Mentoring w medycynie od lat budzi emocje – jedni widzą w nim fundament kształcenia, inni mówią o barierach i niechęci starszych lekarzy do dzielenia się wiedzą. Prof. Krzysztof J. Filipiak z CMKP uspokaja jednak, że nie warto ulegać uproszczeniom i generalizacjom. W rozmowie opowiada, co naprawdę wymaga zmian, aby młodzi medycy mogli uczyć się w najlepszych warunkach.
Kształcenie lekarzy to jeden z filarów systemu ochrony zdrowia. Od jakości mentoringu, dostępu do specjalizacji i atmosfery w środowisku medycznym zależy nie tylko rozwój młodych adeptów medycyny, ale także bezpieczeństwo pacjentów. Dyskusje wokół tej kwestii od lat budzą emocje – jedni uważają, że w Polsce mamy problem z niechęcią starszych specjalistów do dzielenia się wiedzą, inni wskazują, że to raczej brak systemowych rozwiązań jest największą barierą. Do tego dochodzą narastające różnice pokoleniowe, presja finansowa oraz przeciążenie dyżurowaniem.
Młodzi lekarze chcą się rozwijać, ale często czują, że stają w miejscu, podczas gdy starsi medycy obawiają się konkurencji i utraty pozycji. W tle mamy też pacjentów, którzy zmagają się z długimi kolejkami do specjalistów i coraz częściej pytają, czy kształcenie nowych kadr faktycznie przekłada się na poprawę dostępności.
To złożony obraz, w którym łatwo o uproszczenia i pochopne oceny. Dlatego warto posłuchać głosu osób, które nie tylko obserwują zmiany, ale też realnie je kształtują. Prof. Krzysztof J. Filipiak, dyrektor Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Warszawie, wprost podkreśla: „Nie uogólniałbym opinii o niechęci starszych specjalistów do kształcenia młodszych”.
O tym, co naprawdę wymaga reform i jakie są najważniejsze wyzwania, mówi w naszym wywiadzie, do którego serdecznie zapraszamy.
Prof. Krzysztof J. Filipiak: Lekarzy w Polsce jest aktualnie za mało, chociaż w chwili obecnej osiągnęliśmy rekordową, patrząc przez pryzmat ostatnich dekad, liczbę studentów kierunku lekarskiego. Już za kilka lat do systemu wchodzić będzie co roku 10 tysięcy absolwentów – to bardzo dużo. Pojawiają się nawet głosy – w tym samorządu zawodowego, że studiujących jest już za dużo i to da efekt „nadprodukcji lekarzy” gdzieś około 2034 roku. To jednak tylko jedna z opinii, a problemem jest bardziej efektywność systemu ochrony zdrowia i zagospodarowanie czasu tych lekarzy, ich wyspecjalizowanie w deficytowych dziedzinach, jak i nierównomierne rozłożenie kadr lekarskich w Polsce. Zgadzam się, że musimy koncentrować się na jakości szkolenia specjalizacyjnego i w tym kierunku podążać też będzie CMKP. Nie uogólniałbym jednak opinii o „niechęci starszych specjalistów do kształcenia młodszych”. Jeżeli takie sygnały będą się pojawiać w stosunku do ośrodków akredytowanych do specjalizowania, będziemy je weryfikować.
Reklama
K.F.: Kultura mentoringu to osobna kwestia i wyzwania z nią związane są obiektem troski wielu zawodów zaufania publicznego, nie tylko lekarzy. Mam akurat bardzo dobre doświadczenia własne – zarówno w przeszłości jako szkolący się, jak i jako nadzorujący specjalizację wielu osób w relacji mentor-specjalizant. Te kwestie adresują też zasady etyczne korporacji zawodowych i nie sądzę, żeby to był najważniejszy problem szkoleń. Podzielam natomiast pogląd o konieczności zmotywowania specjalistów – kierowników specjalizacji. Mówimy o tym od lat i od lat postulujemy wyodrębnienie większej puli finansowej na realizację zadań kierownika specjalizacji.
K.F.: Znowu, uciekałbym przed uogólnieniami. Są różne szpitale, różnie zarządzane, w różnej sytuacji finansowo-kadrowej. Wygląda to też zupełnie inaczej w zależności od specjalizacji. Zgadzam się, że obserwujemy „ekstrema” opisywanych zjawisk: są miejsca, gdzie rezydenci dyżurują ponad miarę zapełniając wakaty, nawet niekoniecznie w miejscu bezpośrednio istotnym dla realizowanego programu specjalizacji, co może zagrażać jakości szkolenia.
ReklamaZ drugiej strony, mamy wielu głosów od rozżalonych dyrektorów szpitali, w których rezydenci unikają jak mogą dodatkowych obowiązków medycznych, a realizują je „po drugiej stronie ulicy”, w innej placówce, w innym miejscu, które oferuje atrakcyjniejsze dodatkowe wynagrodzenie. Czy dyżurowanie non-stop w innej placówce z powodów finansowych nie odbija się na ich jakości szkolenia w miejscu rezydenckim? Jak zwykle więc, prawda leży gdzieś po środku. Nie dezawuuję tutaj opinii koleżanek i kolegów z Porozumienia Rezydentów, ale wolałbym rozmawiać o konkretnych sytuacjach i rozwiązywać problemy. Będziemy zmieniać system ewolucyjnie, przed nami wiele zadań i obiecuję, że z uwagą będę wsłuchiwał się w głosy płynące bezpośrednio od realizujących szkolenie specjalizacyjne.
