Wydawałoby się, że tak podstawowy termin jak „współżycie” nie powinien budzić wątpliwości. A jednak. W ginekologii – dziedzinie, która dotyka najbardziej intymnych obszarów naszego życia – język okazuje się nie tylko narzędziem, ale i barierą. Niedopowiedzenia i niejasności mogą prowadzić do błędnych decyzji pacjentek: ktoś rezygnuje z badania, bo „współżył” bez penetracji, ktoś inny lekceważy zalecenie, bo nie zinterpretował go jako zakazu seksu oralnego, jeszcze inny pacjent czy pacjentka wychodzi z gabinetu, nie wiedząc… o co właściwie lekarzowi chodziło.
„Proszę nie współżyć przez dwa tygodnie po zabiegu", „Czy pacjentka już współżyła?”, „Przed badaniem proszę nie współżyć 48 godzin.” Niewinne zdania, które padają w tysiącach gabinetów ginekologicznych każdego dnia. Zdania, które powinny być jasne, konkretne, pomocne. Ale czy takie są?
Bo czym właściwie jest to „współżycie”? Dla jednych to wyłącznie penetracja waginalna. Dla innych – każda forma aktywności seksualnej. Dla jeszcze innych – nie wiadomo. I właśnie w tej niejasności kryje się problem.
- Dla wielu z nich pytanie „czy współżyła Pani?” nie tylko nie ma jednej oczywistej odpowiedzi, ale wręcz nie wiadomo, jak je zinterpretować. A przecież to nie pacjentka powinna zgadywać, co lekarz miał na myśli - mówią Aga Szuścik (@agaszuscik) i Ane Piżl (@ane_ratownica) w rozmowie, która ukazała się na mediach społecznościowych Agi Szuścik.
Brak precyzji językowej dotyka nas wszystkich, ale - jak podkreślają w swojej rozmowie ekspertki - najbardziej:
osoby transpłciowe – np. trans mężczyzn, którzy również korzystają z opieki ginekologicznej, lesbijki i osoby queer, których doświadczenia seksualne często są ignorowane w medycznych narracjach, osoby rozpoczynające życie seksualne, których intymne doświadczenia nie zawsze mieszczą się w klasycznych definicjach. Dobry lekarz to także dobry rozmówca
Na szczęście coraz więcej osób w ochronie zdrowia mówi wprost, jasno i bez wstydu. Zadaje konkretne pytania:
– „Czy miała Pani kontakt waginalny, oralny, analny?”
– „Czy stosowała Pani zabezpieczenie?”
– „Czy był kontakt z spermą?”
Bez skrępowania. Bez eufemizmów. Bez oceniania.
Ale wciąż jest też druga strona medalu: lekarze i lekarki, którzy unikają konkretów, bo czują wstyd, nie mają wystarczającej wiedzy, albo operują tylko jednym schematem – dla jednej grupy pacjentek. W relacji lekarz–pacjent nie chodzi wyłącznie o medyczne kompetencje. Równie ważna jest umiejętność słuchania i mówienia.
Pacjent (czy pacjentka) chce wiedzieć trzy rzeczy:
Co mi jest?
Co można z tym zrobić?
Co powinnam/powinienem zrobić?
Aby odpowiedzi były pomocne, muszą być zrozumiałe, precyzyjne i dostosowane do odbiorcy. Tu wchodzi cała nauka komunikacji: od stylów osobowości (np. FRIS, Insight Discovery), przez modele relacji (autorytarny, partnerski), aż po barierę językową, kulturową czy psychologiczną.
To nie po prostu „miękkie umiejętności” – to podstawa skutecznego leczenia.
Warto zadać sobie (i innym) pytanie: Jak rozmawiać o seksie i zdrowiu reprodukcyjnym, żeby nie tylko informować, ale też nie wykluczać?
Przestańmy zakładać, że wszyscy pacjenci są tacy sami. Nie są. I nie muszą być. Wystarczy, że lekarz zapyta jasno. A pacjent lub pacjentka dostanie przestrzeń, by odpowiedzieć – po swojemu, bez stresu.
Zrozumiały język w ginekologii to nie fanaberia. To konkretna potrzeba, która może przełożyć się na:
lepsze zdrowie,
większe zaufanie,
mniejsze ryzyko błędów,
bardziej komfortowe wizyty.
W ginekologii i seksuologii komunikacja wymaga wyjątkowej uważności i empatii. Mówimy tu o sferach intymnych, obciążonych kulturowymi tabu, wstydem, a niekiedy też traumą. W takich warunkach przekaz informacji medycznych – o diagnozie, możliwościach leczenia czy konsekwencjach wyborów – musi być nie tylko precyzyjny, ale i delikatny.
Sytuacja dodatkowo się komplikuje, gdy pacjentką jest osoba z niepełnosprawnością – fizyczną, intelektualną czy sensoryczną. Wówczas tradycyjne schematy komunikacji zawodzą, a lekarz musi wykazać się elastycznością, kreatywnością i ogromną empatią.
Nawet najbardziej profesjonalna intencja może zostać zniekształcona przez bariery komunikacyjne. Według literatury, wyróżnia się trzy główne etapy, na których może dojść do zakłóceń:
Komunikat nie zostaje usłyszany.
Komunikat zostaje usłyszany, ale niezrozumiany.
Komunikat zostaje zrozumiany, ale niezaakceptowany.
Model oparty na typologii Junga. Wyróżnia cztery style komunikacji:
Czerwony – zorientowany na działanie.
Żółty – otwarty i ekspresyjny.
Zielony – empatyczny, nastawiony na relacje.
Niebieski – analityczny, ceniący fakty.
Zrozumienie typu osobowości pacjenta pomaga dostosować sposób komunikacji do jego potrzeb i stylu odbioru.
Każda wypowiedź zawiera cztery warstwy:
Treść rzeczowa
Ujawnienie siebie
Relacja
Apel
Zaburzenia na którejkolwiek z tych płaszczyzn mogą prowadzić do nieporozumień. Dlatego warto formułować komunikaty pełne, a także aktywnie słuchać pacjenta.
Wyróżnia cztery style myślenia:
Zawodnik – skoncentrowany na celach.
Partner – relacyjny i empatyczny.
Badacz – logiczny, analityczny.
Wizjoner – kreatywny i innowacyjny.
Dopasowanie komunikatu do stylu poznawczego pacjenta zwiększa szansę na skuteczny przekaz i zrozumienie.
W literaturze wyróżnia się cztery podstawowe modele relacji lekarz–pacjent:
Model autorytarny – lekarz decyduje, pacjent wykonuje. Brak przestrzeni na dialog.
Model paternalistyczny – lekarz informuje, pacjent słucha. Niewielka interakcja.
Model kooperacyjny – lekarz doradza, pacjent współdecyduje. Włączenie rodziny.
Model partnerski – pełna współpraca, zaangażowanie emocjonalne i wzajemny szacunek. Model najbardziej efektywny, ale obarczony ryzykiem wypalenia zawodowego lekarza.
Zatem jakim modelem komunikacyjnym powinien kierować się lekarz? Zbigniew Kowalski, autor Poradnika Dobrej Komunikacji, wydanego pod patronatem Rzecznika Praw Pacjenta, mówi:
- W medycynie język jest prawdziwym wyzwaniem. Głównie dla tego, że medycy między sobą posługują się branżowym żargonem, który jest mieszanką łaciny, greki i angielskiego. Pozycja społeczna osób wykonujących zawody medyczne przez setki lat budowana była na ograniczonym dostępie do wiedzy. Jednakże zmiany cywilizacyjne okazują się dużym utrudnieniem. Pacjenci nie chcą się po prostu pod porządkować. Pacjenci często nie słuchają tylko dlatego, że ktoś mówi mądre rzeczy w niezrozumiałym języku. Pacjenci chcą wiedzieć. Chcą rozumieć, akceptować, wyrażać własne zdanie. Chcą wreszcie, aby ich zdanie było wzięte pod uwagę.
Reklama
Autor doprecyzowuje swoje refleksje za pomocą cytatu:
„Jeśli nie potrafisz czegoś wytłumaczyć w prosty sposób, to znaczy, że się na tym nie znasz”. Ten cytat przypisuje się Albertowi Einsteinowi. Wskazuje on dość obrazowo istotę zmian społecznych i zmieniające się wraz z nimi oczekiwania pacjentów. Natomiast zwracając na to uwagę, nie mam na myśli jedynie podziału ról, ale właśnie dostrajanie się rozmówców. Naszym obopólnym celem jest porozumienie i współpraca. Te są nie możliwe do osiągnięcia bez zaufania. A ufamy swoim, więc wyłączenie mechanizmów obronnych zaczyna się w momencie, gdy mój rozmówca okazuje się „swój”. Po czym poznajemy „swoich”? We współczesnym świecie zaczynamy od tego samego języka.
Więcej przydatnych informacji można uzyskać w Poradniku Dobrej Komunikacji, który zwiera wskazówki i podpowiedzi dla pracowników placówek medycznych na temat współpracy z pacjentami.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze