W środę w Sejmie odbyło się wysłuchanie publiczne projektu dotyczącego testowania pracowników w kierunku COVID-19. Spotkanie zdominowali przedstawiciele środowisk antyszczepionkowych.
Projekt ustawy o szczególnych rozwiązaniach zapewniających możliwość prowadzenia działalności gospodarczej w czasie epidemii COVID-19, czyli tzw. "ustawy Hoca", która zezwoli pracodawcom na weryfikację szczepień u pracowników został w grudniu złożony w Sejmie przez grupę posłów PiS. Stanowi pewną alternatywę dla zapowiadanego wcześniej przez ministra zdrowia projektu weryfikacji certyfikatów covidowych, który jednak nie spotkał się z dobrym przyjęciem w rządzie i klubie PiS.
Kwestie dotyczące weryfikacji pracowników pod katem COVID-19 już od początku wzbudzają wiele kontrowersji.
Podczas pierwszego czytania poselskiego projektu w grudniu na posiedzeniu sejmowej komisji zdrowia zostały złożone wnioski o zorganizowanie wysłuchania publicznego. Złożyli je posłanka PiS Anna Kwiecień oraz taki sam wniosek - poseł Grzegorz Braun z Konfederacji.
Wysłuchanie to odbyło się w środę w ramach posiedzenia sejmowej komisji zdrowia. Zorganizowanie wysłuchania, jak wyjaśnił przewodniczący tej komisji Tomasz Latos, było warunkiem, aby komisja mogła dalej pracować nad projektem i proponować do niego ewentualne zmiany.
Wysłuchanie odbyło się w trybie hybrydowym. Wśród ponad 70 osób, które zgłosiły sie aby wyrazić swoją opinię, zdecydowaną większość stanowili przedstawiciele środowisk antyszczepionkowych, którzy łączyli się zdalnie z komisją.
Krytykowali oni obowiązek szczepień, a także same szczepionki, które według nich stanowią zagrożenie dla życia i zdrowia. Próbowali też podpierać swoje wypowiedzi informacjami, które są sprzeczne z faktami przedstawianymi przez rząd czy producentów szczepionek. Wśród mówców byli m.in. aktywiści społeczni, przedstawiciele nauczycieli czy służb mundurowych, ale także prawnicy. Dowodów naukowych nie przedstawiali, ale przekonywali o szkodliwości takiego projektu ustawy. Pojawiły się nawet groźby odpowiedzialności karnej czy postawienia przed trybunałem stanu posłów w przypadku poparcia tego projektu ustawy.
- Projekt ustawy o szczególnych rozwiązaniach zapewniających możliwość prowadzenia działalności gospodarczej w czasie epidemii COVID-19 bazuje na wątpliwych medycznie i prawnie filarach - przekonywała np. Bogusława Cesarz ze Stowarzyszenia "Nauczyciele dla Wolności". Jak mówiła, reprezentuje ono ok. 70 tys. nauczycieli i pracowników oświaty, którzy nie poddali się szczepieniom. - Czy myślicie, że złamiecie tych ludzi? - pytała B. Cesarz.
Podkreślała, że nauczyciele są pośrednio zmuszani do szczepienia się, ponieważ na kwarantannę wysyłani są tylko nauczyciele niezaszczepieni i tracą na tym finansowo ponieważ wówczas otrzymują tylko 80 proc. pensji.
Z kolei Kaja Godek z Fundacji Życie i Rodzina kwestionując projekt oceniała, że podejmowane sa próby, które są szantażem, aby szczepienia przyjąć. Według niej, ten projekt też jest taką próbą, bo testy są nieprzyjemne, a alternatywą, aby ich uniknąć jest zaszczepienie się. Odwoływała się też do argumentów o produkcji szczepionek.
- Wszystkie szczepionki na COVID na którymś etapie produkcji lub testów korzystały ze zbrodni aborcji - twierdziła K.Godek.
Przyznała jednocześnie, że szczepionki nie zawierają samych komórek, ale zawierają substancje, które nie zostałyby opracowane lub wyprodukowane bez użycia linii płodowych.
Jak oceniała, projekt jest przejawem szantażu, bo pracownicy mają przyjąć szczepionkę, aby ich zakład pracy mógł funkcjonować, zaś jeśli szczepionki nie przyjmą, mają być nieustannie testowani testem PCR. Według niej ustawę należy odrzucić w całości.
Umywanie rąk przez rząd
Wśród argumentów kolejnych osób reprezentujących środowiska prawników będących jednocześnie przeciwnikami obowiązkowych szczepień oraz projketu pojawiał się zarzut, że przedsiębiorcy będą pozywani przez pracowników i będą przegrywać te spory. Według nich, to umywanie rąk przez państwo rękami posłów.
Kolejni mówcy pytali też o faktyczny cel ustawy jakim ma być przeciwdziałanie rozprzestrzenianiu się choroby COVID-19. Kwestionowali przy tym wiarygodność testów oraz skuteczność szczepień w zapobieganiu transmisji wirusa. Dopytywali też o konkretne zapisy dotyczące gwarancji pokrywania kosztów testów przez państwo, a nie przez pracodawców.
Odwoływali się też do dyskryminacji i segregacji, bowiem taki projekt pograsza sytuację pracowników wprowadzając faktyczny przymus stosowania praktyk medycznych, które są dobrowolne, jak szczepienia czy testowanie. Padały też takie zarzuty jak "nazizm sanitarny". A niektórzy kwestionowali w ogóle fakt pandemii.
Przedstawiciele środowisk antyszczepionkowych straszyli też skutkami szczepień dla zdrowia wskazując konkretne powikłania. Straszyli jednocześnie, że wprowadzenie takiej ustawy może spowodować masowe protesty społeczne i wpłynąć na destabilizację sytuacji wewnętrznej w naszym kraju.
Co na to sami przedsiębiorcy?
- To dobry, choć późny moment, by rozmawiać nad instrumentami, które wesprą pracodawców w przeciwdziałaniu SARS-CoV-2, w zabezpieczeniu gospodarki - mówił dyrektor departamentu pracy w Konfederacji Lewiatan Robert Lisicki, który również zabrał głos w ramach wysłuchania publicznego. Jak mówił, niedługo miną dwa lata epidemii, a "na dobrą sprawę w Polsce nie wypracowaliśmy skutecznych rozwiązań w zakresie przeciwdziałania rozpowszechnianiu się SARS-CoV-2".
Zwracał też uwagę, że mimo iż projekt dotyczy przedsiębiorców, w procesie dyskusji nad projektem nie uwzględniono tego środowiska.
Wskazywał, że projekt w dużym stopniu przerzuca ciężar działań anycovidowych na przedsiębiorców i pracodawców. - To oni będą w pierwszym szeregu stawiani w negatywnym świetle, jeśli chodzi o stosunki wewnątrz zakładowe czy kontakt z klientami - argumentował. Według niego ustawa to też dodatkowe obowiązki i ryzyka dla pracodawców.
- Jednocześnie dostrzegamy wyjątkowe okoliczności i musimy doprowadzić do wyważenia interesu ochrony prywatności i ochrony interesu zbiorowości. W związku z tym zasadne jest wprowadzenie pewnych rozwiązań, które zabezpieczą i dadzą pewność działalności szczególnie w środowisku przedsiębiorców w tych trudnych i dynamicznie zmieniających się okolicznościach gospodarczych - przekonywał.
Podkreślił, że wiele krajów nie zważając na protesty wprowadziło rozwiązania, które przeciwdziałają rozpowszechnianiu się skutków SARS-CoV-2.
W trakcie kolejnych wystąpień panowała zasada nie komentowania, nieprzerywania i odnoszenia się do poszczególnych wypowiedzi. Sam przewodniczący komisji Tomasz Latos podsumował jednak spotkanie na zakończenie.
- Prawie wszystkie głosy były wobec tej ustawy krytyczne. W części wypowiedzi były rzeczy, które nie powinny padać z różnych powodów. Po pierwsze groźby karalne, po drugie - biorąc pod uwagę szacunek do pamięci ofiar. Uznałem, że powiem to na końcu, a nie w trakcie wypowiedzi - mówił T. Latos.
Jednocześnie podkreślił, że cenne byłoby zaproponowanie alternatywnych rozwiązań przez mówców. A tego podczas wysłuchania zabrakło.
Teraz projektem ponownie zajmie się komisja zdrowia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!