K.F.: Ponownie bym nie generalizował, bo sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Nakłada się na to m.in.: kwestia wymogów w tzw. europejskiej i polskiej specjalizacji, możliwość zdawania jednego bądź drugiego egzaminu. Ważny jest też odsetek osób po raz wtóry zdających ten sam egzamin, mających wielokrotny problem ze zdaniem, które nagle „windują” odsetek tych z niepowodzeniem w ogólnej puli zdających. Jest to trochę bardziej skomplikowane w takich dziedzinach jak np.: anestezjologia, urologia, chirurgia klatki piersiowej, radiologia czy okulistyka. Kwestią PES zajmuje się inna instytucja niż CMKP, ale oczywiście wszędzie tam, gdzie pojawiać się będą kontrowersje i sugestie takie jak w pytaniu („system faktycznie zawodzi”) przyglądać się będziemy programom specjalizacji i prosić o wyjaśnienia konsultanta krajowego i CEM – Centrum Egzaminów Medycznych.
ReklamaJeżeli pytają mnie Państwo o moje osobiste odczucia czy „obecny model egzaminów rzeczywiście weryfikuje wiedzę i kompetencję, czy raczej tworzy dodatkową barierę utrudniającą wejście do zawodu” odpowiem tak: gdy realizowałem specjalizację z kardiologii, musiałem zdać: egzamin testowy, egzamin ustny, egzamin praktyczny z EKG, koronarografii i echokardiografii, będący częścią egzaminu ustnego. Dzisiaj specjalizanci z kardiologii, jeżeli bardzo dobrze napiszą test, nie muszą już zdawać kolejnych etapów. To rzeczywiście według Państwa redakcji taka „bariera utrudniająca zostanie kardiologiem”? Również przyjęcie rozwiązań nieznanych mojemu pokoleniu lekarzy – możliwości zdawania egzaminu specjalizacyjnego przed zakończeniem szkoleń i staży – raczej ułatwia, a nie utrudnia wejście do grona specjalistów.
K.F.: To znowu trochę bardziej skomplikowana kwestia. Ze wszystkich analiz wynika, że największe braki specjalistów dotyczą m.in.: interny, chirurgii ogólnej, rehabilitacji medycznej, chorób płuc, chirurgii dziecięcej, chorób zakaźnych, medycyny pracy, otorynolaryngologii. Zwiększa się dostępność pediatrów i lekarzy medycyny rodzinnej. Bardzo dużo osób specjalizuje się i dojdzie do kadr specjalistycznych niebawem w radiologii, psychiatrii, kardiologii czy ortopedii. Zmienia się sytuacja demograficzna – coraz więcej osób w starzejącym się społeczeństwie wymagać będzie opieki onkologicznej, geriatrycznej i neurologicznej. Mniejsze zapotrzebowanie będzie w położnictwie. Dostępność do lekarzy w systemie będzie zatem różna w zależności od specjalizacji i będzie się dynamicznie zmieniać w przyszłości. Nie można też generalizować tych danych do całej Polski. Najwięcej lekarzy i specjalistów mamy na Mazowszu i w Łódzkiem. Dostępność jest natomiast o wiele mniejsza w takich województwach jak: lubuskie, warmińsko-mazurskie i opolskie. Co interesujące, w tych trzech województwach działa z reguły jedna uczelnia medyczna, a wiadomo, że absolwenci bardzo często szkolą się i pozostają w regionie swojego wykształcenia. Dla odmiany na Mazowszu, które ma najwięcej lekarzy, kształci aż 5 uczelni w Warszawie oraz 3 poza Warszawą. A co najmniej 3 kolejne uczelnie chcą otworzyć kierunek lekarski w stolicy. Dawałoby to 11 uczelni kształcących lekarzy na samym Mazowszu. Nie wchodząc już dalej w te rozważania, trzeba uruchomić wiele różnych mechanizmów, które promować będą kształcenie podyplomowe i specjalizowanie się w deficytowych specjalizacjach i przede wszystkim tam, gdzie lekarzy jest najmniej.
Reklama
K.F.: Wymienię cztery. Po pierwsze - stale doskonalenie systemu rozdziału miejsc rezydenckich, uwzględniające prognozowane potrzeby specjalistyczne w danym regionie. Po drugie – monitorowanie jakości kształcenia w podmiotach akredytowanych i reagowanie na wyniki monitoringu. Po trzecie – otwarcie miejsc akredytacyjnych w regionach z mniejszym nasyceniem lekarzy, koniecznie przy zachowaniu dbałości o jakość kształcenia. Po czwarte – zwiększanie puli miejsc rezydenckich w najbliższych latach i umożliwienie wyboru drugiej rezydentury po zrealizowaniu pierwszej deficytowej: interny i chirurgii ogólnej. To tylko najważniejsze planowane zmiany. W kształceniu podyplomowym koniecznych jest o wiele modyfikacji i będziemy je stopniowo wprowadzać w porozumieniu ze wszystkimi zainteresowanymi stronami.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze