Placówki medyczne będą musiały wdrożyć przepisy chroniące sygnalistów. W przyszłym roku osoby, które zgłoszą np. nieprawidłowości związane z raportowaniem błędów medycznych, będą chronione przed zwolnieniem.
Już wkrótce znaczna grupa polskich przedsiębiorców oraz podmiotów publicznych będzie musiała objąć ochroną sygnalistów. Chodzi o osoby, które zgłaszają informacje na temat naruszeń, jakie pojawiają się w ich miejscu pracy. Do tych podmiotów publicznych należą m.in. szpitale, które zatrudniają więcej niż 250 pracowników.
Wszystko przez to, że w połowie grudnia wchodzi w życie unijna dyrektywa w sprawie ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii, zwana potocznie dyrektywą o ochronie sygnalistów. Dyrektywa zobowiązuje państwo członkowskie do przygotowania odpowiednich przepisów implementujących ją.
Dopiero trwają prace nad projektem przepisów
Jak dowiedziała się Polityka Zdrowotna, w rządzie trwają dopiero prace nad propozycją przepisów i w połowie grudnia być może zostanie on skierowany do konsultacji społecznych.
W październiku opis opublikowano w wykazie prac rządu
Gdy taki projekt zostanie przygotowany i uchwalony, wówczas przedsiębiorcy, jak i szpitale, będą miały zapewne niewiele czasu na wdrożenie w życie tych przepisów, na przygotowanie odpowiednich procedur.
- To są ogromne zmiany, z których mało kto zdaje sobie sprawę. Najlepiej byłoby jakby rząd przygotowywał przepisy wdrażające dyrektywę przy okazji prac nad ustawą o jakości w ochronie zdrowia, która dotyczy prowadzenia przez szpital rejestru błędów medycznych. Rola sygnalisty w szpitalu będzie się m.in. sprowadzała do zgłaszania nieprawidłowości związanych z polityką wobec błędów medycznych – wskazuje Michał Modro, radca prawny i specjalista ds. prawa medycznego.
Podkreśla jednak, że rząd nie proceduje tych przepisów wespół. Sejm uchwali ustawę o jakości w ochronie zdrowia i za chwilę okaże się, że trzeba będzie ją nowelizować, aby dopasować do realiów funkcjonowania sygnalistów.
Sygnalista będzie fachowcem
Szpitale, na które spadną nowe obowiązki, będą musiały przede wszystkim przygotować i wprowadzić odpowiednie procedury oraz narzędzia do przyjmowania zgłoszeń. Za tym natomiast kryje się odpowiednia infrastruktura techniczna (która pozwoli sygnalistom w sposób komfortowy zgłaszać ewentualne nieprawidłowości czy nadużycia) oraz regulaminy, które wcześniej należy skonsultować ze związkami zawodowymi.
To wszystko zajmie nie mało czasu. A przygotowania formalne i techniczne to nie koniec. Trzeba jeszcze wyznaczyć odpowiednie osoby, które przyjmą zgłoszenia od sygnalistów. Ci nie będą mogli być zwolnieni czy oskarżeni o pomówienie.
- To tylko wierzchołek góry lodowej, jeśli chodzi o zmiany. Dyrektywa zmienia pojęcie sygnalisty. Sygnalista w jej ujęciu ma być fachowcem, ekspertem znającym się na danej tematyce, który widząc jakieś nieprawidłowości, będzie je sygnalizował - wskazuje Michał Modro.
Brak kultury raportowania nieprawidłowości
Zastanawiające jest to, jak w polskich szpitalach przyjmie się rola sygnalisty. Ta funkcja może kojarzyć się z agenturą, tajnymi służbami czy donosicielstwem. Warto tylko pamiętać, że pierwszymi sygnalistami byli medycy.
- Niestety u nas nie ma takiej kultury, aby zgłaszać nieprawidłowości. Wiele osób w instytucjach, w tym w szpitalach, wychodzi z założenia, że lepiej o czymś publicznie nie mówić tylko rozwiązać problem po cichu, albo zamieść go pod dywan. Sam kiedyś jednak zgłosiłem nieprawidłowości na SOR, bo to zagrażało bezpieczeństwu pacjentów i personelu - wskazuje Bartosz Fiałek, przewodniczący kujawsko-pomorskiego oddziału Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.
Zaznacza też, że bardzo ważnie będzie to, aby sygnaliści merytorycznie podchodzili do tematu.
- Teraz w czasie pandemii COVID-19 pracownicy co chwila coś zgłaszają. Istotne jest jednak to, aby było to merytorycznie zasadne i wówczas takie osoby trzeba dobrze chronić - dodaje Bartosz Fiałek.
Gdy przepisy dotyczące ochrony sygnalistów wejdą w życie, być może wiele procesów o zniesławienie, jaki dotyczył jednego z instytutów medycznych, nie będzie miało miejsca. Tam jedną z lekarek spotkał proces o zniesławienie z tytułu ujawnienia informacji o nieprawidłowościach w instytucie medycznym.
Pracownica zauważyła szereg nieprawidłowości w instytucie medycznym, w którym pracowała. Poinformowała o tym dyrekcję szpitala, odpowiedniego konsultanta wojewódzkiego, Ministerstwo Zdrowia i Najwyższą Izbę Kontroli. Udzieliła też wywiadu gazecie. Zwolniono ją ze szpitala. Sprawa znalazła finał w sądzie. Ale w końcu została uniewinniona. Takie osoby po zmianach będą mogły liczyć na ochronę.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!