Podczas panelu pt. „Nowoczesna i bliska pacjentowi opieka zdrowotna. Jak projektować system, który odpowiada na realne potrzeby pacjentów. Racjonalizacja systemu i edukacja zdrowotna” w ramach konferencji Szczyt Zdrowie 2025, eksperci debatowali o konieczności racjonalizacji systemu ochrony zdrowia i lepszym dopasowaniu terapii do potrzeb pacjentów. Jednym z przykładów takiego podejścia jest leczenie podskórne — nowoczesna forma terapii, która może zmienić codzienność chorych i poprawić organizację pracy w ośrodkach onkologicznych.
W jakim kierunku powinien zmierzać polski system ochrony zdrowia? Jak projektować go tak, by odpowiadał na realne potrzeby pacjentów i personelu medycznego? Podczas tegorocznego Szczytu Zdrowie 2025 eksperci podkreślali, że jednym z wyzwań jest nie tylko dostępność terapii, ale też sprawna organizacja leczenia — m.in. poprzez wykorzystywanie innowacyjnych rozwiązań, takich jak terapie podskórne. W debacie poświęconej nowoczesnej i bliskiej pacjentowi opiece zdrowotnej udział wzięli m.in. prof. Tadeusz Pieńkowski oraz Aleksandra Wilk z Fundacji To się leczy.
Prof. Tadeusz Pieńkowski mówił o systemowych przeszkodach, które utrudniają skuteczne leczenie raka piersi. Zwrócił uwagę na zbyt długą drogę od podejrzenia nowotworu do rozpoczęcia terapii oraz na niewydolność badań przesiewowych. Podkreślił też konieczność zmiany logiki działania systemu — z rozliczania procedur na leczenie pacjentów.
- My, w odniesieniu do pojedynczych osób, możemy wykonać wszystko to, co robi się na świecie – i tu wielkich różnic w tej chwili nie ma. Mamy dostęp do leków, do różnych technologii. Natomiast największym problemem jest: skoro jest tak dobrze, to dlaczego wyniki populacyjne są gorsze niż w krajach, do których aspirujemy? Gorsze niż średnia unijna? Jest ku temu kilka przyczyn. Jedną z nich jest destrukcja i kompletne zawalenie systemu badań przesiewowych, o którym tutaj wspomniała pani senator. Drugim problemem jest to, że droga kobiety od podejrzenia nowotworu do momentu rozpoczęcia leczenia trwa zdecydowanie zbyt długo – i to jest ten moment, w którym nierzadko tracimy szansę na lepszy efekt leczenia - powiedział prof. Pieńkowski.
Co jest naszym celem? Czy naszym celem jest zmiana zachowań? Zmiana systemu? Wszystko razem. My musimy odpowiedzieć sobie na pytanie: czy rozliczamy procedury, czy leczymy chorych? Idea tych wspomnianych ośrodków leczenia raka piersi, nazwanych z angielska breast units, dąży do tego, żeby leczenie nie polegało na rozliczaniu procedur, tylko żeby ich wykonanie w harmonijny sposób przyczyniało się do osiągnięcia jak najlepszego efektu terapeutycznego. Z uwzględnieniem wszystkich szczegółów związanych zarówno z samym nowotworem, jak i ze specyfiką osoby chorej – tak, aby leczenie było optymalnie zaplanowane i przeprowadzone. I od momentu, kiedy taka kobieta trafia do takiego ośrodka, to jest to możliwe do osiągnięcia. Natomiast czas od podejrzenia do dostania się tam – to jest problem - dodał.
Reklama
Prof. Pieńkowski zwrócił także uwagę na nierówności w dostępie do leczenia i profilaktyki — wynikające m.in. z poziomu edukacji, miejsca zamieszkania oraz braku skutecznych kampanii zdrowotnych. Jego zdaniem niezbędne są działania systemowe, które uczynią badania przesiewowe realnie dostępnymi i zrozumiałymi dla pacjentek.
– I tu widzę dwa kłopoty. Wspomniano, że stopień wykształcenia ma znaczenie u mężczyzn – podobnie jest u kobiet. Prowadzono badania w odniesieniu do raka szyjki macicy i ich wydźwięk był bardzo podobny: poziom formalnego wykształcenia ma istotne znaczenie. Również kod pocztowy okazuje się czynnikiem rokowniczym – zbyt silnym, jak na kraj takiej wielkości jak Polska.
ReklamaDlatego myślę, że konieczne są zmiany organizacyjne i doprowadzenie do sytuacji, w której korzystanie z badań przesiewowych stanie się nawykiem. Kraje, które osiągnęły dobre efekty populacyjne, zwykle łączyły elementy promocji i zachęty z pewną formą – nie chcę powiedzieć karania – ale zwracania uwagi na osoby, które z tych badań nie korzystają. Tak to się działo. I właśnie tutaj widzę ogromne pole do działania, bo mam nieodparte wrażenie, że od kilku lat z badań mammograficznych korzystają głównie osoby już przekonane, które są w systemie. Natomiast nabór nowych osób – mimo słusznego rozszerzenia wieku – wciąż pozostaje na bardzo niskim poziomie.
W drugiej części swojej wypowiedzi prof. Pieńkowski odniósł się do tematu terapii podskórnych w raku piersi. Jego zdaniem ich wdrażanie to nie tylko kwestia wygody pacjenta, ale także duży krok w stronę racjonalizacji systemu — odciążenie personelu, skrócenie czasu hospitalizacji i zmniejszenie kosztów pośrednich.
- To dotykamy ogromnego tematu: co to właściwie znaczy „koszt leczenia”? To nie jest tylko koszt danego preparatu, technologii medycznej czy jednorazowego sprzętu. To także koszty związane z przygotowaniem leków. Przecież lek, który trafia do nas z hurtowni, wymaga odpowiedniego przygotowania – rozpuszczenia, opracowania. To jest, można powiedzieć, pewna wartość dodana w całym procesie podania leku pacjentowi. Wymaga to zaangażowania personelu aptecznego, pielęgniarek, lekarzy.
Jeśli ten proces można skrócić – jeśli da się pominąć niektóre jego etapy – to zmniejsza się nie tylko obciążenie szpitala, co potwierdzają dostępne analizy, ale także obciążenie samego pacjenta. Oszczędza się jego czas. A przecież czas i koszty ponoszone przez pacjentów – związane z dojazdami, pobytem w ośrodku – w ogóle nie są wliczane do całkowitych kosztów leczenia - uważa prof. Pieńkowski.
Reklama
O realnym wpływie leczenia podskórnego na życie pacjentów mówiła Aleksandra Wilk z Fundacji To się leczy. Przytoczyła doświadczenia pacjentów z rakiem płuca, którzy – dzięki możliwości przyjmowania leków w formie podskórnej – wracają do aktywności zawodowej, rodzinnej i społecznej.
– Jeżeli chodzi o raka płuca, to dostęp do nowoczesnych terapii, takich jak immunoterapia, sprawił, że ta choroba stała się chorobą przewlekłą. Pacjenci nie są już leczeni miesiącami, ale latami. To długoletnie, wyczerpujące leczenie – tym bardziej że pacjenci często muszą dojeżdżać do ośrodków w różnych częściach Polski. Czasem pokonują pół kraju, czasem jadą na jego drugi koniec. Dlatego skrócenie czasu podania leku ma ogromne znaczenie – wpływa na jakość ich funkcjonowania i jakość życia - twierdzi Aleksandra Wilk.
ReklamaNasi pacjenci mieli już wcześniejsze doświadczenia z terapią podskórną, jeszcze zanim została ona objęta refundacją. Uczestniczyli w badaniach klinicznych i odnosili z niej korzyści terapeutyczne – przy mniejszej liczbie działań niepożądanych. Podanie podskórne trwa zaledwie 7 minut, podczas gdy klasyczna immunoterapia wiązała się często z całodniowym pobytem w szpitalu.
To ma ogromne znaczenie zwłaszcza dla pacjentów w długotrwałym leczeniu – często są to osoby starsze, z problemami z dostępem do żył. Krótszy czas podania i brak konieczności wkłuć dożylnych znacząco podnosi komfort terapii. Do tego dochodzi kwestia czasu – oszczędzonego nie tylko w placówce, ale również w podróży. Proszę sobie wyobrazić, jak bardzo obciążające jest dojeżdżanie do ośrodka przez dwa–trzy lata. To wpływa na jakość życia, na samopoczucie, na codzienne funkcjonowanie.
ReklamaKrótki czas podania to nie tylko korzyść medyczna – to także większy komfort dla pacjenta i jego bliskich. Jeżeli chory czuje się dobrze, może wrócić do pracy, być z rodziną, korzystać z codziennego życia. Tak naprawdę – wraca do normalności - dodaje.
HER2-dodatni rak piersi to jedna z bardziej agresywnych odmian tego nowotworu – szybciej się rozwija i częściej daje przerzuty niż jego HER2-ujemny odpowiednik. Dotyczy ok. 10–20% pacjentek. Na szczęście medycyna zrobiła w tej dziedzinie duży postęp – dzięki terapiom celowanym, które blokują receptory HER2, możliwe jest skuteczne zahamowanie wzrostu nowotworu. Przełomem było wprowadzenie leków takich jak trastuzumab i pertuzumab, które znacząco poprawiły rokowania pacjentek.
Standardem leczenia stała się tzw. podwójna blokada HER2 – czyli połączenie trastuzumabu z pertuzumabem oraz chemioterapią. Taki schemat stosuje się zarówno przed operacją, jak i w przypadku zaawansowanej choroby. Początkowo leki te podawano dożylnie, jednak dzięki rozwojowi technologii biologicznych możliwe stało się ich podanie podskórne – najpierw wprowadzono w ten sposób trastuzumab.
Podskórna forma leczenia to nie tylko wygoda dla pacjentek – krótsze wizyty w szpitalu, mniejsze zaangażowanie personelu medycznego – ale też konkretne oszczędności dla systemu. Mniej potrzeba materiałów, czasu pielęgniarek czy miejsc na oddziałach dziennych. Co ważne, skuteczność terapii podskórnej jest taka sama jak dożylnej.
Coraz częściej w Polsce refunduje się terapie dostępne w różnych formach podania. Dzięki odpowiednim mechanizmom finansowym, takim jak instrumenty dzielenia ryzyka, płatnik publiczny może kontrolować koszty leczenia niezależnie od wybranej formy terapii. Daje to większą elastyczność zarówno dla pacjentek, jak i ośrodków leczniczych – leczenie można lepiej dopasować do potrzeb konkretnej osoby i możliwości organizacyjnych placówki.
Nie chodzi o to, by jedną formę leczenia zastąpić drugą, lecz by umożliwić ich współistnienie – tak, by pacjentki mogły korzystać z terapii skutecznych, wygodnych i zgodnych z ich preferencjami. To kierunek nowoczesnej onkologii: skutecznej, zrównoważonej i opartej na realnych potrzebach pacjentów i systemu ochrony zdrowia.
Źródło: YouTube
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze