Co Polki wiedzą o profilaktyce raka piersi? To pytanie wydaje się oczywiste. W końcu tyle się mówi o nowotworach, kampaniach edukacyjnych, dostępnych badaniach. A jednak — gdy przyjrzymy się bliżej, obraz niepokoi. Bo wiedza często nie przekłada się na działanie. Dlaczego? Odpowiedzi szukamy na konferencji organizowanej przez Fundację Sexed.pl.
Z badania przeprowadzonego przez Fundację wynika, że aż 76% kobiet nie wykonuje badań profilaktycznych, bo nie ma niepokojących objawów. 66% uważa, że brak wyczuwalnych zmian w samobadaniu piersi wystarczy, by czuć się bezpiecznie. A 59% nie bada się, bo... nikt w rodzinie nie chorował. To fałszywe przekonania, które mogą kosztować życie.
Rak piersi nie zawsze daje objawy na wczesnym etapie. Co więcej, tylko 5–10% przypadków ma podłoże genetyczne. To oznacza, że nawet jeśli w rodzinie nikt nie chorował, zagrożenie nadal istnieje. A świadomość tej statystyki ma mniej niż połowa kobiet.
Wielu kobietom wydaje się, że regularne samobadanie piersi wystarczy. Tymczasem to mit. Samobadanie ma wartość edukacyjną — uczy znajomości własnego ciała, ale nie jest badaniem przesiewowym.
Ekspertki podkreślają: mammografia to jedyne badanie przesiewowe, które ma potwierdzoną skuteczność w redukcji umieralności na raka piersi. USG, rezonans — to badania uzupełniające, nie alternatywne.
I nie, mammografia nie jest szkodliwa. Dawka promieniowania to zaledwie 0,4 mSv, czyli mniej niż podczas lotu samolotem z Europy do USA.
Często słyszymy, że młodsze kobiety z tzw. gęstym gruczołem piersiowym „nie potrzebują mammografii”. To kolejny szkodliwy mit. W takich przypadkach USG faktycznie lepiej obrazuje tkankę, ale nie zastępuje mammografii – powinno ją uzupełniać.
W gęstych piersiach łatwiej o wynik fałszywie ujemny – dlatego łączne podejście (mammografia + USG) daje największą szansę na wykrycie zmian.
Najbardziej poruszające są opowieści kobiet, które nie mogą się przebić przez system. Lekarz nie daje skierowania. Badania trzeba robić prywatnie. Kolejki. Brak informacji.
64% kobiet z badania zadeklarowało, że nigdy nie otrzymały od lekarza zalecenia wykonania badań piersi – ani od ginekologa, ani lekarza rodzinnego. Kobiety z mniejszych miejscowości opowiadają o upominaniu się, odsyłaniu, ignorancji. W tym sensie brak profilaktyki nie zawsze wynika z niewiedzy, ale z braku realnego dostępu.
Do tego dochodzi czynnik społeczny. Jeśli nikt w otoczeniu się nie bada – Ty też nie czujesz potrzeby. To mechanizm, który utrwala bierność.
Z raportu wyraźnie wynika: kobiety chciałyby, żeby ktoś im przypominał o badaniach. SMS, list, wiadomość z IKP – cokolwiek. Bo w codziennym biegu, wśród obowiązków zawodowych i rodzinnych, łatwo o sobie zapomnieć.
- Nie chodzi o to, że kobiety są nieodpowiedzialne. Chodzi o to, że system nie daje im szansy na bycie odpowiedzialnymi. A do tego dochodzi kulturowa presja – by być zawsze „dla innych”, ale niekoniecznie dla siebie – mówiła dr n. med. Aleksandra Konieczna.
Zakończenie imiennego wysyłania zaproszeń na mammografię miało wymierny efekt: liczba kobiet zgłaszających się na badania drastycznie spadła. Dziś poniżej 30% uprawnionych Polek korzysta z bezpłatnej mammografii.
To nie są dane, które można zignorować.
Potrzebujemy nowego modelu profilaktyki:
Rozmowa o profilaktyce raka piersi to nie tylko przypominanie, że trzeba się badać, mówiła na konferencji dr Karina Barszczewska. To zderzenie z systemem, który często działa reaktywnie – działa wtedy, gdy pacjentka już coś czuje, gdy pojawi się problem. A przecież każda wizyta lekarska powinna być okazją do przypomnienia o badaniach, o profilaktyce – nie tylko do leczenia objawu.
