczególnie wśród osób najmłodszych i najstarszych oraz kobiet w wieku reprodukcyjnym, a także wydłużenia aktywności zawodowej osób już pracujących” – proponują autorzy raportu.
Reklama
Dodają, że kluczowe znaczenie może mieć rozwój i popularyzacja elastycznych form pracy, lepszy dostęp do usług opiekuńczych i zdrowotnych, inwestowanie w uczenie się przez całe życie i nowe kompetencje, a także stworzenie warunków pracy, które umożliwią zwiększenie i wydłużenie aktywności zawodowej osób z ograniczeniami zdrowotnymi – w tym z niepełnosprawnościami. Generalnie chodzi o zwrócenie uwagi na osoby pozostające poza rynkiem pracy.
Ostatnich 11 stron raportu to proponowane działania, które mają poprawić sytuację w wielu obszarach. Trudno to wszystko streścić, ale jeśli chodzi o dzietność, to eksperci zalecają np. usunięcie barier realizacji aspiracji rodzicielskich. Potrzebna jest redukcja kosztów bezpośrednich i pośrednich rodzicielstwa wynikająca z działań poprawiających warunki życia różnych typów rodzin z dziećmi.
Jeśli chodzi o umieralność, szczególną uwagę trzeba zwrócić na fakt, że w ostatniej dekadzie zaobserwowano ponadczterokrotny wzrost liczby zgonów z powodu samobójstw wśród dzieci i młodzieży w wieku do 19 lat.
„To zjawisko zwraca uwagę na pilną potrzebę zwiększenia opieki psychologicznej (psychiatrycznej) dla tej grupy ludności” – czytamy w spisie rekomendacji.
Z kolei rynkowi pracy może pomóc stworzenie warunków wspierających utrzymywanie aktywności zawodowej po osiągnięciu wieku emerytalnego.
„Kluczowe znaczenie ma również poprawa zdrowia pracowników. Niskie bezrobocie oznacza, że należy również zwrócić uwagę na aktywizację osób biernych zawodowo, szczególnie tych w wieku produkcyjnym, w tym – między innymi – osób z niepełnosprawnościami” – czytamy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ale po co to komu skoro kobiety wszem i wobec ostętacyjnie piszą że dzieci nie chcą a sztuczne macice już tuż tuż na począdku w Chinach i USA pewnie a dalej cóż poezja
Młodzi ludzie po studiach (nawet po politechnikach) nie mogą pracy znaleźć w zawodzie bo firmy uznały parę lat temu, że nie opłaca się zatrudniać ludzi bez kilkuletniego doświadczenia. Inżynierowie (tacy prawdziwi, nie ci z Afryki) kończą na magazynie albo w McDonladzie za 4k netto. Potem 1500 za wynajem, 1000 za jedzenie, 1000 za rachunki i zostaje 500 zł na życie. I oni mają rodziny zakładać? Paradne! Przez ekonomiczną krótkowzroczność korporacji, za kilka lat będzie całe pokolenie, które nie będzie miało nic - kariery, rodziny, mieszkania. Zapaść demograficzną to wy dopiero zobaczycie. Te wszystkie prognozy to można spokojnie x0.5 przemnożyć.
Dokładnie tak, nie ma bezpieczeństwa finansowego takiej zwykłej normalności. Ten kraj nie docenia młodych wykształconych ale i zdolnych ambitnych mniej wykształconych, życie na krawędzi przeżycia nie zachęca do zakładania rodziny i posiadania potomstwa.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ludzie mają rodzić dzieci a potem jak zachorują to zebrać kasę na leczenie bo państwo ma ich gdzieś.
Ale po co to komu skoro kobiety wszem i wobec ostętacyjnie piszą że dzieci nie chcą a sztuczne macice już tuż tuż na począdku w Chinach i USA pewnie a dalej cóż poezja
Młodzi ludzie po studiach (nawet po politechnikach) nie mogą pracy znaleźć w zawodzie bo firmy uznały parę lat temu, że nie opłaca się zatrudniać ludzi bez kilkuletniego doświadczenia. Inżynierowie (tacy prawdziwi, nie ci z Afryki) kończą na magazynie albo w McDonladzie za 4k netto. Potem 1500 za wynajem, 1000 za jedzenie, 1000 za rachunki i zostaje 500 zł na życie. I oni mają rodziny zakładać? Paradne! Przez ekonomiczną krótkowzroczność korporacji, za kilka lat będzie całe pokolenie, które nie będzie miało nic - kariery, rodziny, mieszkania. Zapaść demograficzną to wy dopiero zobaczycie. Te wszystkie prognozy to można spokojnie x0.5 przemnożyć.
Dokładnie tak, nie ma bezpieczeństwa finansowego takiej zwykłej normalności. Ten kraj nie docenia młodych wykształconych ale i zdolnych ambitnych mniej wykształconych, życie na krawędzi przeżycia nie zachęca do zakładania rodziny i posiadania potomstwa.