Obecnie w Polsce w pełni zaszczepionych jest ponad 19 mln obywateli a czwarta fala COVID-19 zagraża w przeważającej mierze osobom niezaszczepionym. Tempo szczepień jednak spada a do poziomu wymaganego do osiągnięcia odporności populacyjnej jeszcze daleko.
Jak informowała w Sejmie wiceminister zdrowia Anna Goławska, spośród wszystkich osób zakażonych jedynie 0,8 proc. to osoby zaszczepione. "Przebieg choroby u tych osób ma charakter łagodny".
Najwięcej osób zakażonych jest w woj. lubelskim, czyli w regionie z jednym z najgorszych wskaźników szczepień mieszkańców.
Najlepszy wynik programu szczepień resort odnotowuje w województwach: mazowieckim, wielkopolskim oraz pomorskim. Najmniej pełnych dawek szczepionki przeciw COVID-19 przyjęto natomiast w województwach: podkarpackim (36,7), podlaskim (40,36), lubelskim (42,68).
Analogicznie, tak jak w przypadku pełnoletnich obywateli, zainteresowanie szczepieniami rośnie wraz z wiekiem.
Średnio w skali całego kraju, w pełni zaszczepionych jest 34,4 proc. uczniów w wieku 12-18 lat. Poziom wyszczepienia plasuje się w zależności od wieku. 12 lat - 22%, 13 lat- 27%, 14 lat -31,5%, 15 lat - 35,18%, 16 lat - 40%, 17 - 43%, 18 lat - 46,5%
Opozycja: to za mało
Jak wskazywali w toku dyskusji posłowie opozycji, Polska w ciągu zaledwie 2 miesięcy spadła o 13 pozycji w zestawieniu 42 krajów Europy pod względem szczepień.
-Mamy 50 proc. wyszczepionej populacji a potrzeba znacznie więcej. To realne zagrożenie kolejnej fali pandemii. Tak się dzieje, głównie zachorowania występują na ścianie wschodniej kraju - komentował poseł Rajmund Miller.
Jak wskazywała opozycja, to do obowiązku rządu należy przekonanie Polaków, że szczepionki są skuteczne i bezpieczne. Jak wskazywali posłowie, do dziś nie stworzono funduszu kompensacyjnego, który zapewniłby odszkodowania obywatelom za potencjalne NOP-y. W ocenie opozycjonistów, na próżno szukać też szukać spójnej strategii promocji szczepień. Najgorsze wyniki wyszczepialności odnotowywane są w regionach, w których przeważa poparcie dla partii rządzącej.
"Jak mają pomóc fatalne wypowiedzi prezydenta Andrzeja Dudy czy ministra Przemysława Czarnka? Gdzie jest prezes Jarosław Kaczyński? Dlaczego premier Mateusz Morawiecki promuje Polski Ład a nie przekonuje do zasadności szczepień? Dlaczego państwo dofinansuje organizacje, które wspierają antyszczepionkowców? Dlaczego wspierane są media, w których nie ma prowadzonych wzmożonych kampanii na rzecz promocji szczepień (TVP i Radio Maryja)" - takie pytania padały do nielicznie zgromadzonych posłów partii rządzącej z Sejmowej mównicy.
- Antyszczepionkowcy "mają ciche przyzwolenie rządu". Świadczą o tym działania radykalnych grup w Grodzisku, Zamościu czy podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu. W Karpaczu każdy gość usłyszał najgorsze inwektywy. Policja była obecna, ale nie reagowała - mówił poseł Dariusz Klimczak.
Posłowie zarzucają także niewykorzystanie potencjału certyfikatu COVID.
- Czwarta fala zacznie dopominać się tego. Ale ani na Radę Ministrów ani na posiedzenie Sejmu, nikt nie powinien wejść bez takich certyfikatów. Przykład powinien iść z góry - mówił D. Klimczak.
Posłowie wskazywali także na brak zaangażowania innych resortów, w tym resortu rolnictwa czy sportu. W ocenie polityków te, mogłyby działać na rzecz wspierania programów szczepień poprzez promocję w trakcie wydarzeń tj. mecze, dożynki itd.
Co więcej, posłowie wskazywali, że polski rząd opiera się jedynie na danych zagranicznych i nie prowadzi własnych analiz. Jak zaznaczał poseł Andrzej Sośnierz, "operujemy w liczbie danych, które nic nie mówią o pandemii". Nie wiemy ile osób mamy odpornych, nie badamy osób zaszczepionych ani pacjentów po przechorowaniu - wyliczał. Jak podkreślał, takimi danymi operują inne kraje i właśnie one mogą być kluczowe do podejmowania dalszych decyzji o obostrzeniach.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!