- W swojej praktyce wprowadziłam prostą zasadę: niezależnie od powodu wizyty – czy chodzi o krwawienie, ból, czy problemy z libido – zawsze przypominam pacjentkom, jakie badania powinni wykonać. I choć czasem słyszę zdziwienie – „dlaczego wymaga pani badań przy przedłużaniu antykoncepcji?” – odpowiadam: dla Pani zdrowia, bezpieczeństwa i mojego profesjonalizm.
Reklama
- Przykład? Jedna z pacjentek mieszkająca w Szwajcarii zadzwoniła, prosząc o przedłużenie recepty. Odpowiedziałam: „Wyślę receptę, ale najpierw proszę o wyniki badań”. Usłyszałam: „Ale po co? Nic mi nie jest”. I wtedy tłumaczę – że właśnie dlatego, by mogła mieć pewność, że wszystko jest w porządku. Po kilku dniach – badania wykonane, dokumentacja przysłana. Można? Można - mówiła dr Barszczewska.
To nie są pojedyncze przypadki. Taka „praca u podstaw” to codzienność – ciągłe przypominanie, edukowanie, przekonywanie. I nie tylko kobiet.
- Bo rak piersi dotyczy również mężczyzn – i niestety wciąż rzadko my, lekarze, o tym pamiętamy. W tym tygodniu przyjęłam 31-letniego mężczyznę z rakiem piersi. Tak, to się zdarza. A ilu mężczyzn w ogóle wie, że powinni zwracać uwagę na swoje piersi? – kontynuowała.
Tymczasem z raportów wynika jasno – większość kobiet nadal nie wie, że powinny się badać.
Zapytałyśmy kobiety – czego potrzebują, żeby naprawdę zacząć się badać. I odpowiedzi były bardzo konkretne:
Ta ostatnia odpowiedź pokazała nam coś bardzo ważnego: kobiety chcą być dla siebie nawzajem wsparciem. Siostrzeństwo ma tu ogromne znaczenie. Wzajemne przypominanie sobie o badaniach, dbaniu o siebie – to może być realna zmiana społeczna.
I tu pojawia się pytanie: co kobiety chciałyby usłyszeć w kampaniach? Co naprawdę działa?
Aż 81% z nich wskazało, że chciałoby wiedzieć, że wcześnie wykryty rak piersi może oznaczać brak chemioterapii, łagodne leczenie, które nie zmienia życia o 180 stopni. Inne ważne komunikaty to:
To ważne, bo te miejsca oferują holistyczną opiekę – zespół specjalistów zajmuje się wyłącznie rakiem piersi. Leczenie jest nowoczesne, zgodne z europejskimi standardami, refundowane. Dostępne są nawet rekonstrukcje piersi jednoczasowe, czyli usunięcie guza i jednoczesne odtworzenie piersi, co jest ważne dla psychicznego komfortu pacjentek.
Ale tu nie kończy się historia. Jedna z pacjentek dr Kariny Barszczewskiej, 38-latka po leczeniu, powiedziała:
- Ten rak zabrał mi tak wiele – włosy, spokój, poczucie bezpieczeństwa. Ale zabrał mi też coś jeszcze – moją intymność. Od miesięcy nie współżyję z mężem. Boli. Boję się, że mnie zostawi. Odbywamy stosunki analne, bo to jedyne, co nie sprawia mi bólu. Ale nie daje mi to przyjemności. Proszę mi pomóc.
To są historie, które nie mieszczą się w statystykach. Nie znajdziemy ich w liczbach, ale one się dzieją – codziennie. I trzeba o nich mówić. Bo rak piersi to nie tylko leczenie nowotworu – to także wyzwania intymne, seksualne, psychiczne.
Niektóre kobiety słyszą: „Najważniejsze, że Pani żyje”. Ale to nie wystarcza. Chcą czuć się dobrze, kobieco, blisko. Chcą wrócić do życia w pełni.
Dlatego tak ważna jest współpraca między onkologami a ginekologami. Tak ważne jest, by edukować pacjentki i dawać im realne wsparcie – również po zakończeniu leczenia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze