Toczy się gorąca dyskusja na temat kształtu rynku aptecznego w Polsce. Do Sejmu trafił poselski projekt zmian, który zakłada m.in. wprowadzenie zasady „apteka dla aptekarza” oraz kryterium geograficzno-demograficznego przy tworzeniu nowych aptek. Projekt popiera samorząd aptekarski, który od lat zabiega o takie zmiany. Przeciw są przedstawiciele sieci aptecznych, dla których funkcjonowania propozycje zawarte w projekcie, mogą być sporym utrudnieniem. O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy redaktora naczelnego branżowego portalu MGR.FARM i członka Naczelnej Rady Aptekarskiej, mgr farm. Łukasza Waligórskiego.
Projekt zaproponowany przez grupę posłów PiS jest pierwszą od wielu lat inicjatywą dostrzegającą pogłębiający się kryzys na rynku aptecznym. Kryzys, który do tej pory dotykał pacjentów w minimalnym stopniu tylko dlatego, że farmaceuci zawsze stawiali ich dobro na pierwszym miejscu, stanowiąc bufor dla napierających od zaplecza patologii. To właśnie Ci farmaceuci i aptekarze od lat pukali też do drzwi posłów, niemal regularnie odwiedzając ich biura i opisując swoje problemy. A musieli to robić, ponieważ nie mieli swojego reprezentanta w Sejmie. W przeciwieństwie do lekarzy, pielęgniarek, rolników i przedsiębiorców – żaden farmaceuta nie zasiada obecnie na sejmowych ławach.
W końcu grupa posłów PiS zdecydowała się pomóc indywidualnym aptekarzom powołując Parlamentarny Zespół ds. regulacji rynku farmaceutycznego oraz tworząc wspomniany projekt. Projekt kompromisowy, który stabilizuje rynek i wprowadza regulacje będące normą w wielu krajach Unii Europejskiej (Francja, Niemcy Austria, Dania, Estonia, Finlandia, Węgry, Włochy, Łotwa, Luksemburg, Portugalia, Słowenia – wszystkie te regulacje zostały opisane w uzasadnieniu do projektu).
Stabilizacja rynku aptek, a nie jego rewolucja
Celem proponowanych zmian nie jest wcale zamykanie aptek, wywłaszczanie przedsiębiorców i ograniczanie konkurencji. Zamraża on rynek, hamując rozwój sieci aptecznych należących do przedsiębiorców niebędących farmaceutami. Pozwala on wszystkim uczestnikom rynku aptecznego wziąć głęboki oddech i kontynuować prowadzenie działalność bez obawy, że za kilka miesięcy przyjdzie im konkurować z kolejną apteką otwartą kilkanaście metrów dalej. A konkurencja taka zawsze toczy się do momentu likwidacji jednej z aptek i polega na kolejnych obniżkach cen – co tylko z pozoru jest korzystne dla pacjenta. Nie łudźmy się bowiem – celem obniżania cen przez apteki nie jest dobro pacjenta, a chęć „wykończenia” konkurencji. Na tym zresztą polega strategia marketingowa najagresywniejszych sieci aptecznych, które stać na utrzymywanie tanich, a przez to nierentownych aptek na nowym rynku do momentu, gdy konkurencja mająca mniejsze zaplecze finansowe (najczęściej indywidualna) ogłosi bankructwo. Wtedy ceny leków szybują w górę.
Ten projekt ułatwi też kontrolę rynku aptecznego przez Państwową Inspekcję Farmaceutyczną. Do tej pory, gdy w wyniku postępowania administracyjnego apteka, która w rażący sposób łamała prawo (np. nielegalnie wywożąc leki za granicę), była zamykana, to po kilku tygodniach jej właściciel otwierał ją na nowo – jako nowa spółka i pod nową nazwą. To sprawiało, że walka z nieuczciwymi przedsiębiorcami na rynku aptecznym była nieskuteczna. Proponowane przez posłów PiS zmian uniemożliwią takim przedsiębiorcom ponowne otwieranie aptek i szkodzenie polskim pacjentom. Bo nawet jeśli takim przedsiębiorcą okaże się farmaceuta, to wyrokiem Sądu Aptekarskiego będzie on pozbawiony Prawa Wykonywania Zawodu, a tym samym apteki nie otworzy. Dziś nawet jeśli Sąd Aptekarski pozbawi farmaceutę Prawa Wykonywania Zawodu to i tak może on otworzyć aptekę jako „zwykły” przedsiębiorca? Mało tego – aptekę może otworzyć każdy przestępca skazany prawomocnym wyrokiem sądu. Ten projekt reguluje te kwestie w sposób zapewniający bezpieczeństwo pacjentów i ich dostęp do leków.
Sprzeciw interesów
Oczywiście propozycje zmian w tym kierunku spotkały się z ogromnym sprzeciwem przedsiębiorców i właścicieli sieci aptecznych. To było do przewidzenia, w końcu każda regulacja oznacza ograniczenie praw grupy, która do tej pory czerpała największe korzyści z braku takiej regulacji. Niepokojące są jednak dla mnie metody, jakimi posługują się przeciwnicy projektu, w celu jego odrzucenia przez parlamentarzystów. Metody polegające na manipulowaniu faktami i zalewaniu mediów swoją narracją, opartą na półprawdach i populizmie. Bo za takie należy uznać groźby kierowane w stronę parlamentarzystów i obywateli, dotyczące wzrostu cen leków i zamykania aptek. Zmiany proponowane w projekcie nie ograniczają zasad konkurencji. Nie mówią nic o zamykaniu aptek czy ich wywłaszczaniu. Istniejące apteki nadal będą działać na rynku i oferować swoje usługi. Będą jedynie musiały robić w sposób zgodny z prawem, by odsunąć od siebie ryzyko utraty zezwolenia na działalność. Czy to takie trudne?
Na czym polegają wspomniane przeze mnie półprawdy? Przeciwnicy proponowanych przepisów demonizują reguły geograficzne i demograficzne, do których będą musiały dostosować się wszystkie nowo powstające apteki. Posługują się mapami, pokazując ginące w centrum miasta apteki, znajdujące się w promieniu kilometra od innej apteki. Takie prezentacje robią wrażenie, jednak są przykładem zwykłej manipulacji. Nikt przecież nie będzie istniejących aptek zamykał. Skąd zatem apokaliptyczne wizje znikających z mapy aptek?
Ceny nie wzrosną, apteki nie znikną
To samo tyczy się cen leków w aptekach. Wszystkie najważniejsze leki mają ceny urzędowe – a więc takie same we wszystkich aptekach. Oczywiście w przypadku leków pełnopłatnych, dostępnych bez recepty, suplementów diety i kosmetyków, ceny reguluje wolny rynek i konkurencja między aptekami. Ale przecież tej nikt nie ogranicza. Nikt nie będzie likwidował aptek, a nowe nadal będą mogły powstawać w odległości 1 kilometra, a nawet 500 metrów od istniejących (w gminach gdzie na jedną aptekę przypada więcej niż 3000 mieszkańców) i dalej będą konkurować ze sobą cenowo. Przez 8 lat pracowałem w aptece w małej miejscowości i widywałem pacjentów, którzy pokonywali znacznie większe odległości po to, by znaleźć tańsze leki. 500 czy 1000 metrów to nie jest dla nich żaden problem, szczególnie że apteki są na ogół sytuowane w pobliżu węzłów i szlaków komunikacyjnych. Wiedzą to doskonale apteki, które nie odważą się podnieść cen tylko dlatego, że w promieniu kilkuset metrów nie otworzy się konkurencja…
W końcu by ostatecznie obalić argument o wzroście cen leków, wystarczy przyjrzeć się obecnej mapie aptek, na której znajdują się najmniejsze miejscowości lub wsie z jedną apteką. Teoretycznie mają one idealne warunki do stosowania praktyk monopolistycznych. Niektóre bez wątpienia korzystają z tego i podwyższają ceny swojego asortymentu. I to właśnie takie miejsca będą celem nowych aptek, po wejściu w życie proponowanych zapisów. Niemożliwe stanie się bowiem otwieranie aptek w miejscach, gdzie rynek jest takimi placówkami przesycony. Farmaceuci będą musieli zatem szukać innych lokalizacji, dających szansę na prowadzenie takiej działalności. I będą to właśnie obrzeża miast oraz wsie, gdzie dotychczasowi monopoliści wiedli beztroskie życie.
A co jeśli nie…?
Analizując skutki wprowadzenia proponowanych przepisów warto się też zastanowić nad tym, co się nam grozi jeśli jednak nie wejdą one w życie. Otóż zgodnie z wyliczeniami Naczelnej Rady Aptekarskiej w roku 2022 zamknięta zostanie ostatnia indywidualna apteka. Na rynku aptecznym zostaną tylko największe podmioty – co będzie efektem obserwowanej w tej chwili już konsolidacji, a więc łączenia się sieci lub kupowania mniejszych przez większe. To będzie prowadziło do lokalnych monopoli, bo większość średnich sieci działa w ramach województw lub powiatów, co w przeliczeniu na skalę kraju daje mylny pogląd o braku zagrożenia monopolem. Brak indywidualnych aptek będzie oznaczał brak konkurencji. Obecność sieci aptek ułatwi im stosowanie zmów cenowych, a to w prostej linii będzie oznaczało wzrost cen w aptekach – a więc to czym teraz są straszeni parlamentarzyści i Polacy. Wystarczy przyjrzeć się takim krajom jak Norwegia czy Kanada, gdzie właśnie takie zmiany zaszły.
Ten projekt to ostatnia szansa, by zatrzymać galopujący na oślep rynek apteczny, na którym apteki powstają nie dlatego, że są w danym miejscu potrzebne pacjentom, ale po to by prezes sieci mógł kupić sobie kolejnego Mercedesa.
mgr farm. Łukasz Waligórski
Farmaceuta i dziennikarz. Redaktor naczelny MGR.FARM, zdobywca tytułu Anioła Farmacji 2014 i członek Naczelnej Rady Aptekarskiej
Polecamy krótki filmik wyjaśniający jakie zmiany wprowadza poselski projekt ustawy - dostępny tutaj.
Polecamy także:
O tym, że MZ popiera poselski projekt zmian na rynku aptek pisaliśmyChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!